PRAISE THE WEAR

Transferowe niewypały – Czyż, Karnowski i Humphrey…

Transferowe niewypały – Czyż, Karnowski i Humphrey…

Aleksander Czyż, Przemysław Karnowski, czy Michael Humphrey – ich transfery do PLK były sporymi wydarzeniami, jednak na parkiecie, z różnych powodów, pojawiali się tylko na chwilę. Oto lista największych transferowych pomyłek sezonu 2018/19.

Przemysław Karnowski / fot. A. Romański, plk.pl

PZBUK – DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >> 

Aleksander Czyż (Anwil Włocławek) – w sumie 73 minuty w 9 meczach i 24 zdobyte punkty

Czyż miał być ważnym elementem przebudowy, jaka miała miejsce we Włocławku w połowie sezonu. Głównym atutem Olka był polski paszport, który miał otworzyć nowe możliwości jeśli chodzi o rotację Igorowi Miliciciowi. Okazało się jednak, że Michał Ignerski, który potem dołączył do zespołu, wygryzł z rotacji Czyża, a ten na parkiet nie wybiega nawet przy kontuzji Josipa Sobina. Powrót do gry okazał się trudniejszy, niż chyba wszyscy zakładali.

Przemysław Karnowski (Polski Cukier Toruń) – w sumie 103 minuty w 9 meczach i 56 punktów

Nawet najwięksi optymiści muszą być nieco rozczarowani powrotem do Polski Przemysława Karnowskiego. Ciągnące się za nim kontuzje nie pozwoliły mu na regularną grę w tym sezonie i „Big Mamba” w konsekwencji nie był zbyt pomocny zespołowi z Torunia.

Rozczarowanie potęguje fakt, że Karnowski to jeszcze 2-3 lata temu jedna z największych polskich nadziei, według niektórych, nawet na NBA. Rzeczywistość jednak okazała się brutalna, a Przemysław, pomimo wyraźnych postępów jeśli chodzi o swoją sylwetkę, nie zdołał odbudować się jako koszykarz.

W ostatnich dniach reprezentant Polski przeszedł kolejny zabieg, oby wkrótce stanął na nogi i mógł w przyszłym sezonie wykorzystać następne szanse na powrót do gry.




Michael Humphrey (Stelmet Enea BC Zielona Góra) – w sumie 55 minut w 9 meczach i 21 punktów

W trakcie sezonu było wiadomo, że Stelmet myśląc o mistrzostwie potrzebuje wzmocnień. Klub poczynił jakieś ruchy, jednak jak się teraz okazuje, w playoff Igor Jovović korzysta praktycznie z tego samego składu, co w październiku.

Do klubu ściągnięto jeszcze Kodiego Justice’a, który gdyby nie kontuzja, być może dałby tej drużynie więcej, a razem z nim Michaela Humphreya. Amerykański podkoszowy jednak kontuzji nie ma, a na parkiecie pojawia się bardzo rzadko, choć ma atletyzm i dynamikę, której ten zespół czasem potrzebuje.

Wszystko można w efekcie spłycić do stwierdzenia, że Filipa Matczaka wymieniono na Quintona Hosleya. Patrząc na to, jakie nazwiska były przymierzane do gry w Zielonej Górze, to okienko transferowe w wykonaniu Stelmetu można uznać za (trochę nieszczęśliwą – kontuzja Justice’a) katastrofę.

Kaspars Vecvagars, Tywain McKee, Chaz Williams (King Szczecin) – w sumie 393 minuty w 26 meczach i 143 punkty

W Szczecinie w tym sezonie konsekwentnie pudłowali jeśli chodzi o dobór zawodnika na pozycję numer jeden. Najpierw był Łotysz z ciekawym CV, potem Amerykanin z bardzo dobrym CV, a na końcu Amerykanin z anonimowymi klubami w CV. Nikt z nich nie był w stanie prowadzić gry Kinga, każdy z różnych powodów.

Vecvagars nie podałał roli pierwszej jedynki, McKee fizycznie nie był gotowy do gry, a Williams najpierw odbił się od fizycznych rywali, a potem sprawy osobiste zmusiły go do wylotu z Polski.

Hanner Mosquera-Perea – w sumie 150 minut w 8 meczach i 35 punktów

Kolumbijski środkowy przed sezonem prezentował się przyzwoicie. Jego atletyzm zachwycał i można był mieć nadzieję, że zostanie podkoszową opoką Rosy Radom. Jednak sezon dość szybko go zweryfikował. Okazało się, że sama umiejętność skakania nie wystarcza by grać na poziomie PLK i po 8 meczach Kolumbijczyk opuścił Polskę.

(Nie) warci wspomnienia: Earvin Morris (Start Lublin), Danilo Tasic (Arged BMSlam Stal Ostrów Wlkp.), Aleksandar Radulović i Dragoslav Papić (AZS Koszalin), Ja’quan Newton (Miasto Szkła Krosno), Tanel Kurbas (GTK Gliwice), Toney McCray (Trefl Sopot)

GS

PZBUK – DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >> 




Autor wpisu:

POLECANE

tagi

Aktualności

– Koszykówka to moja ucieczka od codzienności – przyznaje koszykarz Mateusz Bręk, u którego sukcesy sportowe w ostatnim czasie przeplatały się z trudnymi doświadczeniami poza parkietem. Kogo dziś widzi? – Po prostu chyba szczęśliwego człowieka, który cieszy się tym, że mógł spotkać się w kawiarni i porozmawiać o życiu – odparł, dodając później, że rozmowa ta była pewnego rodzaju formą terapii.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami