• Home
  • NBA
  • Tissot mierzy NBA – 6 minut w Nowym Orleanie

Tissot mierzy NBA – 6 minut w Nowym Orleanie

Share on facebook
Share on twitter

Niezwykła historia LA Clippers, szarża Pelikanów i cuda Russella Westbrooka. Zapraszamy na magazyn przygotowywany przy współpracy z Tissot – oficjalnym chronometrażystą NBA.

fot. Tissot

Kolekcja zegarków NBA – Tissot w szczytowej formie! >>

PIERWSZA KWARTA
Przełamanie po ponad trzech latach
Do starcia z Bulls Raptors podchodzili pod nie lada presją. We własnej hali mieli wreszcie przełamać trwającą od 11 spotkań niemoc w bezpośredniej rywalizacji z ekipą z Chicago. Od początku jednak sprawy nie układały się po ich myśli, a jeszcze na 6,5 minuty przed końcową syreną tracili do gości aż 15 punktów.

Od tamtego momentu koszykarze Dwane’a Casey’a wzięli się ostro do roboty. W dokładnie 4 minuty i 49 sekund zanotowali serię 15:0 dającą wyrównanie 109:109. Ostatecznie udało im się doprowadzić do dogrywki. W niej natomiast dopiero gdy zegary TISSOT wskazywały 1:24 do jej zakończenia, DeMar DeRozan wyprowadził swoją drużynę na pierwsze w tym meczu prowadzenie, którego Raptors już nie oddali.

https://www.youtube.com/watch?v=NwdiYPKP5b0

DRUGA KWARTA
6 minut do jednego kosza
Nie tyle powrót, co błyskawiczna seria ciosów, która ustawiła resztę pojedynku. Tej samej nocy w Nowym Orleanie Pelicans mierzyli się z Grizzlies. Na początku drugiej połowy gospodarze tracili do rywala 10 oczek, ale od momentu, gdy Mike Conley trafił trójkę doprowadzającą do stanu 46:36 na korzyść gości, DeMarcus Cousins i spółka w 6 minut, a będąc dokładnym w 347 sekund, zaliczyli zryw, który całkowicie odwrócił losy spotkania.

Pelicans wygrali ten fragment meczu aż 21:0 i do końca kontrolowali już jego przebieg. „Boogie” rozegrał jak dotąd najlepszy mecz w barwach swojej nowej drużyny, w kluczowej, trzeciej kwarcie aplikując „Niedźwiadkom” 14 punktów. W całym spotkaniu uzbierał ich 41 (5/9 celnych rzutów z dystansu), a oprócz tego dołożył także 17 zbiórek i 3 bloki.

Kolekcja zegarków NBA – Tissot w szczytowej formie! >>

TRZECIA KWARTA
Najbardziej frajerskie 5 minut sezonu
To miał być mecz z kategorii „formalność”. Pojedynek ze zorientowanymi na czerwcowy draft Kings i to przed własną publicznością miał być dla Clippers spacerkiem. I do pewnego momentu oczywiście był. A dokładnie do końca 43. jego minuty. Przez ostatnie pięć na parkiecie istniała już bowiem tylko jedna drużyna i sensacyjnie byli nią właśnie goście.

W tamtym momencie zespół Doca Riversa prowadził różnicą 18 punktów, a jego najlepsi gracze od dłuższej chwili odpoczywali już na ławce rezerwowych. To nie miało prawa się wydarzyć, zwłaszcza zważywszy na klasę rywala, a jednak się wydarzyło. I nie pomógł nawet powrót na boisko zawodników pierwszej piątki. W 5 ostatnich minut prowadzeni przez Buddy’ego Hielda (11 punktów w tym czasie) Kings wręcz roznieśli miejscowych serią 22:3 i rzutem na taśmę odnieśli sensacyjne, spektakularne zwycięstwo 98:97.

Ciekawostka statystyczna: drużyny, które prowadziły różnicą przynajmniej 18 punktów w ostatnich 5 minutach meczu, złożyły się w tym sezonie na łączny bilans 359-1. W pewnym sensie Clippers mogą więc czuć się bardzo, ale to bardzo wyjątkowi.

CZWARTA KWARTA
Dla Russella nie ma rzeczy niemożliwych
W meczu z Thunder Mavericks na prowadzeniu utrzymywali się od końcówki pierwszej kwarty. Gdy zegary TISSOT wskazywały 3 minuty i 30 sekund do zakończenia regulaminowego czasu, gospodarze prowadzili 91:78 i wydawało się, że spokojnie odprawią rywala z kwitkiem. Błąd! Gdy po drugiej stronie parkietu masz Russella Westbrooka, niczego nie możesz brać za pewnik.

Nie chodzi już nawet o to, że w nieco ponad 36 minut spędzonych na boisku zdobył aż 37 punktów, albo o to, że zanotował już 37. triple double w tym sezonie (+ 13 zb. i 10 as.). Prawdziwe show dał bowiem właśnie w samej końcówce.

Niemal w pojedynkę rzucił Mavs wyzwanie i postawił na swoim. Niemal, bo drobnego wsparcia w postaci 2 punktów przy kapitalnej i przechylającej szalę zwycięstwa na korzyść OKC serii 14:0 udzielił mu Steven Adams. Pozostałe 12 oczek, w tym decydujący o zwycięstwie rzut, należały już tylko i wyłącznie do niego.

Kolekcja zegarków NBA – Tissot w szczytowej formie! >>