Stelmet się uratował – wielkie brawa dla Gliwic!

Stelmet się uratował – wielkie brawa dla Gliwic!

Share on facebook
Share on twitter

Sensacja kończącego się roku w PLK wisiała w powietrzu – GTK prowadziło w Zielonej Górze 90:87 w ostatniej minucie, ale Quinton Hooker spudłował potem dwa wolne, a Vladimir Dragicević zdobył zwycięskie punkty spod kosza. Na 91:90.

Robert Skibniewski (fot. GTK Gliwice)

Buty Kevina Duranta – świetne modele, atrakcyjne ceny >>

Końcówka była niesamowita, GTK goniło, goniło i przegoniło Stelmet. Świetna gra Roberta Skibniewskiego (18 punktów i 6 asyst) i jego trudne trafienia, trójki Marcina Salamonika (jedna o tablicę, w sumie 16 punktów), trafienia z dystansu Lukasa Palyzy – goście mieli trzy punkty prowadzenia, a Stelmet się w CRS chwiał.

A jednak – wygrał. Najpierw na 89:90 trafił Łukasz Koszarek, a potem faulowany Quinton Hooker przestrzelił na 16 sekund przed końcem dwa wolne. Stelmet wykorzystał ostatnią akcję – James Florence przytomnie dograł piłkę pod kosz do Vladimira Dragicevicia (24 punkty i 10 zbiórek), a ten zrobił swoje. Choć jeszcze rzut Palyzy z okolic linii środkowej po stronie Stelmetu dotknął obręczy.

I mistrz mógł odetchnąć. Był o krok od wstydliwej wpadki.

Spotkanie najlepszej drużyny PLK ostatnich lat z zespołem, który za miejsce w lidze zapłacił, tylko w krótkich okresach wyglądało tak, jakbyście się tego spodziewali – owszem, Stelmet przeważał, ale były też momenty, gdy to gliwiczanie byli zespołem lepszym lub przynajmniej równym mistrzowi. Andrej Urlep wciąż ma nad czym pracować, jego drużyna w piątek wyglądała tak, jakby grała z poprzednim trenerem.

Mecz zaczął się od popisów Salamonika, który w pięć minut zdobył 10 punktów i goście prowadzili 12:7. Ale harce dość szybko się skończyły, bo punktować zaczął Dragicević (13 w sześć minut) i Stelmet wyszedł na prowadzenie. Po pierwszej kwarcie było tylko 26:25, ale w połowie drugiej – po dobrym fragmencie Thomasa Kelatiego i kolejnych punktach Adama Hrycaniuka – szybko zrobiło się 42:29.

Największa różnica była wówczas widoczna w obronie – Stelmet w drugiej kwarcie wziął się do roboty na poważnie, nie pozwalał na żadne łatwe rzuty, a po pudłach dobrze zbierał. GTK przez długie minuty nie mógł trafić do kosza, odbijał się od mistrzów Polski.

Do przerwy było 52:41 przy siedmiu przestrzelonych wolnych Stelmetu, a Dragicević miał 18 punktów. I nic się nie zmieniło tuż po zmianie stron – Czarnogórzec kontrolował sytuację pod koszami, mistrzowie Polski szybko powiększyli przewagę. Znów trzymali dobry poziom w obronie i znajdowali dziury w defensywie gości.

Wydawało się, że mecz już do końca będzie jednostronny, ale GTK nie odpuszczał – gliwiczanie jeszcze w trzeciej kwarcie zbliżyło się na 63:68 m.in. po trójkach Jonathana Willliamsa i Palyzy, a także pięciu punktach Damiana Pielocha. Do tego Paweł Turkiewicz zaskoczył na moment mistrzów aktywną, żyjącą strefą. Po 30 minutach było tylko 72:64.

A w czwartej kwarcie GTK miał mistrza na widelcu. Nie pokonał go, ale zasłużył na wielkie brawa.

Pełne statystyki z meczu – TUTAJ.

ŁC

Buty Kevina Duranta – świetne modele, atrakcyjne ceny >>




POLECANE

tagi

NBA

W najnowszym odcinku podcastu Kamila Chanasa gośćmi są młodzi zawodnicy Sląska Wrocław – Aleksander Dziewa i Jakub Musiał. Czym zaskoczyła ich ekstraklasa i jak widzą swoje koszykarskie kariery?

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Rasta Vechta, która nie dała szans Anwilowi w pierwszej rundzie, to na dziś główny rywal Anwilu do miejsca w pierwszej czwórce grupy Ligi Mistrzów. Włocławianie myśląc o awansie muszą zrobić wszystko by wygrać, a idealnym scenariuszem byłoby odrobienie 13-punktowej straty z pierwszego spotkania.