• Home
  • Europa
  • Stelmet wygrywa w Lidze Mistrzów – co za pościg w Zielonej Górze!

Stelmet wygrywa w Lidze Mistrzów – co za pościg w Zielonej Górze!

Share on facebook
Share on twitter

Co z tego, że nie szło przez cały mecz, gdy finisz piorunujący? Mistrzowie Polski odrobili straty i pokonali 72:70 niemieckie MHP Riesen Ludwigsburg.

stelmet

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>

Obiecujące kilka pierwszych minut nie zapowiadało ogromnego problemu Stelmetu z grą w ataku. Szybką trójkę trafił Florence, a po chwili dwie z rzędu dodał Przemysław Zamojski – jedyny Polak w wyjściowej piątce Stelmetu.

Gospodarze szybko zaczęli jednak tracić inicjatywę, wyraźnie przegrywając walkę na tablicach. Pod obręczą sporo problemu sprawiał im Johannes Thiemman, łatwo zbierający i dobijający przy braku zastawienia.

Gra Stelmetu poprawiła się, gdy na boisko wszedł (dobrze grający w całym meczu) Łukasz Koszarek. Potrafił znaleźć wysokich pod koszem, ale co z tego… Julian Vaughn raził nieporadnością w wykańczaniu akcji i nie był w stanie trafiać z linii rzutów wolnych.

Zielonogórską publiczność rozruszała piękna akcja wykończona „posterowym” wsadem przez wchodzącego od linii Karola Gruszeckiego, bo efektownej asyście Koszarka. Nie rozruszało to niestety innych zawodników Stelmetu. Wciąż w ofensywie mnóstwo było niedokładności, wynikowi szkodziły też niepotrzebne faule umyślne. Każdy punkt przychodził z olbrzymim trudem.

Do przerwy solidni Niemcy prowadzili 36:27, głównie dzięki dominacji w walce o zbiórki, ale także na skutek niezrozumiałych problemów z rzutami wolnymi Stelmetu – tylko 1/7 do przerwy.

W drugiej połowie trener Artur Gronek postawił dla odmiany na „polską” piątkę. Gospodarze wyszli zestawieniem: Koszarek, Zamojski, Kelati, Hrycaniuk, Djurisić i gra zaczęła wyglądać nieco płynniej. Błędów wciąż było sporo, ale przewaga gości zaczęła powoli topnieć. Po prostu nieźle broniący Ludwigsburg w ofensywie nie miał zbyt wiele do zaoferowania, grając dość swobodnym atakiem, który na naszym twitterze określiliśmy mianem „tarnobrzeskiego”.

Z dystansu trafili wreszcie Florence i Zajcew, generalnie poprawiły się rzuty wolne i (choć przez moment było to już nawet 12 oczek straty) przed ostatnią kwartą Stelmet przegrywał tylko 52:57.

Czwarta kwarta to kawał rewelacyjnej roboty w wykonaniu Nemanji Djurisicia, który był dosłownie wszędzie. Dostarczał punktów i zbiórek (19+6 w całym meczu), świecąc przykładem, jeśli o zaangażowanie. Po jego dwóch celnych trójkach z rzędu i wolnych Florence’a gospodarze zbliżyli się na różnicę jednego punktu – było 69:70.

Kto dał prowadzenie Stelmetowi? Oczywiście niezastąpiony Djurisić, znów po firmowym podaniu Koszarka (7 asyst) i wsadzie po wejściu od linii końcowej. W chaotycznej końcówce zielonogórzanom sprzyjało szczęście, a w ostatniej akcji meczu potrafili ładnie wybronić akcję Ludwigsburga. Pierwsza wygrana w Lidze Mistrzów stała się faktem – nawet gdy nie idzie, grać trzeba do końca!

Pełne statystyki z meczu – TUTAJ >>

TS

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>