Thomas Kelati – weteran znów błyszczy

Share on facebook
Share on twitter

Zrzucił rdzę, poprawił formę fizyczną, odzyskał pewność gry – 34-letni były reprezentant Polski jest jednym z najważniejszych koszykarzy Stelmetu – na boisku, ale także poza nim.

(fot. basketballcl.com)

NBA, PLK – znasz się na koszu, wygrywaj w zakładach! >> 

Mistrzowie Polski, którzy ostatnio przegrali trzy mecze z rzędu licząc także spotkanie 1/8 FIBA Europe Cup, w ćwierćfinale Pucharu Polski z Polskim Cukrem (79:55) pokazali przede wszystkim swój największy atut – obronę. I zespołową, i indywidualną, a 22 straty rywali były także jej wynikiem.

Jednak Stelmet miał też kilku skutecznych zawodników w ataku – szczególnie Nemanję Djurisicia, który po słabszych występach w Toruniu i w Szczecinie, w czwartek zasłużenie został MVP spotkania. Zdobył 18 punktów (8/11 z gry), miał 8 zbiórek i 4 asysty. Rozegrał świetny mecz.

Ale podobać się mogła – znów – gra Thomasa Kelatiego. Były reprezentant Polski już dawno nie jest tym niepewnym, trochę „zardzewiałym”, nieskutecznym graczem z początku rozgrywek. W pierwszej połowie, w której Stelmet wypracował sobie porządną przewagę, „Tomek” zdobył 11 punktów, najwięcej w zespole.

Wpadła mu szczęśliwa trójka o tablicę z ośmiu metrów w ostatniej sekundzie akcji, ale były też trafienia zaplanowane, a także ładne asysty i, generalnie, mądra, dobra gra. – Zacząłem dobrze, zespół poszedł za mną i o to chodzi. To moja rola, chcę być liderem – mówił nam potem Thomas.

W Zielonej Górze są z niego coraz bardziej zadowoleni. Nie tylko ze skuteczności (45,7 proc. za trzy), ale też z mądrej, spokojnej gry. Statystyki Kelatiego nie są imponujące (7,1 punktu, 2,8 zbiórki, 2,3 asysty), jednak jego wkład w zespół jest istotny.

I prawdopodobnie będzie jeszcze większy, bo trenerzy zachęcają Amerykanina z polskim paszportem, by był bardziej zdecydowany w ataku. – Są akcje, w których Thomas dostaje piłkę i aż się prosi, by oddał rzut – taki naturalny, w tempo, bez zastanowienia. Ale on jest tak nastawiony na zespół, tak chce pomagać innym, że szuka jeszcze innych rozwiązań – mówił w czwartek Andrzej Adamek, asystent Artura Gronka.

Kelati jest też chwalony za to, co robi poza boiskiem i rzeczywiście, obserwując go na ławce widać, jak rozmawia z innymi graczami (np. Armanim Moorem), jak pozytywnie reaguje po dobrych akcjach, jak „żyje”, gdy zespół potrzebuje w trakcie gry pobudzenia.

I tak z trochę zakurzonego weterana Kelati stał się jednym z najważniejszych graczy Stelmetu – dobrze wypadł w nieudanym dla zespołu meczu z Ciboną (19 punktów, 6 zbiórek, 3 asysty), w czwartek miał dobrą połowę z Polskim Cukrem. Potem Artur Gronek go oszczędzał na półfinał. I słusznie.

ŁC