Tomasz Ochońko: Wielki głód koszykówki

Tomasz Ochońko: Wielki głód koszykówki

– Na początku marca zagram już na pewno, ale wszystko zmierza ku temu, że nastąpi to znacznie szybciej – mówi Tomasz Ochońko, rozgrywający Polonii Jamalex 1912 Leszno, przechodzący rehabilitację po ciężkiej kontuzji.

Tomasz Ochońko / fot. Jamalex Polonia Leszno

Nike Hyperdunk X – w takich butach grają najlepsi! >>

Pamela Wrona: Tuż przed inauguracją rozgrywek na oficjalnej stronie Jamalex Polonia Leszno został zamieszczony komunikat: „Z tą informacją czekaliśmy do momentu, aż na ostatniej konsultacji potwierdzi się diagnoza. Tomek Ochońko z powodu ciężkiej kontuzji kolana nie zagra w najbliższym czasie”. Jak przyjąłeś tę wiadomość?

Tomasz Ochońko: Pierwsza diagnoza była wstępna, bez żadnych szczegółowych badań. Nie wyglądało to aż tak źle, jak zakładałem na samym początku. Po rezonansie było duże prawdopodobieństwo, że jednak więzadła krzyżowe są zerwane, a dodatkowo pęknięty jest kłykieć kości piszczelowej. To oznaczałoby dla mnie koniec sezonu.

Na całe szczęście, po dodatkowej wizycie u doktora Jaroszewskiego, okazało się, że więzadła są w bardzo dobrym stanie i można powiedzieć, że „tylko” mam pęknięta kość, co dawało mi dużą nadzieję, że ten sezon zakończę jeszcze na parkiecie.

Są różnego rodzaju kontuzje. Twoja należała do poważniejszych i wykluczających z gry na dłuższy czas. Jak do niej doszło?

Miało to miejsce dosłownie tydzień przed startem sezonu, więc bolało jeszcze bardziej. Czysto boiskowa sytuacja. W momencie wykonywania „layupa” stanąłem na nogę zawodnikowi z przeciwnej drużyny. Pod wpływem szybkości i siły wyskoku, noga nie wytrzymała. W dodatku, jak zwykle na każdy mecz kostka jest tejpowana, przez co całe obciążenie poszło tylko na kolano. Adam Kaczmarzyk, który był wtedy za mną powiedział, że całe moje kolano poleciało do środka… Widok nie był zbyt przyjemny.

Można powiedzieć, że to szczęście w nieszczęściu?

Dokładnie! Więzadła są całe i to jest bardzo pocieszające. Po operacji, kiedy kość została skręcona, mówiąc kolokwialnie – na dwie śrubki, aby była w idealnym ułożeniu. Po 6 tygodniach, gdy kość się zrosła, zacząłem proces rehabilitacji.
Jestem na etapie biegania i dużej ilości ćwiczeń. Może nie lada moment, bo już wiele za mną, ale przede mną już tylko ciężka, mozolna rehabilitacja.

Czyli proces rekonwalescencji przebiega prawidłowo?

Nie chcę zapeszać, ale przebiega lepiej niż się spodziewałem. Nie należę do osób, które się oszczędzają. Ponadto, naprawdę dobrą robotę wykonali doktorzy Słowiński i Jaroszewski przy stole operacyjnym. Nie czuję żadnych niedociągnięć ani czegoś, czego nie powinienem w tym momencie odczuwać.

Mówimy o zdrowiu fizycznym, a jak znosisz to od strony mentalnej?

Na pewno te pierwsze dni były najgorsze – nie do końca wiedziałem, co będzie z moim kolanem, a przede wszystkim jak długa przerwa mnie czeka. To jest dla sportowca najważniejsze, a nie ukrywam, że dla mnie tym bardziej. Przez 12 lat miałem 2 razy lekko podkręconą kostkę. Nigdy nie miałem poważnej kontuzji, dlatego teraz przechodziłem trudny okres.
Najważniejsze fundamenty to te, które ma się w domu – rodzina. Moja żona i dwójka dzieci dodawały mi wiele otuchy i pozwolili przetrwać ten czas. Mówili, że świat się nie zawalił. To tylko cząstka mnie jest kontuzjowana, ale reszta musi się trzymać w ryzach i szybko pozbierać.

Podsumowując – co oznacza kontuzja dla gracza koszykówki?

Wszelkie kontuzje są naprawdę trudnym okresem dla każdego zawodnika z wielu względów. W dużej mierze wszystko zależy od tego, czy myśli się przyszłościowo. Ważne są ubezpieczenia i przygotowanie do tego zawodu, bo to zawsze wiąże się z kosztami. Zapisy w kontraktach są różne – bardzo często wynagrodzenie po pewnym czasie się zmniejsza, jeśli kontuzja wyklucza z gry na dłuższy okres.

Niektórzy nie zdają sobie sprawy z tego, jak ważne w takim momencie jest dobre zabezpieczenie. Dzięki temu po prostu nie musisz martwić się o pieniądze, tylko spokojnie możesz się przygotowywać i codziennie pokonywać jakieś przeszkody.

Tak jak wspomniałem, przez bardzo długi czas w mojej karierze nie było żadnych kontuzji. Nie powiem, że teraz cieszę się, że to się zmieniło i mi to odpowiada, jednakże mam w sobie nową radość z tego, że wykonuje ten zawód. Dopiero teraz poczułem głód koszykówki i nigdy wcześniej jeszcze czegoś takiego nie czułem. Co się z tym wiąże, wszystkie trudności pokonuję z przyjemnością, bo moją motywacją jest powrót na parkiet.

W takich butach finały NBA wygrywał Kevin Durant! >>

Co tak naprawdę przez ten cały czas robił Tomek Ochońko? Co robi gracz w takiej sytuacji, poza leczeniem i rehabilitacją?

To jest na tyle złożony proces, że każdego dnia rano spędzałem 2-2,5 godziny na siłowni, następnie byłem na wieczornym treningu z chłopakami, w międzyczasie ciężka praca z fizjoterapeutą, więc naprawdę mało czasu jest na to, aby mieć jeszcze jakieś dodatkowe zajęcie. Mam jeszcze rodzinę, której też staram się poświecić jak najwięcej swojego czasu.

Chwile między treningami chciałem spędzać z nimi najlepiej jak potrafię, zwłaszcza, że po operacji nie byłem zbyt użyteczny w domu. Próbuję to nadrobić (śmiech). Te dni wyglądały niemalże identycznie. Ciężki kawałek chleba, ale każdy powinien patrzeć w przyszłość i doceniać to, dostrzegając pozytywne strony, jeśli zdarzy się taka sytuacja.

Jak zachował się klub w zaistniałej sytuacji?

Klub zachował się naprawdę bardzo w porządku wobec mnie. Nikt nie miał żadnych pretensji, tylko wszyscy spokojnie czekamy, aż wrócę do pełnej sprawności. Kilka dni po mojej kontuzji odbyłem rozmowę z trenerem Łukaszem Grudniewskim oraz prezesem Jackiem Kaszubą. Od początku było mówione, że mimo wszystko zostaję w zespole.

Z trenerem znałem się już wcześniej, także wiedziałem, że to nie są puste słowa i rzeczywiście tak będzie. Prosili, abym w miarę możliwości był obecny na meczach, abym wspierał drużynę z ławki. To jest niezwykle budujące dla mnie. Są to małe rzeczy, które złączone w całość dają siłę, by walczyć z tym, co ma się przed sobą.




Jaki miał być dla Ciebie sezon 2018/19?

Nie powiem, że miał być przełomowy, bo to nie jest już ten etap mojej kariery (śmiech). Niemniej jednak miałem pełnić ważną rolę w zespole, dostać więcej minut, a moja pewność siebie miała powrócić. Było mi źle z powodu kontuzji, bo przez to „opuściłem” drużynę. W meczach sparingowych dużo grałem i byłem obecny, nawet nie rozpoczęła się liga, a tego ważnego ogniwa po prostu zabrakło…

Ale jak możemy zaobserwować, sprawdza się dobra praca trenera Grudniewskiego, bo mimo tego, że kluczowy zawodnik wypada, drużyna gra bardzo dobrze i na koniec pierwszej rundy zajmuje trzecie miejsce w ligowej tabeli. Myślę, że to jest potwierdzenie tego, że jeśli jest dobra praca wykonywana na treningu, dobra organizacja klubu, to przekłada się to później na wyniki, nawet jeśli zabraknie jakiegoś gracza i plany się trochę skomplikują.

Dlaczego w ogóle zdecydowałeś się na grę w pierwszej lidze?

Wszystko ma ze sobą jakiś związek. Byłem już kilka lat w Ostrowie Wielkopolskim, ale nigdy nie było sytuacji, kiedy nie było żadnego poczucia bezpieczeństwa – pierwszy raz nie było pewności istnienia klubu. Do ostatnich dni nie było tak naprawdę wiadomo, czy klub w ogóle wystartuje w rozgrywkach.

Nie mam 20 lat, aby spakować się w jedną torbę i z dnia na dzień gdzieś pojechać. Mając rodzinę, myśli się o niej, ponieważ w takim przypadku poczucie stabilności jest niezwykle istotne i trzeba o to zadbać. Mieszkamy obecnie we Wrocławiu, więc nie chcieliśmy za daleko jechać. Z drugiej strony, znam się z trenerem Grudniewskim, także już wcześniej były jakieś przesłanki o moim ewentualnym zatrudnieniu.

Poza lokalizacją odpowiadało mi to, że w leszczyńskim klubie jest naprawdę fajnie – jest dobrze i profesjonalnie prowadzony przez Prezesa, dla którego koszykówka to hobby. Naprawdę widać pasję, z jaką on prowadzi ten klub. Kwestie zarobkowe schodzą na dalszy plan – tak po prostu kluby powinny funkcjonować. Na tle pozostałych pierwszoligowych klubów na pewno się wyróżnia, bo wydaje mi się, że większość z nich prowadzonych jest jednak na trochę gorszych warunkach.

Uznałem, że to będzie idealne miejsce dla mnie, jeżeli już miałem zejść ligę niżej. Mówią, że coś przynosi lepszy efekt jeżeli je się małą łyżeczką, a nie chochlą – tak jest w odniesieniu do Polonii Leszno. Wszystko tworzone jest z pasją, małymi kroczkami, dzięki czemu buduje się fundamenty na lata.

W okresie przygotowawczym wspomniałeś, że celem Polonii jest poprawa wyniku z poprzedniego sezonu i walka o awans – czy te plany się jakoś zmieniły i przez Twoją nieobecność są poza zasięgiem?

To jest jak najbardziej aktualne! Mimo, że doznałem takiej kontuzji, drużyna znajduje się w czołówce tabeli. Mam nadzieję, że druga runda będzie jeszcze lepsza, więc dlaczego nie zaatakować i powalczyć o coś więcej? Na pewno nasze ambicje się nie zmieniają, każdy chce zagrać w finale, aby to był o krok więcej niż w poprzednim sezonie.

Rozgrywki są długie, po drodze może być wiele małych niedociągnięć i niespodzianek, więc czas na ocenę będzie po sezonie. Cel, który sobie stawialiśmy jest jednak jak najbardziej do osiągnięcia.

Najważniejsze pytanie – kiedy zobaczymy Cię ponownie na parkiecie?

Wstępnie było mówione, że moja przerwa będzie w granicach 5,5 miesiąca, czyli byłaby to końcówka sezonu zasadniczego. Wszystko poszło zgodnie z planem, rehabilitacja przebiega prawidłowo, wobec tego to może być nawet wcześniej niż w marcu.

Nie chcę narzucać sobie jakiejś presji, ale po ciuchu myślę, że uda mi się wrócić wcześniej niż zakładano przy mojej diagnozie. Jeśli wejdę w normalny trening z obciążeniem, zobaczę jak zniesie to moja noga. Na początku marca zagram już na pewno, ale wszystko zmierza ku temu, że nastąpi to znacznie szybciej.

Jak widzisz swoją dalszą karierę?

Nie ukrywam, że nie chciałbym już skakać z klubu do klubu. Jak człowiek był młodszy, to było trochę łatwiej pod tym względem. Teraz na pewno fajnie jest pograć dłużej w jednym klubie, chociaż moje priorytety przez ostatnie 3-4 miesiące trochę odbiegły od patrzenia daleko w przód.

Wykonuję swoją codzienną pracę z nogą i dopóki nie wrócę do pełnej sprawności to nie będę potrafił skupić się na niczym innym. Nie myślę jeszcze o następnych sezonach, bo tak na dobrą sprawę ten się jeszcze dla mnie nie rozpoczął, ale jakbym miał teraz wybierać, chciałbym zatrzymać się tutaj na dłużej.

Pamela Wrona, @PulsBasketu

Nike Hyperdunk X – w takich butach grają najlepsi! >>




NBA

Znów mamy Polaka o NBA! O drafcie Jeremy’ego Sochana do San Antonio Spurs mówią najlepsi z możliwych ekspertów – gośćmi Kamila Chanasa są Marcin Gortat i Cezary Trybański, dwaj byli gracze NBA. Anegdoty, doświadczenia, rady – bezcenne!
25 / 06 / 2022 9:38
– Mam nadzieję, że Spurs okażą się klubem, który postawi na Jeremy’ego jako na zawodnika ataku. Że trenerzy przygotują dla niego sety, że będą w niego inwestować pod tym względem – mówi ekspert PolskiKosz.pl Radosław Hyży po wyborze reprezentanta Polski w drafcie przez zespół z San Antonio.
24 / 06 / 2022 20:26
Gregg Popovich, cień Tima Duncana, mistrzowskie banery i takież aspiracje – oto obraz San Antonio Spurs wyłaniający się z naszej wyobraźni, która chciałaby, aby Jeremy Sochan miał w NBA jak najlepiej. Niestety, prawda o tym klubie może się okazać nieco mniej kolorowa.
24 / 06 / 2022 15:51
Pięknie jest znów przeżywać wielkie koszykarskie emocje w wypełnionych po brzegi halach. W pojedynku Euroligi Zenit okazał się lepszy od Żalgirisu, ale zwycięzcami okazali się wszyscy uczestnicy imprezy organizowanej przez PolskiKosz.pl. Kowno nie zawodzi!

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Znów mamy Polaka o NBA! O drafcie Jeremy’ego Sochana do San Antonio Spurs mówią najlepsi z możliwych ekspertów – gośćmi Kamila Chanasa są Marcin Gortat i Cezary Trybański, dwaj byli gracze NBA. Anegdoty, doświadczenia, rady – bezcenne!
25 / 06 / 2022 9:38
Był gwiazdą NBA, zarobił gigantyczne pieniądze, ale nigdy nie zapomniał gdzie zaczął zrzucać zbędne kilogramy. Wczoraj po latach młodszy z braci Gasol ostatecznie spłacił dług wdzięczności. Jego – dosłownie i w przenośni – klub z Girony wrócił do hiszpańskiej ekstraklasy. Miasto długo nie mogło zasnąć.