Gdzie stół, gdzie nożyce, gdzie Tarek Khrais

Share on facebook
Share on twitter

– Klub stara się przedstawić całą sytuację tak, że największym złem był agent i zawodnicy, a nie klub i menedżer – mówi Tharek Khrais, agent kilku zawodników Energi Czarnych, w tym Jarosława Mokrosa.

czarni-gryfia
fot. Energa Czarni Słupsk

Prezes Czarnych: Dostawaliśmy fałszywe numery kont – czytaj wywiad z Andrzejem Twardowskim >>

Łukasz Cegliński: Jest pan jedynym agentem, który publicznie zabiera głos w sprawie afery w Czarnych. Dlaczego?

Tarek Khrais: – Bo Czarni wskazali moich zawodników – Kacpra Borowskiego i Marka Zywerta jako tych, którzy mieliby pobierać jakieś dziwne pieniądze.

A pobierali?

– Nie. Kacper Borowski raz otrzymał od Marcina Sałaty 9 tys. złotych, ale natychmiast je odesłał.

Dlaczego?

– Bo przyszły z prywatnego konta Marcina Sałaty.

Czy takie dziwne sytuacje zdarzały się częściej?

– Zdarzały. Marek Zywert dostawał wynagrodzenia pomniejszone o 800, 900, 450 złotych – one przychodziły z klubu. A następnie pieniądze przysyłał ze swojego konta Marcin Sałata.

W moim przypadku była też taka sytuacja, że prowizja za Kacpra Borowskiego wpłynęła do mnie od Marcina.

Jak na to reagowaliście?

– Pytaliśmy się Marcina, dlaczego tak jest. On odpowiadał, że albo księgowa jest na wyjeździe, albo na urlopie, że nie ma jej w klubie. A inne wersje były takie, że jakieś środki są w klubie przyblokowane, że to chwilowe. Dostawaliśmy też potwierdzenia przelewu, ale pieniądze nie przychodziły na konta – pytaliśmy o to Marcina, a on odpowiadał: „Dobra, to ja szybko przeleję wam pieniądze ze swojego konta, a potem wyrównam sobie z klubu”.

Dla mnie generalny menedżer, to generalny menedżer – ważny pracownik klubu, który jest osobą do pierwszego kontaktu w sprawach dotyczących zawodników. Ich wynagrodzeń, złożenia podpisów, załatwienia mieszkania itp. Uznawałem, że wie, co robi.

Czyli Borowski i Zywert dostawali pieniądze i z klubu, i z prywatnych kont Sałaty, ale i tak nie dostali wszystkiego?

– Tak, jeśli dodamy jedno do drugiego, to i tak koszykarze otrzymali sumy mniejsze niż to, co zostało zapisane w kontraktach.

Kogo w klubie informowaliście o tych zaległościach?

– Marcina Sałatę. Tak było w czerwcu i w lipcu, podczas procesu licencyjnego. Wysyłałem też, jak wszyscy agenci, informację do ligi o stanie rozliczenia moich zawodników oraz swoim – rozmawiałem teraz o tym z Wojciechem Robińskim z PLK, który uczestniczył w weryfikacji i potwierdził, że w lecie dostał od nas informację o braku rozliczenia klubu z Markiem i Kacprem.

Czy prezes Andrzej Twardowski wiedział o tych zaległościach, informował go pan?

– 11 listopada wysłałem informację mailem, że Marek Zywert wypowiada umowę ze względu na zaległości. Wysłałem ją do Marcina Sałaty i Andrzeja Twardowskiego.

Wrócę jeszcze do tej weryfikacji – w niej kluby podają, że są z zawodnikami rozliczeni, nierozliczeni lub w sporze. Agent przekazuje informację, czy dane kluby rozliczyły się z pensji zawodnika i prowizji, czy mają podpisane ugody. Jeśli klub zgłosi spór, to liga czeka na wynik sprawy sądowej lub arbitrażu.

Jeśli Borowski i Zywert nie zostali rozliczeni i nie podpisali ugód, to w jaki sposób klub przeszedł weryfikację?

– Prawdopodobnie zgłosił, że jest w sporze. Nie wiem, czy wysłał jakąś ugodę – rozmawiałem o tym z panem Robińskim i usłyszałem, że sprawdzi te dokumenty w poniedziałek. Nie chciałbym, by okazało się, że podpisaliśmy jaką ugodę, bo taki fakt nie miał miejsca.

Z Kacprem była taka sytuacja, że on podpisał umowę z Zgorzelcu, a Turów miał zapłacić Czarnym za wychowanka. Uznaliśmy, że nie będziemy domagać się wypłaty zaległości od Czarnych, tylko drogą cesji zawodnik dostanie te pieniądze, które Turów miał wysłać do Słupska.

Ostatecznie do tego nie doszło, Marcin się nie zgodził, więc Czarni dostawali pieniądze od Turowa, a my czekaliśmy na przelew ze Słupska dla Kacpra. Ale okazało się, że Turów Czarnym płacił, a zawodnik nie otrzymał nic. W momencie, gdy wysłaliśmy wezwanie do zapłaty, to było w grudniu, Borowski dostał część pieniędzy. Ale nie należną mu całość.

Z jakiego konta dostał te pieniądze?

– Muszę to ustalić z Kacprem, nie pytałem go o to.

Czy zdarzało się w przypadku innych, że pieniądze od Czarnych przychodziły z jeszcze innych kont?

– Nie, zawsze z klubowego lub od Marcina Sałaty.

Reprezentuje pan zawodników w kontaktach z większością klubów PLK – jak na ich tle wyglądają Czarni?

– Miałem tam ostatnio Michała Nowakowskiego, Tomka Śniega, Jarka Mokrosa czy Borowskiego i Zywerta – nie było żadnych problemów z pieniędzmi, z wypłatami. W pierwszym roku kontraktu Jarka na początku pieniądze były mniejsze, ale potem była ich konsolidacja pod koniec sezonu, bo wtedy przyszła transza od sponsora. Ale to nie był kłopot.

Marcin Sałata jakim był menedżerem?

– Normalnie się z nim pracowało, choć to taki rozbiegany człowiek. Jedyne, co mnie dziwiło, to te pomniejszone pieniądze i brak konkretnych odpowiedzi na nasze pytania.

Nie zgłaszaliście tego do prezesa Twardowskiego? „Jest problem, dostajemy mniejsze pieniądze, proszę to wyjaśnić”.

– Z prezesem Twardowskim ciężko się rozmawiało, on nie za bardzo chciał odpowiadać. Wysyłałem mu maile i smsy – np. w lipcu: „Proszę o pilny kontakt”. Ale kontaktu nie było. Kolejna prośba: „Panie Andrzeju, proszę o kontakt”. Znów nic. To był problem.

Jak spotykaliśmy się na meczach w Słupsku, to pan Twardowski mówił tylko, że jeśli chodzi o sprawy zawodnicze, to wszystko trzeba załatwiać z Marcinem. On ma wszelkie upoważnienia.

Czy pan lub pański zawodnik dostawaliście z Czarnych jakieś dodatkowe pieniądze poza tymi, które należały się z kontraktów?

– Nie.

Czy Marcinowi Sałacie zdarzało się z wami załatwiać coś poza oficjalnym obiegiem?

– Raz pożyczył ode mnie 6 tys. złotych. Zapytał się, czy mu pomogę, bo miał jakiś problem rodzinny. Pożyczyłem, oddał mi wszystko w dwóch ratach w ciągu kilku miesięcy.

Czy w kontaktach z innymi klubami dostawaliście takie dodatkowe pieniądze spoza oficjalnego konta?

– Nie, nigdy. Kluby pilnują rozliczeń, dbają o proces licencyjny, takie kombinacje tylko im przeszkadzają. Chociaż z naszego punktu widzenia było tak, że jak dostawaliśmy pieniądze od generalnego menedżera Czarnych, to uznawaliśmy, że pochodzą z klubu.

Jakie są w tym momencie zaległości wobec Borowskiego i Zywerta ze strony Czarnych?

– Wobec Marka poprzedni sezon został zamknięty, ale nie dostaliśmy żadnej płatności z obecnego. Wobec Kacpra było to kilkadziesiąt tysięcy złotych, teraz jest o kilkanaście tysięcy mniej.

Czy takie sytuacja agenci zgłaszają bezpośrednio do ligi?

– Podajemy to w weryfikacjach – zrobiłem to w lecie, czekam na tę zimową, styczniową.

Praca agenta nie polega na tym, by chwytać klub za gardło, gdy pojawi się problem finansowy w danym momencie. Nie zależy nam na aferach i zamykaniu klubów – jest wiele przypadków, w których pojawiają się zaległości, ale rozmawia się wtedy z menedżerami, prezesami, zawiera się dżentelmeńskie umowy: „Panowie, przyjdą pieniądze od sponsora, zapłacimy wszystko na początku roku, część spróbujemy przed świętami” itp. Wszystko jest do ustalenia.

W kontaktach z Czarnymi było inaczej, a wypowiedzi, które wyszły z klubu ostatnio, sugerowały, że to my jesteśmy największym złem. Jak ktoś mówi o „grożącym środowisku koszykarskim”, to coś jest nie tak.

Wziął pan te słowa do siebie?

– Do siebie wziąłem trzy rzeczy. To, że niby jestem sprawcą zamieszania z Jarkiem Mokrosem, sugerowanie, że moi klienci – Kacper Borowski i Marek Zywert – przyjmowali jakieś dziwne pieniądze, a następnie kwestie gróźb w stosunku do Marcina Sałaty. Odebrałem to jako nakierowywanie opinii publicznej w naszym, moim kierunku.

Generalnie klub stara się przedstawić całą sytuację tak, że największym złem był agent i zawodnicy, a nie klub i menedżer.

Czy pana zdaniem możliwe jest, że istniały dwa rodzaje kontraktów, że klub przekazywał do ligi inne kontrakty niż podpisywał z wami?

– Nie słyszałem o niczym takim. Sprawdzałem też kontrakt Jarka Mokrosa – ten, który mam, z tym, który został wysłany do klubu. To ta sama umowa.

Latem była jednak dziwna sytuacja, bo Jarek miał opcję wykupu swojego kontraktu, a Marcin Sałata twierdził, że jej nie ma. To się jednak rozeszło, bo Jarek nie chciał zmieniać klubu, więc nie było tematu. Tak było do ostatniego piątku.

Czy miał pan do czynienia z jakimś sfałszowanym dokumentem ze strony Czarnych?

– Ja osobiście nie, moi zawodnicy też nie.

Na Twitterze pan kpi, żartuje, czasem szydzi z prezesa Twardowskiego, a jednocześnie prowadzi z nim negocjacje. To trochę kiepskie traktowanie, bądź co bądź, partnera biznesowego.

– Ja zostałem bardzo źle potraktowany, jeśli chodzi o rozmowy, negocjacje Jarka Mokrosa z klubem. Umawialiśmy się z Czarnymi, że wszelkie rozmowy prowadzone są tylko przez mnie, Jarek też tak chciał. Ale nagle otrzymał telefon z informacją, że jego bezpieczeństwo jest zagrożone, żeby przyjechał do klubu. A tam usłyszał, jak jestem oczerniany. Wziął telefon, zadzwonił do mnie, powiedział, że jest u prezesa, włączył tryb głośnomówiący i stwierdził, że to my mamy rozmawiać, bo on nie chce brać w tym udziału.

Zwróciłem prezesowi uwagę na to, że łamie ustalenia, na które się umówiliśmy, że cała ta sprawa miała być prowadzona inaczej. Domagałem się też sprostowania słów o dziwnych pieniądzach dla Borowskiego i Zywerta, bo to rzuca złe światło na tych młodych graczy. „Uderz w stół, a nożyce się odezwą” – powiedział tylko Twardowski. Uznałem to za bezczelność i zakończyłem rozmowę.

Abstrahując od tej sytuacji, to zachowanie agentów pracujących w Polsce generalnie bywa kiepskie. Publiczne pyskówki, chamskie odzywki, czasem bluzgi. Skąd takie zachowanie na rynku, z którego przecież żyjecie?

– Proszę zauważyć, że jeśli chodzi o mnie, to jest to pierwszy przypadek, w którym zabieram głos. Fakt, w ostry, zdecydowany sposób. To dlatego, że tworzy się historię ze mną w roli głównej, która nie miała miejsca. Puściły mi nerwy, to mogę przyznać.

Czy pana zdaniem Marcin Sałata działał sam, czy oszustwem zajmowało się więcej osób?

– Znam Marcina wiele lat i myślę, że ktoś wykorzystał jego miłość do klubu. On chciał zrobić dla Czarnych wszystko, ale możliwe, że to nie on był beneficjentem tego całego zajścia.

A kto mógł nim być?

– Niech sprawdzi to prokuratura, ja jestem do jej dyspozycji.

Jarosław Mokros złożył wniosek o wydanie listu czystości. Co dalej?

– Tak, Jarek wystąpił do klubu i lokalnego OZKosz. Jeśli list nie zostanie wydany, skierujemy się do PZKosz ze stosowną dokumentacją. Jak będzie jakiś spór, to dojdzie do arbitrażu przy PZKosz, albo w FIBA.

Kiedy i gdzie Mokros zagra w koszykówkę?

– Mamy propozycję trzech długoterminowych kontraktów. Myślę, że za tydzień, dwa, wróci do gry.

Czy są w tej trójce klubów Stelmet i Anwil?

– Tak.

Prezes Czarnych: Dostawaliśmy fałszywe numery kont – czytaj wywiad z Andrzejem Twardowskim >>

NBA

Luka kontra CP3, czyli pojedynek między Dallas Mavericks a Phoenix Suns to zdecydowanie najciekawsze starcie czwartkowej nocy w NBA. Zmierzą się bowiem dwa najgorętsze w tej chwili zespoły Zachodu – Mavs i Suns przystąpią do tego pojedynku z serią czterech kolejnych zwycięstw na koncie.
20 / 01 / 2022 20:37
Pięknie jest znów przeżywać wielkie koszykarskie emocje w wypełnionych po brzegi halach. W pojedynku Euroligi Zenit okazał się lepszy od Żalgirisu, ale zwycięzcami okazali się wszyscy uczestnicy imprezy organizowanej przez PolskiKosz.pl. Kowno nie zawodzi!

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Jeszcze jedno dobrze znane polskim kibicom nazwisko wraca na parkiety PLK. Tym razem chodzi o Roberta Johnsona (26 lat, 193 cm), który z powodzeniem grał już w Dąbrowie Górniczej, a teraz wzmocni na obwodzie Legię Warszawa, choć był już jedną nogą w greckim Iraklisie.
19 / 01 / 2022 11:24
Bardzo doświadczony w PLK zawodnik od dłuższego czasu mocno pożądany przez kluby pierwszej ligi. Teraz okazuje się, że skrzydłowy rzeczywiście znalazł sobie nową drużynę – to WKK Wrocław. Tam właśnie Artur Mielczarek ma zamiar dokończyć trwające rozgrywki.
14 / 01 / 2022 18:51