Talent, alkohol, marihuana i Doug Wiggins

Share on facebook
Share on twitter

Kariera nowego rozgrywającego Startu Lublin jest nieźle pokręcona. Są w niej nieprzyjemne upadki, ale jest też odrodzenie.

Doug Wiggins (Fot. Wikimedia Commons)
Doug Wiggins (Fot. Wikimedia Commons)

28-letni Amerykanin będzie prowadził grę Startu w przyszłym sezonie, choć lubelski klub jeszcze tego oficjalnie nie ogłosił. Mierzący 188 cm wzrostu Wiggins ma za sobą dwa sezony w Europie, w słabych ligach portugalskiej i fińskiej. W obu był jednak wyróżniającym się graczem, także obrońcą. W Portugalii zdobywał średnio po 11.3 punktu oraz 4.7 asysty, w Finlandii jego osiągi urosły do 15.6 punktu oraz 5.6 asysty.

Uniwersytecki wyrzutek

Pochodzący z East Hartford miał szansę na dużo lepszą karierę, w wieku 18 lat trafił do Connecticut do drużyny Jima Calhouna, która dwa lata wcześniej zdobyła mistrzostwo NCAA. Jeden z czołowych programów w kraju i jeden z najbardziej wymagających trenerów, okazały się jednak zbyt dużym wyzwaniem. Wiggins nie sprostał wymaganiom uczelni, drużyny i trenera, o którym Ray Allen powiedział kiedyś, że gra dla niego jest najtrudniejszą rzeczą, która może spotkać koszykarza.

W UConn Wiggins przez dwa lata rzucał po 6.8 punktu oraz notował po 2.0 asysty, ale zdarzyło mu się zostać zawieszonym przez trenera, Calhoun nie był z niego zadowolony. Wiggins musiał zmienić uczelnię, przeniósł się do UMass. Zgodnie z przepisami przez rok nie mógł grać w NCAA, pozostawały mu treningi z zespołem. Debiutu w nowej drużynie nie doczekał. Został wyrzucony, można powiedzieć, że za całokształt.

Po alkoholu nawet grał

Za nieodpowiedzialne zachowanie, za nadużywanie alkoholu, za narkotyki. „Hartford Courant” opisał najgorszy alkoholowy wybryk Wigginsa, który kosztował go wyrzucenie z UMass. Kompletnie pijany koszykarz, ubrany od stóp do głów w uczelniane barwy, pomylił akademiki, wtargnął do czyjegoś apartamentu, szukając łazienki stracił przytomność. Został aresztowany za włamanie, choć sam nie pamiętał z tamtego wieczoru niczego.

Wigginsowi zdarzyło się także przyjść na jeden z półamatorskich meczów „na cyku”. Grał, rzucał niedoloty, skompromitował się po raz kolejny. – Byłem słaby, alkohol był dla mnie ucieczką. Palenie było stylem życia, alkohol pozwalał mi zapomnieć o rzeczywistości. A to jest najgorsze – mówił w grudniu 2013 roku w rozmowie z „Hartford Courant”. Rok przerwy między grą w UConn i UMass, Wiggins spędził na imprezowaniu.

Pomoc od Calhouna

W UMass ostatecznie nie rozegrał nawet jednego meczu. Został wyrzucony po tym, jak jego koledzy z drużyny uczestniczyli w bójce, choć Wiggins miał alibi i zarzekał się potem, że jego na miejscu zdarzenia nie było. Była za to zła reputacja. – Myślałem, że ludzie zapominają o tych incydentach, myślałem, że to, co zrobiłem, zostało w przeszłości. Ale tak nie jest – mówił Wiggins, zdając sobie sprawę z tego, że opowieść o tym, jaki był za młodu, pojedzie za nim wszędzie, choć on sam się zmienił.

Po wyrzuceniu z UMass Wiggins był załamany. Pograł jeszcze przez kilka sezonów w podrzędnych rozgrywkach, potem zajął się trenowaniem młodzieży. W końcu poprosił o pomoc Calhouna, z którym kiedyś darł koty. I trener UConn mu pomógł.

Raz, że umożliwił mu wznowienie studiów, a dwa, że poprosił znajomego agenta, byłego gracza uczelni, by ten znalazł mu klub. I tak się stało, Wiggins zaczął się uczyć, by zdobyć stopień naukowy, pojechał do Portugalii, ostatnio nieźle spisywał się na boiskach w Finlandii. Wygląda na to, że się zmienił, uspokoił. Jeśli będzie skoncentrowany tylko na koszykówce, w Lublinie mogą mieć z niego dużą pociechę.

POLECANE

tagi