Jak szkolić rozgrywających – skąd ten problem nr 1?

Share on facebook
Share on twitter
Łukasz Koszarek (Fot. Andrzej Romański/PZKosz)
Łukasz Koszarek (Fot. Andrzej Romański/PZKosz)

– Jeśli przyszłych rozgrywających kadry mają szkolić ich poprzednicy, to jedynym rozwiązaniem są silne kluby na szczycie piramidy szkoleniowej oraz ich współpraca z lokalnymi ośrodkami – pisze Michał Świderski z PolishHoops.pl.

Załóż konto w Unibet i zgarnij bonus >>

[blockquote align=”none” author=”Keith Williams”]– Nie można uczyć rozgrywania, nie robiąc tego w przeszłości[/blockquote]

W koszykówce budowanie składu trener zaczyna od rozgrywającego. W przypadku reprezentacji – najważniejszej drużyny w kraju – teoretycznie powinien mieć z kogo wybierać. Jednak w Polsce ten wybór jest bardzo wąski, a doraźna recepta (naturalizowany Amerykanin) nie rozwiązuje problemu. Który niewątpliwie mamy i to od lat.

Niedawno w serwisie Pod Koszem ukazał się artykuł Mateusza Zborowskiego o polskich rozgrywających – a raczej właśnie o braku następców Łukasza Koszarka. Tekst „Problem nr 1 polskiej koszykówki” (brawo za tytuł) opierał się na wypowiedziach byłych polskich rozgrywających – Stanisława Kiełbika, Ryszarda Prostaka, Eugeniusza Kijewskiego, Dariusza Szczubiała, Roberta Kościuka i bonusowo – Amerykanina Keitha Williamsa. Każdy ma inne spojrzenie na problem, co jest dobrym punktem wyjścia do kolejnej dyskusji.

Ci źli Amerykanie

Byłem zaskoczony, że najczęściej podawany argument przez odpytywanych byłych graczy to (w skrócie): polscy rozgrywający odgrywają marginalne role zmienników graczy zza oceanu, ponieważ przyjęło się, że pierwszą jedynką musi być gracz z USA.

Dla porządku dodajmy tylko, że w najbliższym sezonie trzy kluby postanowiły odejść od tego schematu – tylko Polacy będą rozgrywającymi w Anwilu Włocławek (Robert Skibniewski/Kamil Łączyński), Asseco Gdynia (Krzysztof Szubarga/Filip Matczak lub Marcel Ponitka) i Polfarmeksie Kutno (Grzegorz Grochowski/Sebastian Kowalczyk). Zobaczymy, z jakim skutkiem.

Otwarty rynek nie zablokuje jednak przypływu amerykańskich rozgrywających – i dobrze, bo oni tworzą konkurencję, a przez to warunki dla rozwoju dla Polaków. Kluby nie przestaną ich zatrudniać tylko dlatego, że za kilka lat będziemy mieć problem z rozgrywającymi w kadrze. One mają swój interes – presja wyniku, ocena umiejętności, a czasami może i kwestie finansowe wygrywają z patriotycznym podejściem.

Jeśli rzeczywiście obecność zagranicznych rozgrywających oraz „miłość” do nich polskich klubów to taki problem, to tylko patrzeć na kolejną zmianę przepisów i wprowadzenie zakazu zatrudniania zagranicznych jedynek przez kluby PLK. A sztywne rozwiązania regulujące składy meczowe i boiskowe – mają u nas zwolenników…

Ale żarty na bok. Najostrzej do sprawy podchodzi Robert Kościuk: – Jeśli w klubach ekstraklasy na tej pozycji będą grali wyłącznie gracze zagraniczni, a Polacy będą zmiennikami i będą dostawać śladowe ilości minut, to długo jeszcze nie będziemy mieli jedynki. (…) To trenerzy ekstraklasowi powinni zadać sobie pytanie: co takiego zrobiłem, żeby wychować Polaka na pozycji rozgrywającego w swoim klubie?.”

Po bandzie pojechał pan Robert. Zdarzało mi się wprawdzie apelować do trenerów o dawanie szansy młodym polskim rozgrywającym, ale w takie tony nie miałem odwagi uderzyć. Nigdy nie miałem wątpliwości, że cele trenerzy klubów ekstraklasy mają jednak zgoła inne. Saso Filipovski czy Donaldas Kairys raczej nie zaliczali bezsennych nocy z powodu wyrzutów sumienia, że nie wychowują rozgrywających dla kadry Polski. Zdobywali medale i spełniali cele swoich klubów, prezesi i kibice byli zadowoleni. Nie oszukujmy się, inaczej nie będzie. I być nie powinno.

Na marginesie – w dyskusji o rozgrywających nie wpadajmy w pułapkę minut. Według przytoczonych w artykule statystyk średnio najwięcej czasu na parkiecie z polskich rozgrywających spędzali Marcin Flieger i Tomasz Ochońko. o których trener Mike Taylor nawet w kontekście powołań nie pomyślał. Daniel Szymkiewicz (pomyłkowo pominięty), jedyny „młody” powołany do szerokiej kadry, ze średnią 20:29 minuty zajął dopiero 8. miejsce.

Inna sprawa, że i Szymkiewicz do ostatecznej dwunastki w kadrze się nie przebił – znów zabrakło zaufania i przekonania o konieczności inwestycji w przyszłość. Trenerzy zdecydowali się włączyć do składu na eliminacje Roberta Skibniewskiego, żeby mieć w składzie wyłącznie graczy, którzy już teraz będą w stanie pomóc w eliminacjach.

Trudno nie zgodzić się z autorem, że brak długofalowego myślenia będzie skutkował narastaniem problemu.

W masowości siła

Czy na pewno nie mamy następców Koszarka? Aby takich wychować, najlepiej mieć kilku kandydatów. W 2013 roku na mistrzostwach Polski do lat 20 w Sopocie można było oglądać grupę ciekawych rozgrywających i wydawało się, że problem z jedynkami wkrótce nam się rozwiąże. Byli w niej Grzegorz Grochowski (1993), Jakub Schenk (1994), Jan Grzeliński (1994), Paweł Dzierżak (1995) i Kamil Zywert (1996), brakowało leczącego kontuzję Szymkiewicza.

Gdzie są ci gracze po trzech latach? W ekstraklasie, każdy z nich zdążył zaliczyć debiut. Okazało się jednak, że droga do reprezentacji jest dużo dłuższa niż się wydawało. W każdym razie warto oglądać, jak radzić sobie będą uczestnicy tamtego turnieju: Grochowski w Polfarmeksie, Schenk w Polpharmie, Grzeliński w Starcie, Dzierżak w Treflu i Zywert, oby po udanej rehabilitacji, w Stelmecie.

I nawet jeśli nie widzicie w powyższym akapicie osób kierujących grą polskiej reprezentacji za pięć lat, to sytuacja sama w sobie jest pozytywna – rzadko na rynku pojawia się kilku zawodników na jednej pozycji w podobnym wieku. Jak widać, nie zostali oni pominięci przez kluby PLK. Teraz wszystko zależy już od nich.

Bo masowość jest też bardzo istotna. W artykule Pod Koszem jako jedyny z przepytywanych poruszył go Eugeniusz Kijewski: – Zbyt mało ludzi uprawia tę dyscyplinę sportu, a to przecież konkurencja powoduje rozwój. Problem leży w masowości. Kiedy ja zaczynałem uprawiać koszykówkę, to w Poznaniu było pięć klubów i każdy robił nabór wśród dzieci i młodzieży. Teraz zostały dwie sekcje – Pyra i Biofarm.

Doświadczenie potrzebne od zaraz

Wracając do presji – nie tylko w seniorach stanowi ona duży problem. Zwracaliśmy na to uwagę wielokrotnie – niepokojące jest to, że występuje ona już w rozgrywkach 14-latków. Gdy niektórym trenerom najbardziej zależy na zwycięstwach, nie potrafią spojrzeć na swoich podopiecznych indywidualnie. Nie potrafią popracować nad techniką, poszczególnymi elementami, nie mówiąc już o ukierunkowaniu szkolenia indywidualnego na daną pozycję. Wszyscy o tym wiedzą, tylko nikt z tym nic nie robi.

W poszukiwaniu rozwiązania problemu rozgrywających warto też zwrócić uwagę na mądre słowa Keitha Williamsa. Amerykanin nie tylko wspomniał o szczegółach (praca nóg!), ale dodał, że nie można uczyć rozgrywania, jeśli nie robiło się tego w przeszłości. Wspominał o tym też Stanisław Kiełbik: – Od młodzika powinno się wyszukiwać i ukierunkowywać zawodnika szczególnie na pozycję rozgrywającego, a do tego powinni być pomocni wybitni rozgrywający, którzy zakończyli swoje kariery. Ich podpowiedzi i doświadczenie byłoby niezbędne przy wychowywaniu kolejnych pokoleń.

Być może to jest sedno całego naszego problemu nr 1. Pomijając już szczegół, że czołowi polscy rozgrywający nie zawsze garną się do pracy trenerskiej, nie jest w końcu możliwe, aby w każdym klubie – małym czy dużym – pracował ktoś z doświadczeniem konkretnie na tej pozycji. Ale jeśli przyjmiemy, że jest to ważne, to jedynym sposobem na osiągnięcie tego celu jest piramida z silnymi ośrodkami na jej szczycie – nie tylko szkolącymi młodych zawodników z okolicy, ale i ściągającymi ich do siebie z całej Polski. To tam powinni trafiać najbardziej perspektywiczni gracze – wstępnie wyszkoleni w swoich klubach, znalezieni przez trenerów z większych ośrodków.

Dlatego – nawet przy sprzeciwie części środowiska i kosztem wyrównywania szans w rozgrywkach centralnych – musimy rozwijać tę piramidę, wzmacniać silne kluby doświadczonymi trenerami (czy Łukasz Koszarek i Robert Skibniewski po zakończeniu pracy będą chcieli pracować jako trenerzy-specjaliści?) oraz zacieśniać więzi między dużymi a mniejszymi, lokalnymi ośrodkami.

Michał Świderski, @miswid, PolishHoops.pl

Załóż konto w Unibet i zgarnij bonus >>

NBA

Pięknie jest znów przeżywać wielkie koszykarskie emocje w wypełnionych po brzegi halach. W pojedynku Euroligi Zenit okazał się lepszy od Żalgirisu, ale zwycięzcami okazali się wszyscy uczestnicy imprezy organizowanej przez PolskiKosz.pl. Kowno nie zawodzi!

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Ważne zwycięstwo zaliczyli we wtorek zawodnicy GKS-u Tychy, którzy na własnym parkiecie wygrali 88:77 z drugą drużyną TBS Śląsk Wrocław. To już ósma wygrana z rzędu tyskiego zespołu, który z bilansem 11-1 jest liderem tabeli 1. ligi.
1 / 12 / 2021 13:09
Ostatnia kolejka Euroligi była jedenastą w trwającym sezonie – oznacza to, że za nami blisko jedna trzecia rundy zasadniczej, można więc powoli pokusić się o pierwsze typowania. Na wyraźnych liderów wyrastają Real Madryt i FC Barcelona, ale za ich plecami tworzy się mała grupa pościgowa. Zawodzą jak na razie obrońcy tytułu – Anadolu Efes Stambuł oraz zawsze groźne i mierzące wysoko CSKA Moskwa.