• Home
  • PLK
  • Stelmet pokazał moc – Dragicević nad Anwilem

Stelmet pokazał moc – Dragicević nad Anwilem

Share on facebook
Share on twitter

Świetna gra i zryw 22:5 w drugiej kwarcie pozwoliły Stelmetowi wypracować przewagę, którą mistrz utrzymał do końca. Zielonogórzanie pokonali w hicie Anwil 94:83, w zespole gości zawiedli Ivan Almeida i Josip Sobin.

Vladimir Dragicević (fot. Andrzej Romański/Plk.pl)

Buty, w których wymiana Kyrie Irving – możesz je mieć! >>

To nie był aż tak jednostronny mecz, jak wskazuje wynik. Anwil zaczął dobrze, a w drugiej połowie długo walczył. Ale też prawda jest taka, że włocławianie mistrzowi tak naprawdę nie zagrozili, to gwiazdy Stelmetu (Vladimir Dragicević, Martynas Gecevicius i Łukasz Koszarek) robiły różnicę, podczas gdy kluczowi gracze Anwilu długo byli nieskuteczni. Włocławianie długimi momentami nie potrafili też ograniczyć płynnego ataku gospodarzy, stracili aż 94 punkty.

Lepiej zaczął Anwil, który przeważał dzięki skutecznemu w różnych akcjach Szymonowi Szewczykowi – były gracz Stelmetu szybko zdobył 10 punków, a gdy Jaylin Airington uciekł Filipowi Matczakowi i trafił spod kosza, włocławianie prowadzili 21:16. Straty Stelmetu trójką z dziewięciu metrów zmniejszył w ostatniej sekundzie James Florence.

Natomiast druga kwarta była popisem mistrzów Polski, a zwłaszcza ich doświadczonych graczy. Co prawda najpierw – i pomimo tego, że ze względu na podkręconą kostkę kilka minut opuścił Kamil Łączyński – Anwil prowadził nawet 36:29, ale Stelmet przestał popełnić straty (aż 8 w połowie drugiej kwarty) i znalazł rytm w ataku.

Świetny fragment miał mądry i skuteczny Gecevicius – Litwin w krótkim okresie trafił dwie trójki, które przedzielił dwiema asystami. Zresztą zespołowa gra i podania otwierające dobre rzuty były w pierwszej połowie znakiem firmowym Stelmetu – Dragicevicia (14 punktów do przerwy) znajdowali w polu trzech sekund nie tylko Gecevicius i Koszarek, ale także Jarosław Mokros.

I Stelmet szybko zrobił zryw 22:5, wyszedł na prowadzenie 51:41. Anwil nie był w stanie zareagować w obronie, nie zatrzymywał akcji pick and roll gospodarzy, a w ataku też kilka razy łatwo stracił piłkę. Niewidoczny i nieskuteczny do przerwy był Ivan Almeida, który w 20 minut zdobył tylko 4 punkty, miał 1/6 z gry.

Po zmianie stron początkowo niewiele się zmieniło – Stelmet zaczynał od firmowych pick and rolli, które wykańczał Dragicević, a po drugiej stronie serię trzech strat popełnił Łączyński. Aktywniej zaczął grać Almeida, ale nie od razu przekładało się to na punkty. Na dodatek faulem technicznym za pretensje wobec sędziów ukarany został Igor Milicić.

Chorwat zarządził też jednak swoją firmową obronę strefową – ta zadziałała, dwie trójki gości pozwoliły im zbliżyć się na 54:59. Ale to był tylko momencik lepszej gry Anwilu – Stelmet rozgryzł strefę, poprawił grę w obronie, po trójce dobrego w środę Kelatiego wyszedł na prowadzenie 70:58.

I trochę tak ten mecz wyglądał do końca – Anwil walczył, zbliżał się, ale Stelmet w odpowiednim momencie reagował: a to celną trójką Florence’a, a to wymuszeniem faulu. Mistrz utrzymał przewagę, wygrał zasłużenie. 23 punkty zdobył Dragicević, który miał 8/8 z gry, 10 zbiórek, 2 asysty i 3 przechwyty – zagrał świetny mecz. Gecevicius miał 16 punktów i 5 asyst.

W Anwilu najskuteczniejszy byli Almeida i Nowakowski – po 14 punktów, ten pierwszy 5/11 z gry. Sobin rzucił tylko 6 punktów, miał 2/8 z gry i 3 straty.

Debiut Edo Muricia? Pechowy, zakończony podkręceniem kostki w trzeciej kwarcie. Słoweniec zagrał tylko przez niecałe 8 minut – zdobył 5 punktów, miał 2 zbiórki w ataku, 2 straty i 2 przechwyty.

Pełne statystyki z meczu – TUTAJ.

ŁC

Buty, w których wymiana Kyrie Irving – możesz je mieć! >>