Tomasz Niedbalski: Na szczęście kasa nie gra.

Share on facebook
Share on twitter

– Jestem usatysfakcjonowany z dotychczasowego sezonu. Osiągnęliśmy dobry wynik, jak na beniaminka – mówi Tomasz Niedbalski, trener WKK Wrocław. Opowiada się za dopuszczeniem obcokrajowców do gry w 1. lidze.

Tomasz Niedbalski / fot. R. Jędrzejewski

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>

Pamela Wrona: W tej chwili, tuż przed końcem rundy zasadniczej WKK Wrocław zajmuje 5 miejsce w tabeli (bilans 16-13). Czy jest Pan usatysfakcjonowany z dotychczasowego sezonu?

Tomasz Niedbalski: Tak, jestem usatysfakcjonowany. To, co osiągnęliśmy w tym sezonie jest dobrym wynikiem, jak na beniaminka. Nasza pozycja w tabeli mogłaby być jeszcze lepsza, gdyby nie porażka u siebie z Kutnem. Obecnie wyprzedza nas Słupsk, ale bezpośredni bilans z nimi to 2 wygrane naszego zespołu.

Jakie były oczekiwania zarówno Pana, jak i zespołu przed startem ligi? Czy w trakcie się to jakoś zmieniło?

Od początku założyliśmy, że będziemy walczyć o play-off. Natomiast zdawaliśmy sobie sprawę, że będzie trudno to zrealizować, ale udało się. Końcówka drugiej rundy nie była lekka, zwłaszcza wspomniany mecz z Kutnem, w którym graliśmy u siebie i przegraliśmy zaledwie trzema punktami. Następnie wyjazd do Pruszkowa, gdzie dobrze weszliśmy w mecz, mieliśmy jakieś 20 punktów w zapasie, Znicz nas dogonił, ale mimo tego udało nam się ten mecz wygrać, gwarantując pewny byt w tej lidze.

Na jedną kolejkę przed zakończeniem rundy zasadniczej nasz udział w play-off jest pewny, niezależnie od wyniku w ostatniej kolejce.

Z jakim nastawieniem podchodzi Pan zatem do Waszego udziału w play-off?

Na pewno jesteśmy nastawieni na wygrane, ale w tej chwili zmagamy się z problemami kadrowymi. W ostatnim meczu ze Śląskiem kontuzji doznał Jakub Koelner – jeden z naszych liderów i kapitan zespołu. Jesteśmy jeszcze bez Przemka Malony, czyli bez dwóch naszych dobrych, doświadczonych zawodników. Rzeczywiście, jeśli chodzi o rotację będzie ona ograniczona, mając na uwadze ogranych graczy, bo jednak play-offy to czas „weteranów”. Postaramy się coś wymyślić, aby ugrać ile się da.




Hasłem WKK Wrocław jest „Rośniemy w siłę”. Co jest tą siłą w Pana zespole, a co kluczem do prawidłowego funkcjonowania tej drużyny? Co charakteryzuje WKK, w jakim stylu ma grać Pana zespół?

Przed sezonem, określiliśmy nasz cel, czyli walkę o play-off, wypracowując przy tym swój własny styl. Miał on polegać na tym, aby próbować agresywnie bronić, grać szybko, próbować wykorzystywać naszych strzelców, którzy seryjnie potrafią rzucać za 3, tym samym trochę tę grę uprościć.

Wydaje mi się, że w pierwszej rundzie nieco zaskoczyliśmy wiele klubów, które mają w swoich szeregach doświadczonych zawodników i bardziej doświadczone składy niż nasz zespół. W drugiej rundzie część z nich albo zmieniła trenera, albo wprowadziła zmiany kadrowe. Chyba tylko w WKK i Astorii Bydgoszcz nie było transferów nowych zawodników. Dlatego cały czas poszukiwaliśmy wewnątrz nas dodatkowego pierwiastka, żeby lepiej grać. Z drugiej strony, te zespoły były na nas już lepiej przygotowane, więc druga część sezonu była dla nas zdecydowanie trudniejsza.

Czy ten pierwszy sezon na zapleczu ekstraklasy można potraktować jako „sezon zapoznawczy”? Czego nowego udało się Panu nauczyć na pierwszoligowych parkietach? Jaka jest specyfika tej ligi?

Muszę przyznać, że dawno nie brałem udziału w tak wyrównanych rozgrywkach. Każdy mecz jest meczem o wszystko, a fajne jest to, że nie ma czasu na przeżywanie zwycięstw ani porażek.

Jednego dnia dostajesz trzydziestoma w Wałbrzychu, a 3 dni później przyjeżdża Biofarm Basket Poznań i musisz wymyślić, jak zatrzymać Marcina Fliegera i jak podnieść zespół po takiej porażce, by nie stracił wiary. Ta liga jest bardzo równa, cały czas trzeba głowić się jak przechytrzyć przeciwnika. Fajne jest też to, że my, nie dobierając zawodników do składu, nie mając wzmocnień, musieliśmy w sobie znaleźć dodatkową siłę.

Można było przypuszczać, że Jakub Patoka, po ekstraklasowych doświadczeniach, będzie „robił swoje”, ale jak ocenia Pan rozwój młodych graczy? Czy potrafili się dopasować?

To jest dobre pytanie. My, widząc, jak wygląda obecna liga, mimo 10 zwycięstw w pierwszej rundzie wiedzieliśmy, że będziemy walczyć o to żeby znaleźć się w play-off. Jedna porażka czy jeden niekorzystny rezultat mógłby spowodować, że moglibyśmy z 5. miejsca trafić na 11.

Od razu założyliśmy, że na pierwszym miejscu jest tabela. Potem dopiero możemy odważniej wypuszczać młodszych zawodników. Do końca nie udało się zrobić tak, żeby Ci młodzi zawodnicy byli usatysfakcjonowani liczbą minut, ale tak naprawdę jeszcze przed chwilą nie było wiadomo, czy w tych play-offach w ogóle się znajdziemy. Staramy się przemycać te minuty dla chłopaków. Jest to trudne ale jestem pewny, że w miarę rozwoju naszego zespołu na przestrzeni następnych sezonów będziemy odważniej realizować nasz następny cel, czyli ogrywanie młodzieży. W drugiej rundzie do składu meczowego został powołany najmłodszy zawodnik w tej lidze – Szymon Paluch z rocznika 2004.

Wobec tego, jak ocenia Pan sezon i grę obu ważnych dla zespołu 20-latków, Dominika Rutkowskiego i Michała Jędrzejewskiego?

Michał Jędrzejewski jest absolutnie topowym rozgrywającym w tej lidze. Nabiera pewności siebie, umiejętności dyrygowania zespołem i bycia jedynką, która ma realny wpływ na wynik zespołu. Jest świetnie przygotowany motorycznie, bardzo poprawił rzut za 3 punkty i z półdystansu, a statystyki ma jedne z lepszych na tej pozycji.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, co pokazał. On sam ciężko pracuje, jest bardzo inteligentny i wydaje mi się, że czeka go ciekawa przyszłość, jeśli dalej będzie tak pracował i rozwijał się.

Dominik Rutkowski z kolei, pierwszą część sezonu miał bardzo średnią… Wiadomo, że miał 3 tygodnie przerwy ze względu na kadrę U20, w której był jednym z czołowych zawodników. W pierwszych meczach długo szukał swojej dyspozycji, grał nerwowo. Ostatnie mecze w jego wykonaniu są już tym, do czego zdążył nas wcześniej przyzwyczaić w rozgrywkach młodzieżowych i jest mocnym punktem zespołu. Dobra wiadomość jest taka, że wraca na właściwe tory.




To już Pana ósmy rok w WKK, a kontrakt niedawno przedłużono aż do 30 czerwca 2021. Czy wyznaczono jakieś cele do osiągnięcia? W jakim kierunku chce Pan prowadzić i rozwijać zespół?

Szumnie to można nazwać przedłużeniem kontraktu, bo tak naprawdę to sformalizowanie spraw (śmiech). Nie zmienia to faktu, że klub ma ambitne cele. Chcemy budować bardzo charakterny zespół oparty na „głodnych” zawodnikach, którzy chcieliby się dalej rozwijać. Pokazaliśmy się z dobrej strony w tym sezonie po powrocie do pierwszej ligi, mimo tego, że w budowie naszego składu na ten sezon było trochę przypadku. Otrzymaliśmy dziką kartę, niektórzy zawodnicy do końca nie wierzyli, że to się może udać i byliśmy po prostu jedną wielką niewiadomą.

Ustalenia przedsezonowe w naszym klubie były takie, że jednym z głównych czynników do osiągnięcia sukcesu jest kwestia organizacyjno-finansowa. Czyli, by zawodnicy mieli swoje pensje na czas. Żeby mogli skorzystać z klubowych posiłków (śniadania i obiady).

Ustaliliśmy także system premiowy za wygrane mecze. Są to małe rzeczy, ale bardzo ważne, zwłaszcza dla zawodników i w środowisku, w którym wszyscy się znają.

Zrobiliśmy też wynik, bo jakby nie patrzeć, awans do play-offów jest dla nas małym sukcesem. Następnie musimy dokładać kolejne małe cegiełki, by się rozwijać. Po prostu staramy się realizować nasze hasło #RośniemyWsiłę!

Na wyższym szczeblu zostanie zlikwidowany przepis o dwóch Polakach. Wiele mówi się o zmianach na jej zapleczu… Obcokrajowiec w pierwszej lidze – tak czy nie?

Jestem zdecydowanie za wprowadzeniem obcokrajowca do pierwszej ligi.

Co najbardziej Pana przekonuje? Co jest największym atutem?

Moje zdanie jest takie, że jeśli ktoś ma pieniądze i jest organizacyjnie gotowy, to czemu nie skorzystać z takiej możliwości? Młodzież też by mogła rozwijać się trenując z lepszym graczem. Może spowodowałoby to również, że liga pozyskałaby sponsora tytularnego, co pomogłoby w promocji i w poprawie atrakcyjności rozgrywek?

Biorąc pod uwagę to, jak 1. liga jest wyrównana, jak wiele klubów dobrze prosperuje organizacyjnie i jest stabilnych, przychodzi coraz więcej kibiców (przykładowo na naszym ostatnim derbowym meczu ze Śląskiem bilety zostały wyprzedane i wielką przyjemnością było grać przy takiej publiczności).

Tak samo jest zresztą w Bydgoszczy czy w Słupsku – kto wie, czy takie zmiany nie przyciągnęłyby większej ilości kibiców?

Na jaką pozycję sprowadziłby Pan zagranicznego gracza, o jakiej charakterystyce i dlaczego?

Najbardziej w zespole brakuje nam typowego gracza broniącego pola trzech sekund, który potrafi blokować, zbierać piłki i stawiać dobre zasłony dla naszych strzelców. Myślę, że bylibyśmy wtedy bardzo niebezpieczni dla naszych przeciwników!

Czy fakt, że nie wszystkie kluby będą mogły pozyskać takiego zawodnika, nie stworzy większych dysproporcji w lidze?

Sprawa jest prosta – skorzystanie z takiego przepisu powinno być dobrowolne. Jeżeli klub jest dobrze przygotowany organizacyjnie i chce rozwijać klub pod każdym względem, to takiego zawodnika mógłby zatrudnić. Każdy powinien budować zespół w oparciu o budżet i swoje możliwości.

Dysproporcje i tak są, zwłaszcza w klubowych budżetach. Są kluby, które masowo sprowadzają graczy z ekstraklasy, ceniących się wysoko i już tutaj robi się pewna dysproporcja, prawda? Na szczęście kasa nie gra.

Oprócz samego przyzwolenia na grę, przepis powinien być jakkolwiek sprecyzowany?

Na pewno musiałyby być pewne regulacje, ale trudno mi w tej chwili powiedzieć jakie. Sam przepis powinien jak najbardziej wejść w życie.

Korzystając z okazji, powiem, że moim zdaniem w pierwszej lidze powinniśmy odejść od udziału aż 6 drużyn w play-outach. Na 16 drużyn, jest to stanowczo za dużo. Wystosowałem pismo do WGiD w tej sprawie. Zrobiłem rozeznanie i wielu trenerów myśli podobnie.

Weźmy pod uwagę to, że jeśli w zespole trafi się kontuzja to jest to ogromny problem dla zespołów, które w przeciągu całego sezonu mają dobre wyniki. Powiem szczerze, że w obecnej sytuacji kadrowej (bez dwóch czołowych zawodników) nie wyobrażam sobie gry w play – outach. Mamy dobry sezon, chwalą nas, praktycznie z każdym wygraliśmy przynajmniej raz, i zdarzają się kontuzje… W play-outach wszystko jest możliwe.

Znicz Basket Pruszków, z Karolem Kamińskim miał serię sześciu zwycięstw. W ostatniej minucie spotkania z Poznaniem, mając wysokie prowadzenie, wspominany zawodnik rzuca się na piłkę i doznaje poważnej kontuzji łokcia… Pruszków miał realne szanse na play-offy, a będzie walczył o życie.

Uważam, że jeżeli play-outy miałyby zostać, to maksymalnie z 4 zespołami. Gdyby ten system był taki atrakcyjny, to byłby zapewne w PLK. Warto się nad tym zastanowić.

Pamela Wrona, @Pamela_Wrona

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>