• Home
  • PLK
  • Stelmet w horrorze ogrywa Anwil – mistrzowie 1 mecz od finału

Stelmet w horrorze ogrywa Anwil – mistrzowie 1 mecz od finału

Share on facebook
Share on twitter

Anwil walczył wspaniale, ale nie miał w składzie gwiazdy formatu Jamesa Florence’a (34 pkt.). Stelmet po dogrywce wygrał w Zielonej Górze z Anwilem Włocławek 107:104 i prowadzi w serii półfinałowej 2:1.

James Florence (fot. basketballcl.com)

W tych butach Kevin Durant szaleje w NBA >>

Były momenty w tym meczu, kiedy Stelmet bronił najlepiej w całym sezonie. Szczególnie w drugiej kwarcie, gdy w kilka minut odrobił 10 punktów straty i wyszedł na prowadzenie 45:41 do przerwy. Różnicę w ataku robił James Florence, który już wówczas miał na koncie 13 punktów.

Jednak lepiej, z większą agresją zaczął Anwil. Włocławianie po kolejnych punktach Michała Nowakowskiego (10 do przerwy) i zespołowej grze w ataku zaczęli od 20:12, a w drugiej kwarcie prowadzili nawet 33:22. Po pierwsze, wówczas zaczęli jednak ulegać mocnej obronie Stelmetu, a po drugie ich strefa miała zadziwiającą dziurę w okolicy rzutów wolnych, co dawało łatwe punkty Dragiceviciowi i Savoviciowi.

Stelmet utrzymywał w II połowie przewagę, ponieważ Anwil grał coraz bardziej chaotycznie. Świetnie kryty przez Przemysława Zamojskiego, Ivan Almeida podejmował za dużo złych decyzji. Włocławianie skupiali się na rzutach z dystansu, choć nie mieli dnia pod tym względem. Po 3 kwartach było 68:63 dla Stelmetu.

Sama końcówka to wreszcie efektowny, ofensywny mecz na dobrym poziomie. Anwil, napędzany przez bardzo dobrego w ataku Hosleya, zaczął od serii 6:0, a przede wszystkim wymusił 4 przewinienia gospodarzy już przez pierwsze 2 minuty ostatniej kwarty.

W decydujących momentach to w Stelmecie było jednak dużo więcej talentu – trójki trafiali Florence, Gecevicius i Zamojski, Savović (19 pkt., 9 zbiórek, 5 asyst)potrafił pięknie wychodzić podaniami z podwojeń. Zrobiło się 84:77 dla gospodarzy, a Anwilowi piłka kilka razy wykręciła się z obręczy.

Ambitny Anwil walczył do ostatnich sekund, zbliżył się jeszcze na 4 oczka na 2 minuty przed końcem, ale kolejnych arcyważnych rzutów nie trafiał Almeida (8/21 z gry), dwa wolne przestrzelił też Airington.

Na 14 sekund przez końcem było 6 punktów przewagi Stelmetu i Anwil potrzebował cudu. I wielka chwała dla zespołu z Włocławka – nie poddał się i tego cudu dokonał. Najpierw Airington zaliczył akcję „3+1”, chwile potem po podwojeniu i przechwycie, wejściem na kosz wyrównał Łączyński. Była dogrywka!

Dogrywkę lepiej zaczął Anwil, 6 punktów zdobył Almeida, cudów z poświeceniem dokonywał Kamil Łączyński, wyrywający kolejne piłki. Dwa wolne trafił nawet Josip Sobin.

Ale i tak nie wystarczyło to do wygranej, bo James Florence (34 punkty w meczu) nie pozwolił Stelmetowi przegrać – w dogrywce zdobył 11 punktów z rzędu, znów trafiając niesamowite trójki. Przy rzutach wolnych w końcówce nie pomylił się kapitan Koszarek.

Mistrzowie Polski prowadzą 2:1 w serii, czwarty mecz w piątek, także w Zielonej Górze. Gra się do 3 zwycięstw.

Pełne statystyki z meczu TUTAJ >>

W tych butach Kevin Durant szaleje w NBA >>