Szczerbaty Batman z Kanady

Share on facebook
Share on twitter

Podobno kiedyś grał w kosza jak Bruce Wayne, a potem stał się Mrocznym Rycerzem. Jeśli teoria zamieni się w praktykę, fani Czarnych mogą mieć w tym sezonie nowego ulubieńca.

(fot. Utah Utes)

PLK, NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >>

Dallin Bachynski ma w sobie mnóstwo energii – widać ją podczas treningów i w czasie meczów. Na boisku bije się o każdą piłkę, na ławce wciąż pokrzykuje i zagrzewa kolegów do walki. Nigdy nie był i nie będzie gwiazdą, ale większość zespołów chce mieć takiego gracza.

Bill Walton, jedna z legend NBA, komentując mecz Utah ze Stanford w sezonie 2014/15, mówił o nim tak:

Dallin Bachynski to jeden z najbardziej wartościowych graczy Utah. Robi wszystko. Ale ważniejsze od jego statystyk jest sama jego osoba, jego poświęcenie, jego chęć przewodzenia, a także dyscyplina, którą trzyma. Jest wielki, mocny i gotowy do poświęceń, do wykonania wszystkich brudnych rzeczy, które są potrzebne go wygranej.

Ale podobno nie zawsze tak było.

Batman vs Wolverine

Dallin pochodzi z koszykarskiej rodziny – jego ojciec, John, poznał matkę, Yolandę, w 1985 roku, podczas jakiegoś zupełnie przypadkowego meczu w Edmonton. John służył wówczas na mormońskiej misji, natomiast Yolanda była koszykarką Uniwersytetu Alberta.

Urodzony w 1991 roku Dallin, a także jego dwa lata starszy brat Jordan oraz młodsza siostra Jessica, grali w mało popularną w Kanadzie koszykówkę od małego, pierwszych kroków z piłką uczył ich ojciec. A w ogródku przed domem rodzice postawili drewniany słupek, na którym zaznaczali, jak rosną dzieci. Nie sądzili, że chłopcy go przerosną – mierzący 218 cm wzrostu Jordan wyszedł poza urządzenie pomiarowe, sześć centymetrów niższy Dallin dorósł do czubka.

Chłopaki wyrośli na wielkich facetów, ale długo na boisku przypominali mięczaków. Między sobą potrafili się niemal bić, by udowodnić sobie, który jest lepszy bądź silniejszy, ale w poważniejszej rywalizacji z innymi graczami, tego zdecydowania im brakowało.

Wtedy jeden ze znajomych Yolandy podsunął Johnowi pomysł: – A weź im nadaj jakieś imiona superbohaterów, niech spróbują poudawać na boisku kogoś innego.

Zadziałało – Jordan został Wolverine, a Dallin Batmanem. – Z ułożonego Bruce’a Wayne’a staje się teraz na boisku zawistnym Mrocznym Rycerzem – śmiał się ojciec koszykarzy, gdy za czasów ich wspólnej gry w NCAA pisały o nich największe amerykańskie media.

Z misji Chorwacji na YouTube’a

Od lewej: Jordan, John, Yolanda i Dallin Bachynscy

Dallin to w ogóle najpierw chciał być rozgrywającym i autentycznie rozpaczał, gdy osiągnął 195 cm wzrostu. Potem się przyzwyczaił, zaczął korzystać z postury, w szkole średniej Sir Winston Churchill w Calgary był już bestią.

W latach 2008-09 Bachynski prowadził swój zespół do dwóch kolejnych mistrzostw miasta – w ostatnim roku gry miał średnio 22,3 punktu, 14,6 zbiórki, 4,6 asysty oraz 4,1 bloku. A w finałowym meczu zagrał ponoć fantastycznie – zaliczył 34 punkty, 22 zbiórki, 11 asyst, 6 bloków i 3 przechwyty. – Nigdy nie widziałem gracza w naszej okolicy, który dominowałby w meczu aż w taki sposób – mówił jego trener Mike Fullerton.

Studia i grę w NCAA Dallin zaczął na uczelni Southern Utah, ale po rozczarowującym roku pojechał na mormońską misję do Chorwacji. Podczas niej sam przeszedł przemianę.

Wcześniej byłem raczej nieśmiały, brakowało mi pewności. Na boisku koncentrowałem się na sobie i na tym, co robię dobrze lub źle. Tymczasem na misji musiałem się otworzyć, rozmawiać z ludźmi, także obcymi i to po chorwacku. Nauczyłem się nawiązywać kontakty, dowiedziałem się wiele o sobie. Nabrałem pewności – opowiadał po powrocie do Ameryki.

Misja miała trwać dwa lata, ale Dallin wrócił do domu wcześniej ze względu na problemy zdrowotne. Wrócił też do gry w kosza, na Uniwersytecie Utah. Wypatrzył go trener Larry Krystkowiak – ponoć na YouTube, gdzie Yolanda wrzuciła zmontowany film z zagraniami syna z poprzedniej drużyny.

Moja pierwsza myśl: nie ma opcji, by tak wysoki dzieciak był tak sprawny fizycznie i tak dobrze się ruszał – wspominał potem Krystkowiak.

Jakub Poeltl i wybity ząb

W drużynie Utah Utes najlepiej radził sobie w swoim drugim sezonie, w rozgrywkach 2013/14. W zespole nie było już Jasona Washburna i nie było jeszcze Jakoba Poeltla, więc Bachynski był wtedy podstawowym środkowym, grał po 18 minut w meczu, zdobywał po 6,8 punktu oraz 4,9 zbiórki.

W lecie 2014 roku do Utah przyszedł młody Austriak i to właśnie on wybił Dallinowi jedynkę. Stało się to podczas przedsezonowego treningu, zresztą pierwszego, w jakim uczestniczył Poeltl. Bachynski walczył z nim o zbiórkę – piłka skakała na obręczy, Kanadyjczyk spadał, Austriak wyskakiwał, ząb trafił w czaszkę. Nie wypadł, ale skrzywił się tak, że nie dało się go uratować. Poeltl musiał mieć założone kilka szwów na głowę.

Bachynski grał bez jedynki przez cały sezon, na temat ubytku potrafił żartować jeszcze podczas Ligi Letniej w 2015 roku, gdy grał dla Toronto Raptors. Wcześniej był na przeddraftowych testach w Utah Jazz, gdzie opowiadał, że jedynkę wstawi mu ciotka, która jest dentystką w Las Vegas. Ale w NBA nie zwrócono na niego większej uwagi, po zakończeniu studiów grał w Japonii, D-League, a ostatnio w Argentynie.

Lepszy od Okafora

Jednak zanim Dallin zakończył grę w NCAA, pomógł Utah Utes w nie tak znów częstym dla tej uczelni awansie do Sweet Sixteen. W spotkaniu z Georgetown, które o tym decydowało, musiał nawet zagrać dłużej niż zwykle, przez 22 minuty, bo problemy z faulami miał Poeltl. Bachynski zdobył 9 punktów, zaliczył 8 zbiórek i blok.

W kolejnej rundzie, przeciwko Duke z Jahlilem Okaforem, rozegrał jeden z najlepszych meczów sezonu. W 12 minut zdobył 11 punktów i zebrał 4 piłki – Utes mecz z faworytem przegrali 57:63, ale Bachynski mógł mieć satysfakcję, że statystycznie wypadł lepiej niż Okafor (6 punktów i 8 zbiórek w 32 minuty).

To jest gracz, któremu łatwo kibicować – mówił o nim Krystkowiak. – Jest zaangażowany podczas treningów, zawsze stara się zrobić to, co jest potrzebne drużynie. Wnosi wiele energii i koncentruje się na tym, o czym wie, że potrafi wykonywać dobrze.

Drużyna nie potrzebuje ode mnie, bym robił wszystko. Moje zadanie to zbiórki, obrona, stawianie dobrych zasłon. I trafianie do kosza, kiedy nadarzy się okazja – opisywał siebie Dallin.

Teraz tego oczekiwać będą po nim w Słupsku.

Łukasz Cegliński

PS Polskie korzenie Bachynskiego wyglądają tak: dziadek pochodził z Krakowa, babcia z terenów dzisiejszej Ukrainy. Po wojnie wyemigrowali do Kanady, gdzie urodził się John, tata koszykarza. Sam Dallin wiele o Polsce nie wie.

PLK, NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >>

POLECANE

Pozycja Anwilu Włocławek na czele listy jest na początku sezonu niezagrożona. Na drugim miejscu widzimy Arkę Gdynia, nieco dalej Polski Cukier. Najsłabiej w tym momencie wyglądają zespoły z Gliwic, Radomia i Starogardu Gdańskiego.