Stracił przytomność i grał dalej – jak mogli pozwolić?

Share on facebook
Share on twitter

Chwile grozy przeżyli obecni w hali w Las Palmas, gdy Sasu Salin bezwładnie osunął się na boisko. Sytuacja wyglądała bardzo poważnie, ale potem Fin – za zgodą lekarzy! – wrócił do gry i trafił cztery trójki dla Herbalife w meczu z Hapoelem Jerozolima.

Dziwne rzeczy wydarzyły się w piątkowym meczu ćwierćfinału EuroCup w Las Palmas. I nie chodzi o wynik 85:79 dla Hapoelu, zespół z Jerozolimy był w tej parze lepszy i zasłużenie awansował do półfinału wygrywając serię 2-0.

Chodzi o Sasu Salina – fińskiego strzelca Herbalife. W pierwszej kwarcie nagle przewrócił się na boisko i leżał na nim przez kilka sekund. Oczy miał wywrócone do góry, widok był przerażający. Na szczęście trwało to krótki moment.

Straciłem przytomność, bo chwilę wcześniej dostałem cios w klatkę piersiową przy zderzeniu z Jeromem Dysonem. Na szczęście ugryzłem się w język i go nie połknąłem przy upadku. Przez odzyskaniem przytomności czułem się śmiesznie, jakbym spał i śnił, ale nie pamiętam o czym. Dziwne uczucie – mówił o sytuacji Salin.

Nie mam wrażenia, że byłem bliski śmierci, ale mam szczęście, że to nie okazało się poważniejsze. Oglądanie tego upadku może być przerażające. Ja czuję się dziwnie – nic nie pamiętam z tej chwili, a widzę, jak ciało się poddaje i się przewracam. Ciężko to wszystko sobie ułożyć – dodawał Fin.

Po odzyskaniu przytomności koszykarz udał się do szatni, gdzie obejrzeli go lekarze. I teraz nie wiadomo, co było dziwniejsze – fakt, że po tak przerażającym wydarzeniu, po ciosie w okolice serca, został dopuszczony do gry, czy że po powrocie na boisko spisywał się świetnie, jakby nic się nie wydarzyło – Salin trafił cztery trójki i zdobył 17 punktów, najwięcej dla swojej drużyny.

Ale najważniejsze, że z badań przeprowadzonych w szpitalu wynika, że Sasu Salin jest zdrowy.

ŁC

POLECANE