• Home
  • NBA
  • Tim Duncan – ależ Spurs opłaciło się to tankowanie!

Tim Duncan – ależ Spurs opłaciło się to tankowanie!

Share on facebook
Share on twitter

To był rewelacyjny gambit Gregga Popovicha. Równo 20 lat temu, 25 czerwca 1997 roku, San Antonio Spurs z pierwszym numerem draftu wybrali Timothy’ego Duncana. I już nigdy potem nie byli na minusie.

Tim Duncan i David Robinson (fot. wikimedia)

W takich butach wymiata Kawhi Leonard >>

Dziś może trudno w to uwierzyć, wszak „Ostrogi” wymieniane są jako najlepiej zarządzana organizacja NBA minionych dwóch dekad, ale kiedyś nawet im zdarzyło się zatankować. Mowa o sezonie 1996/97, w którym na skutek kontuzji m.in. Davida Robinsona oraz Seana Elliota drużyna wygrała raptem 20 z 82 meczów rundy zasadniczej.

Pełniący wówczas jeszcze obowiązki generalnego menedżera oraz wiceprezesa ds. operacji koszykarskich Gregg Popovich postanowił wykorzystać okazję i poświęcić sezon, aby latem zapolować na grubego zwierza. Już po pierwszych 18 grach zwolnił więc Boba Hilla i sam objął stanowisko pierwszego trenera, które piastuje po dziś dzień, a następnie dopilnował całego procesu będącego pierwszym etapem misji o kryptonimie „Twin Towers”.

Spurs udało się wygrać draftową loterię, choć ostatecznie gorszy bilans, a tym samym większe szanse na pierwszy pick, osiągnęły jeszcze dwie inne drużyny (Boston Celtics i Vancouver Grizzlies). Mając pierwszeństwo wyboru, Gregg Popovich od początku doskonale wiedział, kogo sprowadzi do San Antonio.

Tim Duncan do koncepcji jego drużyny pasował jak ulał. Inteligentny, zdyscyplinowany, świetnie wyszkolony technicznie, 21-letni absolwent uczelni Wake Forest z licznymi nagrodami dla najlepszego gracza akademickiego miał stanowić idealnego partnera dla 11 lat starszego „Admirała” i od samego początku tym właśnie był.

Już w pierwszym meczu zanotował double double w postaci 15 punktów i 10 zbiórek. W drugim wyjazdowym meczu w karierze, w Chicago, grając przeciwko Dennisowi Rodmanowi, zgarnął z tablic 22 piłki, w tym 6 w ataku („Robak” miał tyle samo). Z początku bardziej wspierał niż przejmował inicjatywę, ale im dalej w las, tym częściej zdarzały mu się występy w okolicach 30+15.

W swoim pierwszym roku w lidze Tim Duncan osiągnął statystyki na poziomie 21,1 pkt., 11,9 zb., 2,7 as. i 2,5 bl., zagrał w Meczu Gwiazd (jako zmiennik), a także został wybrany do najlepszej piątki sezonu (All-NBA First Team) oraz drugiej piątki defensywnej (NBA All-Defensive Second Team). Przy osiągnięciach tego typu statuetka dla najlepszego debiutanta była zwykła formalnością.

Spurs z 20 zwycięstw przeskoczyli na pułap 56 i począwszy od tamtego sezonu, aż po dziś dzień nigdy już nie zaznali goryczy ujemnego bilansu. Rok później wspólnie z Robinsonem i resztą ekipy jako MVP Finałów Duncan świętował już pierwszy mistrzowski tytuł w historii klubu z San Antonio.

To są buty LeBrona Jamesa – możesz je mieć! >>

Mateusz Orlicki