• Home
  • NBA
  • To był Dzień Mamby – legendarne 81 punktów Bryanta

To był Dzień Mamby – legendarne 81 punktów Bryanta

Share on facebook
Share on twitter

Dziś mija 12 lata od pamiętnego wieczoru, gdy Kobe Bryant był jeszcze bardziej niezwykłym koszykarzem niż zwykle. W meczu z Raptors 22 stycznia 2006 roku w Los Angeles zdobył 81 punktów i ustanowił drugi najlepszy wynik w historii NBA.

fot. wikimedia commons
fot. wikimedia commons

Nike Mamba Rage Premium – w takich butach się trafia! >>

Do Wilta Chamberlaina, który 2 marca 1962 roku, rzucając 100 punktów w starciu z New York Knicks, ustanowił do dziś obowiązujący rekord zdobyczy w pojedynczym meczu, trochę wprawdzie zabrakło, ale występ Kobego Bryanta również przeszedł do legendy. 11 lat temu, 22 stycznia w Staples Center, Lakers podejmowali Toronto Raptors z Chrisem Boshem i Jalenem Rosem w składzie. Goście nie mogli spodziewać się tego, co ich czeka…

U boku Bryanta po stronie Lakers rywalizowali wówczas tacy gracze jak Smush Parker, Chris Mihm czy próbujący ratować swoją karierę Kwame Brown. Jedyne realne wsparcie stanowił Lamar Odom. To był zespół Kobego, tylko i wyłącznie Kobego.
Raptors dobrze rozpoczęli mecz od zdobycia w pierwszej kwarcie 36 „oczek”. Na przerwę schodzili z 14-punktowym prowadzeniem. Kobe już w tamtym momencie miał na liczniku 28 punktów, ale prawdziwe piekło zgotował rywalom dopiero w drugiej połowie.

W pojedynkę Kobe rzucił wyzwanie całej drużynie Raptors i nikt nie był w stanie podjąć rękawicy. Do końca meczu zdobył 53 z 73 punktów swojego zespołu i poprowadził Lakers do efektownego zwycięstwa 122:104. Na jego 81 „oczek” złożyło się 28 celnych z 46 oddanych rzutów z gry, w tym 7/13 z dystansu, i 18 z 20 wolnych. Oprócz tego w 42 minuty spędzone na parkiecie zanotował jeszcze 6 zbiórek, 2 asysty, 3 przechwyty i blok.




Do setki Chamberlaina brakowało mu 19 punktów. To sporo, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, w jakich czasach przyszło rywalizować obu koszykarzom, wyczyn Bryanta spokojnie można traktować przynajmniej na równi z rekordowym występem gwiazdy lat 60. W tamtych czasach mierzącemu 216 centymetrów środkowemu dominować wśród mniej atletycznych rywali było bowiem znacznie łatwiej.

W koszykówce z przełomu XX i XXI wieku 81 punktów to kosmos. David Robinson raz miał 71, Michaelowi Jordanowi udało się dobić do 69, a spośród aktualnie grających zawodników najbliżej w styczniu 2014 roku był Carmelo Anthony, który w meczu z Charlotte Bobcats uzbierał 62.

W ogóle od rozgrywek 2005/06 tylko sześć razy jednemu graczowi udało się zdobyć 60 lub więcej punktów i trzykrotnie był w nim właśnie Black Mamba. Pozostali trzej to Melo, LeBron James oraz Gilbert Arenas. W całej swojej karierze Kobe Bryant zaliczył w sumie 6 meczów na 60 lub więcej punktów (wliczając ten z 81) i aż 20, w których aplikował rywalom przynajmniej 50.

– To było jak podziwianie cudu – mówił o tamtym meczu właściciel klubu z Kalifornii Jerry Buss i nawet jeśli trochę przesadził, to niewiele minął się z prawdą.

Mateusz Orlicki

Nike Mamba Rage Premium – w takich butach się trafia! >>