Stephen Curry z bajecznym kontraktem za 207 milionów?

Share on facebook
Share on twitter

Nowe porozumienie władz NBA i Związku Graczy ma umożliwić Stephenowi Curry’emu podpisanie w lipcu 5-letniego kontraktu wartego aż 207 milionów dolarów.

(Fot. Wikimedia Commons)
(Fot. Wikimedia Commons)

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >> 

Jeszcze pod koniec września pisaliśmy, że według obliczeń specjalistów pierwszym koszykarzem NBA, który stanie przed szansą podpisania kontraktu wartego ponad 200 milionów dolarów, będzie w 2018 roku Russell Westbrook. Sytuacja w NBA zmienia się jednak tak szybko, że rzeczywistość już trzy miesiące później drastycznie zweryfikowała te prognozy.

Wszystko za sprawą nowej umowy zbiorowej, która już niebawem ma zostać sfinalizowana pomiędzy ligą a Związkiem Graczy. Teoretycznie ostateczny termin na wypowiedzenie dotychczasowej przez którąś ze stron przesunięto na 13 stycznia, ale wstępne porozumienie zostało już zawarte, a proces przedłużono ponoć jedynie ze względu na dopięcie szczegółów.

Ma to już być czysta formalność, dlatego cały światek powiązany z najlepszą ligą globu może w końcu odetchnąć z ulgą. Kolejnego lokautu nie będzie, a nowa umowa ma zostać dopięta z półrocznym zapasem. Wobec przypływu ogromnej ilości pieniędzy wynikających z nowej umowy telewizyjnej od początku wiadomo było, że wszystkim zależy na w miarę szybkim załatwieniu sprawy i wygląda na to, że Adam Silver i Michele Roberts wywiązali się z danego słowa.

Nowe CBA ma wejść w życie 1 lipca 2017 roku. Wprowadzi kilka istotnych zmian, ale jedna z nich będzie miała ogromny wpływ m.in. właśnie na życie i karierę Stephena Curry’ego. Według obecnych przepisów Westbrook do podpisania 200-milionowego kontraktu musiałby dobić do 10 rozegranych sezonów. Dzięki nowym ustaleniom Curry będzie mógł to zrobić już po 8 latach spędzonych w NBA.

Wraz z nowym porozumieniem funkcjonować ma bowiem zacząć tzw. Designated Player Extension, czyli przepis pozwalający przedłużyć kontrakt ze swoją gwiazdą rok przed jego wygaśnięciem na okres nawet do 5 lat. Wcześniej, jak w przypadku Westbrooka, okres ten wynosił maksymalnie trzy lata.

Przywilej ten ma być kolejnym argumentem, w jaki liga chce wyposażyć kluby starające się zatrzymać u siebie najlepszych koszykarzy. Będzie dedykowany jedynie największym gwiazdom, które spełnią szereg określonych kryteriów.

W normalnych okolicznościach Stephen Curry latem 2017 roku ze swoim 8-letnim doświadczeniem łapałby się jeszcze do przedziału graczy, którym przysługuje 30 proc. salary cap. Jednak jak donoszą źródła Briana Windhorsta, według nowych ustaleń, jako że całą karierę spędził w Oakland i ma już na koncie m.in. dwie nagrody MVP, będzie można go już podpiąć pod nowe „designated veteran player provision”, zgodnie z którym będzie uprawniony do pensji na poziomie 35 proc. salary cap.

Krótko mówiąc oznacza to, że może oczekiwać 5-letnej umowy wartej około 207 milionów dolarów (dokładna kwota będzie wynikała z obowiązującego w pierwszym sezonie nowego kontraktu salary cap).

Jeśli Warriors wysuną taką ofertę, a Curry ją przyjmie, będzie to naturalnie największy kontrakt w historii NBA. Na jego mocy w pierwszym roku rozgrywający zainkasuje jakieś 36 „baniek”, w ostatnim, który przypadnie na rozgrywki 2021/22, aż 47!
Macierzystemu klubowi daje to ogromną przewagę nad pozostałymi 29 drużynami, które chciałyby przekonać „Stefka” do zmiany barw klubowych. Maksimum, jaki one mogą zaproponować, wyniesie około 135 milionów płatnych w 4 lata. Liga najwyraźniej wyszła z założenia, że takiej właśnie przewagi zabrakło Thunder przy negocjacjach z Kevinem Durantem, dlatego postanowiła jeszcze dodatkowo uposażyć zespoły walczące o zatrzymanie swoich gwiazd. Co ważne, zgodnie z nowym CBA kluby będą mogły również zaproponować tego typu umowy aż dwóm zawodnikom.

W przypadku Warriors i Duranta nie będzie to na razie miało zastosowania. Zawodnik będzie mógł oczywiście otrzymać kontrakt gwarantujący mu 36 milionów w pierwszym sezonie, wynikający z 10-letniego stażu i prawa do 35 proc. salary cap, ale całkowity okres jego trwania będzie mógł wynieść maksymalnie 4 lata, a nie jak w przypadku Curry’ego 5.

Stephen Curry i jego buty – możesz takie mieć >>

Jeśli by do tego doszło, Curry i Durant zostaliby rzecz jasna najlepiej zarabiającym duetem w historii ligi. Z jednej strony to ułatwienie dla klubu. Z drugiej rodzi problem związany z upchaniem obu kontraktów w budżecie. Klay Thompson i Draymond Green mają gwarantowane umowy do 2019 i 2020 roku, ale oprócz nich są przecież jeszcze chociażby Andre Iguodala oraz Shaun Livingston.

Tak czy inaczej Stephena Curry’ego czeka ogromna, ale jak najbardziej zasłużona podwyżka. Cztery lata temu, kiedy ich młody rozgrywający miał poważne problemy z kostkami, podpisując z nim 4-letnie przedłużenie debiutanckiego kontraktu za 44 miliony dolarów, Warriors trafili niebywałą promocję. Warto przypomnieć, że za rozgrywki 2016/17 pierwszy jednogłośnie wybrany MVP sezonu zasadniczego zarobi nieco ponad 12 milionów, co przy dzisiejszych realiach (Timofiej Mozgow kosi 16 „baniek” rocznie) i jego statusie zakrawa na absurd. Pora płacić Warriors!

Mateusz Orlicki

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >> 

POLECANE

Kilka efektownych momentów nie powinno przysłonić faktu, że Kristaps Porzingis początki w Dallas Mavericks ma trudne. Otrzepanie rdzy po kontuzji i oswojenie się z nowym systemem wymaga czasu, ale nie wszystkie problemy da się sprowadzić właśnie do tych dwóch czynników.

tagi