PRAISE THE WEAR

Stelmet niczym walec – Trefl bez szans w Zielonej Górze!

Stelmet niczym walec – Trefl bez szans w Zielonej Górze!

Zielonogórzanie w trzeciej kwarcie rozwalcowali gości z Sopotu 38:14 i wygrali cały mecz 110:80. Najskuteczniejszym zawodnikiem Stelmetu Enei BC był Ivica Radić, który skończył z double double – 21 punktów i 11 zbiórek.
Łukasz Koszarek i Marcel Ponitka / fot. VTB

PZBUK! Bonus powitalny 500 zł na start – podwajamy pierwszy depozyt!

Pierwsza połowa była bardzo wyrównana, a nawet można powiedzieć, że Trefl Sopot delikatnie przeważał. Zespół Marcina Stefańskiego potrafił dotrzymać kroku Stelmetowi jeśli chodzi o zdobywanie punktów, a i w obronie Trefl potrafił ograniczyć zielonogórzan, którzy przecież mają jeden z najlepszych ataków w lidze.

Postawa Trefla mogła się podobać, jednak wszystko posypało się po przerwie. Trener Żan Tabak w przerwie w szatni najwyraźniej zdziałał cuda, a jego zespół w trzeciej kwarcie zmiótł z parkietu rywali wygrywając tę część gry 38:14.

Stelmet w ostatniej kwarcie jeszcze docisnął śrubę i dobił kolejny raz do 100 punktów (już 6. raz w tym sezonie ligowym). Ostatecznie zielonogórzanie pokonali bezradnego Trefla Sopot 110:80, co było ich już 10. zwycięstwem z rzędu w PLK.

Najciekawiej w tym spotkaniu było pod koszem. Najlepszym strzelcem Stelmetu był Ivica Radić, który skończył to spotkanie z double double – 21 punktów i 11 zbiórek. Z kolei w Treflu na deskach szalał Nana Foulland, który aż 7 razy zbierał w ataku (w sumie 15 zbiórek).

Stelmetowi udało się perfekcyjnie wyłączyć z gry najgroźniejszego strzelca Trefla, Camerona Ayersa, który skończył mecz z 2 punktami (1/10 z gry). To właśnie defensywa na obwodzie była jednym z kluczy do zwycięstwa zielonogórzan – zespół z Sopotu trafił tylko 8 z 36 rzutów za 3 (22%).

Zarówno Stelmet, jak i Trefl będą miały teraz okazję na mały odpoczynek – w lidze zagrają dopiero przed sylwestrem. Zespół z Zielonej Góry zmierzy się za to 22 grudnia z Astaną w lidze VTB.

RW

.

Autor wpisu:

POLECANE

tagi

Aktualności

– Koszykówka to moja ucieczka od codzienności – przyznaje koszykarz Mateusz Bręk, u którego sukcesy sportowe w ostatnim czasie przeplatały się z trudnymi doświadczeniami poza parkietem. Kogo dziś widzi? – Po prostu chyba szczęśliwego człowieka, który cieszy się tym, że mógł spotkać się w kawiarni i porozmawiać o życiu – odparł, dodając później, że rozmowa ta była pewnego rodzaju formą terapii.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami