Tomasz Jagiełka: Priorytetem są playoffy

Share on facebook
Share on twitter

O aktualnej sytuacji GKS w 1 lidze, zmianach w zespole, koszykówce w Tychach i podejściu do zawodu trenera – rozmowa z Tomaszem Jagiełką, wieloletnim szkoleniowcem GKS Tychy.

Tomasz Jagiełka / Fot. Tomasz Gonsior (GKS Tychy koszykówka)

W takich butach finały NBA wygrywał Kevin Durant! >>

Pamela Wrona: W poprzednim sezonie 1 ligi byliście o krok od podium. Czego zabrakło, by ugrać coś więcej?

Tomasz Jagiełka: Myślę, że mocno podcięła nam skrzydła kontuzja Marcina Kowalewskiego przed decydującym meczem z Polonią Leszno oraz brak naszego lidera punktowego Michała Jankowskiego. W tym ostatnim pojedynku, w którym mieliśmy dość sporą zaliczkę, na pewno zabrakło nam rotacji i tych kluczowych zawodników. Prawdę mówiąc, to zwycięstwo byłoby wisienką na torcie po udanej drugiej rundzie- była ona dla nas najlepsza, patrząc na pozostałe zespoły. Apetyt rósł w miarę jedzenia, także chcieliśmy zakończyć sezon z medalem- taki był nasz cel, ale niestety się nie udało. Brak Marcina i Michała był widoczny w tych najważniejszych momentach.

Pod jakim kątem został budowany skład na sezon 2018/19?

Budując zespół musimy trzymać się ściśle naszego budżetu, który względem poprzedniego sezonu jest po prostu mniejszy. Drugą sprawą jest fakt, że dobieram zawodników pod kątem charakterologicznym i mentalnym. Istotne jest to w jakich warunkach będziemy ze sobą współpracować, jak zawodnicy reagują na różne sytuacje zarówno na boisku jak u poza nim.

Spędzamy ze sobą mnóstwo godzin, także to wszystko musi ze sobą współgrać, aby były jakieś efekty. To nie są tylko i wyłącznie cechy koszykarskie, natomiast w głównej mierze cechy wolicjonalne. To jest dla mnie bardzo ważne, dlatego pod tym kątem staraliśmy się skompletować drużynę.

Obecnie zajmujecie 6 lokatę w tabeli. Czy to miejsce jest dla Pana satysfakcjonujące?

Na razie nie patrzę na miejsce w tabeli. Bardziej zwracam uwagę na nasz styl gry. Próbujemy znaleźć swój rytm, aby grać równo przez większą część meczu. Staramy się nie grać falami i na to kładę największy nacisk. Ważne jest dla mnie to jak gra mój zespół, a nie jakie miejsce zajmuje w ligowej tabeli.

Jeżeli będziemy grali dobrze po obu stronach boiska, będziemy zdyscyplinowanym zespołem, i w ataku, i w defensywie, oraz będziemy trzymali się swoich zasad, to wiem, że będziemy wygrywali mecze, a co za tym idzie, nasza pozycja w tabeli będzie rosła.

Jak ocenia i podsumuje Pan minione kolejki względem drużyny? Co jest kluczowe w Waszej grze?

To jest ta gra falami. Tak jak mówię, potrafimy grać rewelacyjne zawody u siebie i na wyjeździe, wygrywamy w Łowiczu na trudnym terenie po zmianie trenera, po czym gramy bardzo słaby mecz w Wałbrzychu. To nie był ten zespół, który chcielibyśmy oglądać.

Początek sezonu zaczynamy nieźle – minimalna porażka z Polonią Leszno czy Sokołem Łańcut, ale to mimo wszystko były dobre mecze. Następnie zaliczamy wpadkę we Wrocławiu, gdzie mecz całkowicie nam nie wychodzi. Potrzebujemy więcej czasu żeby się zgrać, ponieważ zespół jest praktycznie cały przemeblowany. Myślę jednak, że z każdym tygodniem będzie coraz lepiej.

Piotr Hałas, grający na pozycji rozgrywającego doznał poważnej kontuzji, która oznacza dla niego przedwczesny koniec sezonu. Jest to dla Was duży problem?

Piotrek jest już po operacji więzadła krzyżowego i niewątpliwie jest to dla nas ogromna strata, nie tylko koszykarska. Pełnił on od początku sezonu rolę kapitana i świetnie się z niej wywiązywał. Ponadto, jest to jeden z lepszych zawodników, których miałem, jeśli chodzi o prowadzenie szatni i zespołu. Mógłbym go krótko scharakteryzować jako prawdziwego ducha drużyny, świetnego człowieka i zawodnika na parkiecie. Ewidentnie trochę nas to podłamało, bo swoją drogą, mieliśmy ze sobą bardzo dobry kontakt. Co więcej, ściągnęliśmy Maksyma Kulona w jego miejsce. Czekamy na powrót Piotrka, bo liczę, że będzie nam pomagał w zespole.

Wobec tego, planowane jest dodatkowe wzmocnienie w drużynie?

Cały czas penetrujemy rynek transferowy. Nie ukrywam, że potrzebujemy w tej chwili wysokiego gracza. Wtedy moglibyśmy całkowicie zamknąć tę układankę. Jest to grupa ludzi, która bardzo dobrze ze sobą współpracuje, w szczególności na lini sztab – zawodnicy. Atmosfera też jest niezwykle ważna. Wiemy, gdzie mamy braki, są to świadomi i rozsądni gracze. Dobrze reagują na moje uwagi i dzięki temu wspólnie staramy się wyeliminować błędy.

Co jest dla Was priorytetem w dalszej części rozgrywek?

Nie będę oryginalny, jeśli powiem, że priorytetem będą dla nas play-offy, bo każdy zespół chce się w nich znaleźć. To jest dla nas cel minimum, aczkolwiek należy spojrzeć jak liga wygląda w tym sezonie. Uważam, że może nie jest najmocniejsza, patrząc na ostatnie 10 lat, natomiast jest bardzo wyrównana, co pokazują wyniki.

Na ten moment, nawet rozmawiając ze swoimi chłopakami, ciężko jest nam wytypować zespół, który byłby murowanym faworytem do awansu.

Tak naprawdę nie można skazywać na pożarcie żadnego zespołu, chociażby Kotwicy Kołobrzeg, z którą mierzyliśmy się w minionej kolejce. Jest ona na końcu tabeli, posiada w swoich szeregach dziewięciu analogicznych zawodników, wobec tego, kwestią czasu jest to aż wrócą na właściwe tory. Przed spotkaniem mówiłem, że oby nie nastąpiło to w sobotnim meczu (śmiech). Jeszcze nie udało nam się wygrać na ich parkiecie.

W takich butach w NBA błyszczy Kyrie Irving >>

Czy chciałby Pan w niedalekiej przyszłości awansować do ekstraklasy?

Oczywiście, że tak. Jestem ambitnym trenerem i cały czas przekazuję swoim zawodnikom, że obojętnie w jakim zestawieniu wystartujemy i obojętnie jakie cele są przed nami stawiane, chcemy do każdego meczu podchodzić profesjonalnie, dając z siebie 100%, a z każdą jednostką treningową, z każdym tygodniem robić krok do przodu.

Sądzę, że jeżeli dostaniemy zielone światło od klubu, to w niedalekiej przyszłości chcielibyśmy bić się o wyższe cele, co nie zmienia faktu, że już w tym sezonie chcemy walczyć o zwycięstwo w każdym meczu i być niewygodną drużyną dla wielu naszych przeciwników.




Jest Pan pierwszym trenerem zespołu, natomiast Pana brat, Wojciech, asystentem. W jaki sposób dzielicie się pracą i obowiązkami?

Wojtek jest odpowiedzialny za skauting, za przygotowanie do każdego spotkania i rozpracowanie przeciwnika. Pracuje dużo indywidualnie z zawodnikami rozwijając ich technikę. Pomaga również w sferze motorycznej – Kubie Gruthowi – trenerowi od przygotowania motorycznego. Każdy trener ma również swoje zadania podczas meczu.

Obowiązki w sztabie są na tyle podzielone, że świetnie się wszyscy uzupełniamy. Każdy wie co ma robić i szybko dochodzimy do porozumienia w wielu sprawach.

Mówi się, że „z rodziną nie powinno wchodzić się w żadne interesy”. W tej sytuacji jesteście wyjątkiem? (śmiech).

Ma to swoje plusy i minusy, bo mamy podobny pogląd na koszykówkę. Niekiedy ciężko jest mieć rozbieżne zdanie jeśli chodzi o grę, aczkolwiek często jest między nami burzliwa wymiana zdań (śmiech). Niemniej jednak, zawsze dochodzimy do wspólnego wniosku, że dany kierunek i ruch będą odpowiednie.

Nie zamykam się tylko na swój punkt widzenia, zawsze wysłucham wszystkich dookoła, czy sztabu, czy zawodników. Lubię rozmawiać i wspólnie znajdować najlepszą drogę dla naszego zespołu.

Skąd Panowie czerpią pomysły na rozwój, aby nie popaść w rutynę?

Myślę, że nie można tutaj mówić o rutynie. Koszykówka jest moją pasją od najmłodszych lat. Nie potrafię przyjść nieprzygotowanym na jakikolwiek trening, nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Głównym czynnikiem rozwijającym trenera jest doświadczenie, które nabywa się z każdym rokiem. Na każdym poziomie, czy to jest poziom koszykarski, czy sfery mentalnej, prowadzenia meczu, współpracy z sędziami i zawodnikami, jest to ogromne doświadczenie, które szlifuje się z sezonu na sezon.

Poza tym, jestem w kontakcie z wieloma trenerami z różnych lig, próbuje zawsze czerpać wiedzę, bo od każdego można wiele się nauczyć i później wplatać ją w swój system gry oraz schemat. Istotna jest również konsekwencja – jeśli sobie coś założę, staram się tego trzymać i przekazywać w odpowiedni sposób mojemu zespołowi, aby byli zdyscyplinowani nie tylko na boisku.

Tychy są miastem, w którym dominują hokej i piłka nożna. W jakim miejscu jest koszykówka?

Koszykówka na pewno jest na tym trzecim miejscu. Piłki nożnej chyba nigdy nie przeskoczymy. Jesteśmy jednym z niewielu klubów w pierwszej lidze, który jest wielosekcyjny. Piłka nożna jest na całym świecie na pierwszym miejscu, ale hokej w naszym mieście jest religią. Mamy mistrza Polski, jesteśmy w Lidze Mistrzów, więc tego po prostu nie da się przebić.

I „gdzieś” jest ta koszykówka, która z każdym sezonem próbuje zrobić krok do przodu. Nie wchodzimy sobie w drogę. Chodzimy na mecze hokeja i piłki nożnej, wzajemnie się wspieramy. Ale mimo wszystko ta hierarchia jest zachowana. Nie byliśmy jeszcze nigdy w ekstraklasie. Nie jesteśmy też klubem pokroju Górnik Wałbrzych, Czarni Słupsk czy Śląsk Wrocław, gdzie koszykówka jest tradycją od wielu lat.

Czy przez to, że koszykówka nie jest jedynym sportem, ciężej jest o kibiców i wsparcie ze strony miasta?

Wsparcie ze strony miasta jest ogromne dla wszystkich trzech sekcji, jak również dla całego sportu w Tychach. Prezydent Andrzej Dziuba jest bardzo prosportowy, nie tylko jeśli chodzi o te 3 sekcje.

Odpowiadając na pytanie o frekwencję, powiem szczerze, że z tym mamy problem. Kibic, taki prawdziwy fanatyk jest jeszcze mało przekonany do koszykówki. Pracujemy nad tym i trudno jest tego kibica zachęcić, ale mamy swoich sympatyków, którzy nas wspierają i regularnie przychodzą na mecze. Podsumowując, na pewno mogłoby być lepiej.

Jak to wyglądało kiedyś i jak zmieniało się na przestrzeni lat w Pana mieście?

Bywało różnie. Pamiętam chociażby mecz z Gliwicami o awans do pierwszej ligi, gdzie ostatni kibice wchodzili jeszcze w trzeciej kwarcie i hala była wypełniona po brzegi. Nie wiem, od czego to zależy. Czasami mamy serie zwycięstw, a mimo tego frekwencja jest niska. To trochę boli. Byłoby fajnie zagrać przy większej publiczności, przy gorącym dopingu. Śmieje się, że jadąc do Wałbrzycha mamy lepszy doping na wyjeździe niż we własnej hali, ponieważ Górnik to zaprzyjaźniony klub z GKS-em.

Myślę, że ogólnie w Polsce mamy do czynienia z problemem odbudowania mody na koszykówkę. Brakuje na pewno sukcesów na arenie międzynarodowej. Do tego potrzebna jest rozbudowana praca u podstaw, tak jak to robią najlepsze europejskie potęgi koszykarskie. Coś zaczyna się dziać, bo mamy przecież ministerialne programy jak „ Młode Asy Parkietów”. Jest to jednak proces, który musi trwać i wymaga konsekwencji oraz cierpliwości.

Pamela Wrona, @PulsBasketu

W takich butach w NBA błyszczy Kyrie Irving >>