Tajemniczy przypadek Andrew Wigginsa

Share on facebook
Share on twitter

Andrew Wiggins jest jedną z największych statystycznych zagadek w NBA – profil zawodnika wskazywałby, że ofensywa Wolves z Kanadyjczykiem na parkiecie będzie znacznie gorsza. Jednak okazuje się, że jest nieco lepsza. Jak to możliwe?

Andrew Wiggins / fot. wikimedia commons

 

Zanim spróbujemy znaleźć przyczyny, przyjrzyjmy się kilku faktom.

Fakt nr 1: Wiggins ma najgorszą skuteczność w karierze – w swoim 2. i 3. sezonie zdobywał kolejno przeciętne 1,08 i 1,07 punktu na rzut, by w dwóch kolejnych latach zanotować pod tym względem regres. W obecnych rozgrywkach rzut 24-latka przynosi średnio 0,96 punktu.

Fakt nr 2: Prawdopodobną przyczyną stojącą za tym spadkiem jest rzadsze dostawanie się na linię rzutów wolnych – Wiggins w dwóch pierwszych sezonach był pod tym względem elitarny dla obwodowych, w 3. bardzo dobry, by w 4. i 5. to się unormowało. Wciąż jest wysoko, lecz na początku kariery był faulowany przy ponad 17% oddanych rzutów – obecnie już 11%.

Fakt nr 3: Większość – 41% – rzutów Wigginsa pochodzi z półdystansu. Na punkty zamieniana jest mniej więcej co trzecia próba. Z każdym sezonem zwiększa się % liczba oddawanych trójek – z 9% w 1. roku do 26% w 5. – choć ten nadal pozostaje blisko końca dla obwodowych w tej kwestii. Niemniej mając na uwadze, że skuteczność nieefektywnych rzutów z półdystansu jest zbliżona do tych za 3, wydaje się, że właściwym ruchem mogłoby być przesunięcie się z dalekiego mid-range’u na linię za 3.

Fakt nr 4: W dwóch ostatnich sezonach spadła u Wigginsa częstotliwość rzutów spod kosza. Z 40% w pierwszych dwóch rozgrywkach do 33% obecnie. Kanadyjczyk znajduje się także w dolnej ćwiartce na swojej pozycji pod względem wykańczania akcji pod obręczą – trafia 55%, gdy w pierwszych czterech latach był zawsze co najmniej powyżej średniej (trzy razy w górnej ćwiartce).

Fakt nr 5: Wiggins nie jest jakimś wielkim kreatorem – teraz notuje najwyższe w karierze 2,4 asysty. 24-latek zalicza kończące podanie do kolegi raz na mniej więcej dziesięć trafionych przez zespół rzutów. Statystycznie także dosyć rzadko traci piłkę – niemal po równo rozkłada się podział złych podań do odebranych przez rywala piłek.

Fakt nr 6: Wprawie tylko 5% wszystkich rzutów Wigginsa stanowią trójki z rogów, to trafia z nich 46% (30% przy trójkach ze szczytu).




Fakt nr 7: 24,3% wszystkich akcji Wolves z Wigginsem na parkiecie kończy się jego rzutem – także wolnym – asystą lub stratą. Ze 107 zawodników, których usage przekracza 20%, tylko dwóch ma gorszą skuteczność niż koszykarz Wilczków – Kevin Knox i Rondae Hollis-Jefferson.

Fakt nr 8: Właśnie rozpoczął się pięcioletni kontrakt Wigginsa ,opiewający na ponad 147 mln $.

Tu się zatrzymajmy. Wymienione punkty sygnalizują nam, że mamy do czynienia z nieefektywnym zawodnikiem, który często ma piłkę w rękach, nie jest za bardzo skory do dzielenia się nią, najlepiej czuje się na półdystansie i przez najbliższe ponad cztery lata będzie zarabiał maksymalne pieniądze. Do tego od jakiegoś czasu nie tylko przestał się rozwijać, ale staje się coraz gorszy – przypadkowo od sezonu, przed którym Wolves zaproponowali mu lukratywną umowę.

Najgorsze w tym wszystkim może być jednak wrażenie, że ten długimi fragmentami wygląda jakby nawet nie tyle przechodził obok meczów, co na parkiecie zupełnie go nie było. Podczas jednego z minionych spotkań zwróciła na to uwagę komentująca widowisko Doris Burke, która powiedziała, że Wiggins jako najlepszy zawodnik – Karl-Anthony Towns miał tego wieczoru kłopoty z faulami i akurat siedział na ławce – musi brać na siebie odpowiedzialność.

Za często powtarzają się posiadania, w których Kanadyjczyk drepcze i nawet jeżeli nie dotyka piłki, to nie próbuje stworzyć możliwości do podania ścięciem do kosza lub atakowaniem ofensywnej tablicy.

Pojawiają się także sytuacje, w których Wiggins całkowicie się wyłącza i zawodzi w małych, lecz bardzo istotnych elementach jak np. stworzenie linii do podania dla wjeżdżającego z piłką zawodnika. Przyjętą zasadą jest, że strzelec bez piłki po słabej stronie, kiedy kozłujący zbliża się do linii końcowej, powinien przesunąć się do rogu, by otworzyć koledze możliwość podania. Jest to gra poniekąd na pamięć, więc gdy strzelec nie zbiegnie do rogu, to w przypadku dogrania cała akcja skończy się stratą.

Można zaobserwować to na poniższym przykładzie – Tyus Jones nie ma pod obręczą okazji do oddania rzutu i w ciemno zagrywa piłkę do rogu. Wiggins nie zbiegł w porę jeszcze bardziej na dół, przez co podanie trafiło do nikogo, a 24-latek po chwili przeprosił Jonesa, że nie przesunął się w odpowiednie miejsce.

via Gfycat

To są detale. Niemniej kiedy podobne błędy wynikające z nonszalancji zaczną się powtarzać nagle będziemy mieli do czynienia z regułą. Brakuje większej agresji, która objawia się również poprzez zadowalanie się rzutami z półdystansu czy brak karcenia korzystnych zmian krycia.

Wiggins przypomina trochę ucznia, który ma predyspozycje, by regularnie dostawać piątki, ale wystarcza mu przemykanie na trójach, od czasu do czasu przypominając co potrafi. Bo pod koniec dnia, mimo ogólnego zarysu wskazującego potencjalną katastrofę, drużyna z Wigginsem na parkiecie jest statystycznie minimalnie lepsza i w ofensywie plasuje się o dziwo w top-10.

Część z tego może być przypadkiem – jak znaczna poprawa skuteczności za 3 zespołu – lub przekłamaniem, lecz Kanadyjczyk w każdym swoim sezonie pozytywnie wpływał na zespół. Efektywność Minnesoty w trwających rozgrywkach z grającym obwodowym balansuje w dolnej części 40 zwycięstw.

Bez Townsa liczby nieco ulegają pogorszeniu, ale Wilczki gdy z tej dwójki gra tylko Wiggins wciąż znajdują się w ataku w połowie stawki. Plus/ minus – co zrozumiałe – nie jest też tak dobry przeciwko drużynom z dodatnim bilansem, choć znowu nie ulega drastycznemu obniżeniu.

Być może czegoś nie dostrzegamy. Wydaje mi się, że – i to najlepsze wytłumaczenie na jakie wpadłem – Wiggins jest jednym z najbardziej średnich zawodników w lidze, który od czasu do czasu pokaże przebłyski eksplozji, lecz nigdy za dużo. James Harden powiedział, że „niektórzy gracze nie uwielbiają tak naprawdę koszykówki i uprawiają ją tylko dlatego, bo potrafią wysoko skakać, umieją dobrze rzucać lub wystarczająco urośli” i ta definicja najlepiej oddawałaby grę „Klonowego Jordana”. A to pozostaje największym nieszczęściem Wolves.

Zważywszy, że miejsce w salary cap jest ograniczone, a co za tym idzie środki na maksymalne kontrakty także, umowa Wigginsa nie tylko blokuje drużynie pole manewru, ale wprowadza ją przede wszystkim w spiralę przeciętności. Nadzieja tkwi w szansie, że 24-letniemu obwodowemu uda się talent, atletyzm i zaangażowanie poukładać w jedną całość. Mimo znikomych sygnałów, w Minneapolis muszą wierzyć, że jednak kiedyś to nastąpi.

Łukasz Woźny, @l_wozny, Podcast Autora znajdziesz TUTAJ >>