Tane Spasev: Narodowość nie ma znaczenia

Share on facebook
Share on twitter

– Brakuje wiary w potencjał i umiejętności polskich rozgrywających. Kowal, Koszar, Szubi, Schenk, Łączka… Oni wszyscy rozegrali naprawdę dobre sezony! -mówi macedoński trener Tane Spasev, który na kolejne lata pozostaje w Legii Warszawa.

Tane Spasev / fot. P. Koperski, Legia Warszawa

PZBUK – DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >> 

Aleksandra Golec: Legia zrobiła doskonałe wrażenie w ćwierćfinale z Arką. Czego zabrakło, aby na koniec sprawić wielką sensację?

Tane Spasev: Wydaje mi się, że była to tylko, a może aż, kwestia skuteczności w ataku. Gospodarze weszli w ostatni mecz w Gdyni znacznie agresywniej niż w poprzednie spotkania, co chyba rozbiło trochę moich zawodników. Większość z nich nigdy nie znalazła się w takiej sytuacji, nie odgrywali kluczowych ról w meczach o dużą stawkę. Ta skuteczność u moich graczy w seriach tego typu w przyszłości powinna być lepsza – ten sezon dał masę doświadczeń.

Co było kluczem do aż tak dobrego finiszu w playoff?

Wiara! Wiara chłopaków w ich umiejętności! Wysocy zawodnicy zaczęli oddawać rzuty z większą pewnością, Kuba Karolak poczuł, że jest prawdziwym liderem tej drużyny, grał wyśmienite pick’n’rolle. W tę drużynę wierzył sztab, wierzyli kibice, a gdy oni uwierzyli w siebie, naturalnie weszli na wyższy poziom.

Udało się zrobić postęp i awansować do playoff. Czego Legia teraz potrzebuje, aby zrobić kolejny krok do przodu?

Stabilizacji i cierpliwości. Należy pamiętać o tym, że budowa silnej marki to proces, że tego nie osiąga się w jeden, czy dwa sezony. Zarząd Legii i wszyscy, których są związani z projektem koszykarskim, podchodzą do tematu raczej na chłodno. Mamy rozpisany plan, który realizujemy stopniowo, by krok po kroku osiągać coraz więcej.

Styl gry i taktyka jakiej drużyny w lidze w tym sezonie zrobiły na trenerze największe wrażenie i dlaczego?

Zdecydowanie MKS Dąbrowa Górnicza. Ten zespół grał naprawdę widowiskowy basket, czym zyskał sympatię kibiców wielu klubów. Nieocenione były w ubiegłym sezonie działania trenera Winnickiego, który jest nie tylko świetnym specjalistą koszykarskim, ale i mentorem. Mimo trudnych warunków pracy poza boiskiem, stworzył monolit, który dostarczał fanom mnóstwo radości i był bliski sprawienia wielkiej niespodzianki.




Jak ocenia Pan zmianę przepisu o 2 Polakach na 7+5? Czy to dobry pomysł? Jakich praktycznych sytuacji spodziewa się trener w rezultacie?

Moim zdaniem, to może być dobra zmiana. Przez te kilka lat mojej pracy w Polsce starałem się pokazać, że narodowość zawodników, z którymi przychodzi mi pracować nie ma dla mnie większego znaczenia. To w prowadzonym przeze mnie Asseco, Przemysław Żołnierewicz zaczął grać jako niski skrzydłowy, choć miałem opcję zakontraktowania na tę pozycję zagranicznego gracza.

Podobnie było z postawieniem na Jakuba Parzeńskiego w Gdyni czy Michała Kołodzieja w Warszawie. Nigdy nie byłem fanem przepisu o dwóch Polakach – kiedy zmiany potrzebował jeden z dwóch przebywających w danym momencie na parkiecie Polaków, a chciałem wprowadzić zawodnika zagranicznego, potrzebna była kolejna zmiana, która nierzadko burzyła system gry w danym momencie.

Regulacje o Polakach mocno wpływały na poszczególne mecze, a sam w sobie przepis nie przyniósł, według mnie, wyraźnych korzyści.

W playoff obserwowaliśmy eksplozje ofensywnego talentu Jakuba Karolaka, co zaowocowało jego transferem do Włocławka. Jak ocenia jego sezon i nad jakimi elementami musi jeszcze pracować, by wejść na wyższy poziom?

Właśnie takiej dyspozycji oczekiwałem od Karolaka ściągając go do Warszawy. Powiem więcej, ta eksplozja to dopiero początek. Kuba musi się rozwijać jako rzucający. Ma fantastyczny pierwszy krok, niebywałe możliwości rzutowe i doskonały styl. Mistrzowie Polski na pewno będą mieli z tego gracza ogromny pożytek.

Filip Matczak znalazł swoje miejsce w Legii. Pana zdaniem, to bardziej jedynka czy dwójka? W którym kierunku powinien się rozwijać i budować swoją karierę?

Kiedy zaproponowałem Filipowi przejście do Legii, jasno nakreśliłem mu, że będzie grał na jedynce. Zawodnik tego typu może osiągnąć coś więcej w kraju, czy za granicą, tylko jako combo. W Europie bardziej atletycznych dwójek jest bez liku, dlatego Filip musi umieć wesprzeć drużynę na rozegraniu. W tegorocznych play-offach pokazał, że jest gotowy również na taką grę.

Jak ocenia Pan Sebastiana Kowalczyka w roli lidera?

Kiedy podpisywaliśmy w Legii Kowalczyka, wiedziałem, że to będzie nowy kapitan tej drużyny. Ze swojej roli wywiązał się znakomicie. Sebastian naprawdę prowadził za sobą tę ekipę przez cały sezon. Energia w play-offach to również jego spora zasługa. Jego wpływ na drużynę na parkiecie, ale i poza meczami jest wielki, choć nadal mocno niedoceniany w PLK.




Legię zobaczymy w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów, a potem prawdopodobnie w FIBA Europe Cup. Jakich korzyści spodziewa się trener z gry w pucharach, co będzie głównym celem?

To nasz debiut w kwalifikacjach, więc na chwilę obecną ciężko mówić o celach sportowych. Na pewno będziemy dumnie reprezentowali Warszawę, Polskę i PLK. Chęci i zaangażowania nie będzie można nam odmówić.

Skąd, Pana zdaniem, problem w polskiej koszykówce z wychowywaniem dobrych rozgrywających?

Moim zdaniem, ten problem jest wyolbrzymiany. Brakuje wiary w potencjał i umiejętności polskich rozgrywających. Kowal, Koszar, Szubi, Schenk, Łączka… Oni wszyscy rozegrali naprawdę dobre sezony!

Nadrzędny problem to brak ogrania. Młodzi chłopacy muszą jeździć na dobrze obsadzone turnieje, możliwie jak najszybciej. Wszystko zaczyna się w kategoriach młodzieżowych.

Ewidentnie polubił Pan Warszawę, której architektura, podobnie jak Skopje, jest mocno pomieszana. Czy w naszej stolicy również czuje się Pan jak w domu?

Warszawa już stała się moim drugim domem. Dzięki koszykówce mieszkałem w Nowym Jorku, Ankarze, Damaszku, Moskwie, Dallas, Portland, Gdyni… W Warszawie jednak najdłużej. Uwielbiam klimat Warszawy, energię tego miasta i jej mieszkańców.

Poznał trener koszykówkę z najwyższej półki, pracując w euroligowych Chimkach. Która lekcja z tych przywiezionych z Moskwy była najcenniejsza?

Że w koszykówce na wysokim poziomie musisz być profesjonalistą w każdym calu – w każdym miejscu i o każdej porze. Nieprofesjonalne zachowanie może Cię sporo kosztować. Najlepsi gracze w Europie weszli na ten level, bo byli zdolni do niesamowitych poświęceń. Ich życie jest rutyną – posiłki, sen… I tak w kółko.

Z doświadczeniem przychodzi też opanowanie, które skutkuje dobrą postawą na boisku. To wszystko, w połączeniu z wykorzystywanym talentem, składa się na sukces.

Legia właśnie ogłosiła kontrakt nowego gracza Romarica Belemene. Jak rolę widzi trener dla niego w Legii?

Jestem bardzo zadowolony, że udało mi się przekonać zawodnika takiego tak on już w tak wczesnej fazie off-season. Ogromnie zyskamy dzięki jego możliwościom atletycznym i mam nadzieję, że on sam będzie stawał się jeszcze lepszym zawodnikiem. Zakładam, że będzie w pierwszej piątce zespołu grał na pozycji niskiego skrzydłowego, a w obronie będzie krył rywali z wielu pozycji.

Sezon ogórkowy w pełni, Legia finalizuje transfery, a już niebawem przygotowania do kolejnych rozgrywek. Co planuje trener dla swoich zawodników?

Ponownie planujemy obóz przygotowawczy w polskich górach. Powoli przygotowujemy też listę sparingów i turniejów, w których chcemy wziąć udział. Chcieliśmy też, żeby Mazovia Cup został rozegrany w Warszawie, ale wszystko wskazuje na to, że o ten puchar w stolicy walczyć będziemy dopiero przed kolejnym sezonem.

Gdzie widzi trener Legię za 2-3 lata?

Cele na czas obowiązywania mojego nowego kontraktu są jasne: przez te kilka lat chcę stworzyć drużynę, która będzie regularnie pokazywać się w Europie i walczyć o medale PLK.

Aleksandra Golec, @aemgie

PZBUK – DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>