Tissot mierzy NBA – sprint z Jamesem Hardenem

Share on facebook
Share on twitter

James Harden przyspiesza na finiszu, Manu Ginobili trafia, gdy nie chce, a LeBron James siedzi w dresie i popija kawkę. Oto najnowszy odcinek magazynu przygotowywanego przy współpracy z TISSOT – oficjalnym chronometrażystą NBA.

fot. Tissot

Kolekcja zegarków NBA – Tissot w szczytowej formie! >>

PIERWSZA KWARTA
Słodka zemsta mistrzów
Można się było spodziewać, że Cavaliers będą chcieli odgryźć się Pistons za porażkę z 9 marca w Detroit, ale mało kto przypuszczał chyba, że zrobią to w aż tak brutalny sposób. To był mecz tylko przez pierwsze trzy minuty. Potem nastąpił pogrom, demolka, istna rzeź.

Mistrzowie NBA w samej pierwszej kwarcie trafili 16 z 19 oddanych rzutów z gry. Przez te 12 minut czas odmierzany przez zegary TISSOT dla nich płynął znacznie wolniej niż dla rywali. Dali pokaz niemalże perfekcyjnej gry i wygrali ten fragment meczu aż 44:26. Potem już tylko konsekwentnie powiększali przewagę, która w pewnym momencie czwartej ćwiartki sięgnęła nawet 38 oczek.

https://www.youtube.com/watch?v=9Dcd6meu8_g

DRUGA KWARTA
5 sekund na odpowiedź
Czwarty pojedynek w tym sezonie i czwarta pewna wygrana Warriors. Po przenosinach Kevina Duranta do Oakland pomiędzy nimi i Thunder wytworzyło się bardzo odczuwalne napięcie, które dało o sobie znaki także pod koniec drugiej kwarty poniedziałkowego starcia, gdy pomiędzy Stephenem Currym i Semajem Christonem doszło do małej konfrontacji.

Zegar TISSOT wskazywał wówczas raptem 5,3 sekundy do zakończenia pierwszej połowy, a rzut sędziowski, przed którym wywiązała się przepychanka, miał nastąpić pod bronionym koszem Warriors. Czasu bardzo mało, ale Curry z odpowiedzią nie chciał czekać do kolejnej odsłony meczu. Zdążył zrobić to jeszcze przed przerwą, w charakterystycznym dla siebie stylu – z zimną krwią i równo z syreną.

https://www.youtube.com/watch?v=A_DqrG4j5AM

Kolekcja zegarków NBA – Tissot w szczytowej formie! >>

PRZERWA…
… na kawę
Tydzień po tym, jak sobotni, transmitowany przez ABC hit pomiędzy Warriors i Spurs odbył się bez udziału największych gwiazd obu drużyn, podobny numer wycięli stacji Cavaliers. Do pojedynku z Clippers przystąpili bowiem bez LeBrona Jamesa, Kyriego Irvinga oraz Kevina Love’a.

Dostali rzecz jasna należyte baty, ale „Król James” nie chciał robić z tego większej sprawy. Spokojnie obejrzał pogrom na swoich kolegach, popijając sobie gorącą kawkę gdzieś na końcu ławki rezerwowych.

https://www.youtube.com/watch?v=wMiH7L_fwVY

TRZECIA KWARTA
Pod presją czasu
Prowadząc różnicą 7 punktów na mniej niż 2 minuty do końca meczu, Blazers mieli Spurs na widelcu. Postanowili jednak jeszcze nieco podgrzać atmosferę i po kilku błędach Jusufa Nurkicia gospodarze dostali ostatnią szansę na przynajmniej doprowadzenie do remisu.

Przy stanie 105:108 i zegarze TISSOT wskazującym 2,5 sekundy do końcowej syreny na linii rzutów wolnych stanął przeważnie sprawdzający się w podobnych sytuacjach Manu Ginobili. Plan był prosty – trafić pierwszy rzut, a drugi przestrzelić w taki sposób, aby koledzy mieli jeszcze szansę na zbiórkę i dobitkę. Jak na złość wszystko potoczyło się dokładnie na odwrót.

https://www.youtube.com/watch?v=lNk2Rt9e5aw

CZWARTA KWARTA
Szybki jak błyskawica
Na ostatniej prostej w wyścigu po nagrodę MVP James Harden zdecydowanie przyspieszył. Po dwóch kolejnych meczach z triple double i przynajmniej 40 punktami na koncie, tym razem zapisał na swoim koncie „tylko” double double i „tylko” 39 oczek, ale znów okazał się niezastąpiony w decydującym momencie spotkania.

Gdy Jameer Nelson oddawał bardzo chybiony rzut, który mógł dać jego drużynie trzypunktowe prowadzenie, zegary TISSOT wskazywały 10 sekund do zakończenia czwartej kwarty. W tym czasie „Brodacz” zdążył zebrać piłkę, przebiec całe boisko i trafić rzut na zwycięstwo. Mało tego, zostawił jeszcze rywalom 2,4 sekundy na odpowiedź, ale pod drugiej stronie boiska fantastycznie odciął od podania ścinającego pod kosz Masona Plumleego.

Kolekcja zegarków NBA – Tissot w szczytowej formie! >>

POLECANE

Kilka efektownych momentów nie powinno przysłonić faktu, że Kristaps Porzingis początki w Dallas Mavericks ma trudne. Otrzepanie rdzy po kontuzji i oswojenie się z nowym systemem wymaga czasu, ale nie wszystkie problemy da się sprowadzić właśnie do tych dwóch czynników.

tagi