Steve Kerr: Leczyłem się marihuną

Share on facebook
Share on twitter

Steve Kerr zdradził, że gdy zmagał się z urazem pleców, dla złagodzenia bólu sięgał po marihuanę. W jego przypadku nie zdała egzaminu, ale przyznał, że to i tak lepsze niż powszechnie stosowane leki przeciwbólowe.

kerr

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >> 

Do zażywania marihuany 51-letni szkoleniowiec przyznał się w podcaście Monte Poole’a z CSN Bay Area. Kerr wyjawił w nim, że korzystał z niej kilkakrotnie na przestrzeni dwóch ostatnich lat, szukając sposobu na złagodzenie chronicznego bólu, z którym zmagał się przez uraz pleców.

Ostatecznie uraz ten i tak doprowadził do dwóch operacji, którym trener Golden State Warriors poddał się po mistrzowskim sezonie 2014/15. Późniejsza rekonwalescencja wykluczyła go z obowiązków na 43 mecze sezonu zasadniczego. Sama trawka ulgi ponoć Kerrowi nie przyniosła, ale według niego i tak okazała się skuteczniejsza niż tradycyjne środki przeciwbólowe.

– Nawet nie wiem, czy mogę być obiektem testu na obecność narkotyków – mówił w programie. – Może bym go nie przeszedł. Ale próbowałem tego i wcale mi to nie pomogło. Mimo to było warto, ponieważ szukam odpowiedzi na ból. Poza tym próbowałem również innych środków przeciwbólowych oraz leków innego rodzaju i one działały jeszcze gorzej.

Sposobu na złagodzenie bólu Kerr szukał także jeszcze długo po zabiegach. Wyciek płynu rdzeniowego wywołał bowiem szereg nieprzyjemnych dolegliwości, do których należały m.in. ból głowy, szyi oraz nudności. I choć w jego przypadku marihuana sprawy nie załatwiła, popiera stanowisko sportowców, którzy forsują depenalizacje narkotyku przez zawodowe ligi sportowe.

Mam nadzieję, że tak się stanie, a zaznaczam, że nie należę do grona osób zażywających – odpowiedział na pytanie o to, czy wierzy, że marihuana może być w przyszłości alternatywą dla powszechnie stosowanych leków przeciwbólowych.

– Próbowałem kilka razy i u mnie to nie zadziałało, więc nie jestem specjalistą w tej dziedzinie. Ale wiem jedno, jeśli jesteś zawodowym graczem, zwłaszcza w NFL, zmagasz się ze sporą ilością bólu. Nie sądzę, aby były jakiekolwiek wątpliwości co do tego, że trawka jest lepsza dla twojego organizmu niż Vicodin. A trzeba powiedzieć, że ten środek wszędzie jest przepisywany sportowcom jak witamina C.

O obecności marihuany w środowisku NBA pisaliśmy ostatnio przy okazji wakacyjnej wpadki Imana Shumperta. Głos w sprawie zabrało już wielu koszykarzy. Teraz oficjalnie dołączył do nich najlepszy trener minionych rozgrywek, który przewiduje, że prędzej czy później dojdzie do złagodzenia przepisów. Jednak choć grono zwolenników medycznej marihuany regularnie wzrasta, trudno nam wyobrazić sobie, aby liga miała się w tym względzie ugiąć jeszcze bardziej.

Mateusz Orlicki

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>