Stephen Curry – 35 punktów na rocznicę!

Share on facebook
Share on twitter

Stephen Curry już w siódmym kolejnym meczu trafił ponad pięć trójek, czym ustanowił kolejny rekord NBA. Niedzielny wyczyn zaliczył akurat w 9. rocznicę swojego debiutu w NBA.

Stephen Curry i Steve Kerr / fot. wikimedia commons

Kolekcja Mitchell & Ness – NBA za jakim tęsknisz! >>

Golden State Warriors właśnie wygrali szóste w tym sezonie spotkanie i od samego początku spokojnie liderują tabeli na Zachodzie, tym bardziej przy kłopotach Houston Rockets na starcie rozgrywek. Powód jest prosty: znakomita forma Stephena Curry’ego, który do spółki z Kevinem Durantem prowadzi Wojowników do kolejnych zwycięstw.

Nie inaczej było w niedzielę, gdy Warriors pokonali wynikiem 120-114 drużynę Brooklyn Nets, a Curry (35) i Durant (34) zdobyli wspólnie 69 oczek, trafiając także ważne rzuty w samej końcówce, kiedy to zabójcze dla Nets okazały się akcje pick-and-roll tej właśnie dwójki. Wojownikom w wygrywaniu nie przeszkadza więc na przykład fakt, że Klay Thompson trafił jak do tej pory niecałe 14 procent swoich prób zza łuku (5/36).

Dość powiedzieć, że Curry tylko na Brooklynie miał tych trafień za trzy więcej, bo aż 7. Ogółem dwukrotny MVP ligi w każdym z siedmiu meczów tego sezonu trafił zza łuku co najmniej pięć razy – to najdłuższa taka seria w historii NBA i kolejny już „strzelecki” rekord, który zgarnia Stephen Curry. Jeśli dalej tak pójdzie, 30-latek ze średnimi na poziomie 34 punktów, 6 asyst i 5 zbiórek znów powalczy o statuetkę MVP.

A przecież w jego dorobku dwie takie statuetki już są – do tego Curry to także trzykrotny mistrz NBA i pięciokrotny uczestnik Meczu Gwiazd. Dzięki ostatnim wyczynom awansował również na piąte miejsce w klasyfikacji najlepszych strzelców w historii ligi: przez dziewięć lat gry trafił już 2175 trójek, ale do pierwszego Raya Allena (2973) trochę mu jeszcze brakuje.

Tymczasem dziewięć lat temu – gdy Curry stawiał dopiero pierwsze kroki na parkietach NBA – chyba nikt takiej kariery mu nie wróżył. W drafcie dopiero z siódmym numerem postawili na niego Warriors, a eksperci wytykali mu m.in. słabe warunki fizyczne. Steph ciężką pracą i poświęceniem zamknął jednak usta wszystkim krytykom i swoją grą nadal potwierdza, że jest jednym z najlepszych.

Tomek Kordylewski

Kolekcja Mitchell & Ness – NBA za jakim tęsknisz! >>




POLECANE