Trefl Sopot – lider wcale nie przypadkiem

Share on facebook
Share on twitter
Doskonały bilans 6-1 i prowadzenie w tabeli. Postawa Trefla w tym sezonie to oczywiście zaskoczenie, ale dobre wyniki zespołu z Sopotu mają logiczne podstawy - skład wyglądana na dobrze dopasowany, a granie bez niepotrzebnych komplikacji daje efekty.
Nana Foulland / fot. A. Romański, plk.pl

PZBUK! Bonus powitalny 500 zł na start – podwajamy pierwszy depozyt!

Kluczowe lato

Po tak bardzo nieudanym sezonie 2018/19 Trefl nie mógł sobie pozwolić na kolejne wpadki i ryzyko związane z transferami. Postawiono więc na sprawdzonych w PLK graczy na obwodzie (Carlos Medlock i Cameron Ayers), którzy mieli być gwarancją jakości i liderami zespołu.

Jednak nie wszyscy gracze to oklepane nazwiska. Ściągnięcie do Sopotu Nany Foullanda i Jeffa Robersona okazuje się być strzałem w 10. Bez tych dwóch graczy można byłoby mieć mocne obawy o defensywę, która jest lepsza, niż można było się spodziewać. Polacy to także ciekawie wyglądający mix młodości z doświadczeniem Pawła Leończyka i Witalija Kowalenki.

Już przed sezonem ten skład mógł się podobać, jednak po poprzednim sezonie szczytem odwagi było wrzucenie w swoich typach Trefla do playoff. Ultra optymistyczny scenariusz, w którym ekipa z Sopotupo 7 kolejkach ma bilans 6-1 raczej nikomu przez myśl nie przeszedł.

Podział ról

Budowa składu to absolutny fundament, jednak nie można zapominać, że wszystkie elementy trzeba zebrać w całość. Pogodzenie ambicji i ego poszczególnych zawodników nie jest przecież łatwym zadaniem, o czym wiele zespołów w PLK niejednokrotnie się przekonało.

Trener Marcin Stefański poradził sobie jednak z tym bardzo dobrze. Tak przydzielił role w zespole, że każdy czuje się ze swoimi zadaniami na parkiecie w miarę komfortowo. To z pozoru jest proste, ale zbudowanie zespołu w taki sposób, by każdy mógł grać swoją ulubioną koszykówkę nie jest łatwym zadaniem.

Nikt nie wymaga od Pawła Leończyka rzutów za 3 punkty, a pozwala się mu grać tak jak najlepiej potrafi, czego efektem jest początek być może życiowego sezonu (średnio 15,3 punktu przy 74% skuteczności z gry (!) i 6,9 zbiórki). I tak można by było wyliczać w przypadku każdego gracza.

Nie ma co komplikować

Czwartkowe zwycięstwo ze Śląskiem Wrocław było imponujące (przynajmniej dla mnie) – Trefl przecież grał bez swojego pierwszego rozgrywającego i na dodatek źle wszedł w mecz. Jednak konsekwencją i dążeniem do gry na swoich warunkach, nie Śląska, sopocianie powoli ten mecz przejmowali.

Może na pierwszy rzut oka w grze Trefla nie ma wielkiej taktyki, 50 zagrywek, czy skomplikowanych systemów obronnych. Ale właściwie po co miałby mieć? Trener Stefański przywiązuje dużą uwagę do fundamentów koszykówki takich jak zbiórka, czy zaangażowanie w obronie, co przy potencjale ofensywnym tego zespołu jest kluczowe do poprawnego funkcjonowania.

Jeśli Jeff Roberson jest najlepszym obrońcą w zespole, to musi kryć najgroźniejszego zawodnika rywali – proste i oczywiste. Efekt? Mathieu Wojciechowski zagrał najgorszy mecz w sezonie na 0/6 z gry. Jest problem z rotacją i trzeba grać Mikołajem Kurpiszem na trójce? Trefl staje strefą, która niweluje potencjalne braki szybkościowe wysokiego Kurpisza w pojedynkach z niższymi rywalami.

Nie są to pomysły, nad którymi trzeba siedzieć godzinami po nocach, ale istotne jest wykonanie, a sopocianie na parkiecie póki co robią wszystko przynajmniej dobrze, a to klucz do tego, by wygrywać mecze w sezonie regularnym.

Grzegorz Szybieniecki

.

POLECANE

tagi