PRAISE THE WEAR

Trefl wygrał, ale dopiero po dogrywce. Czy da się NIE lubić Zyskowskiego?

Trefl wygrał, ale dopiero po dogrywce. Czy da się NIE lubić Zyskowskiego?

Kolejny mecz rodem z NBA! Tyn razem potrzebna była dogrywka. Trefl wygrał z MKS-em 110:102. 35 asyst sopocian oraz 62 punkty rezerwowych - wow!

fot. Andrzej Romański / plk.pl

Trefl przystępował do meczu z pięcioma wygranymi z rzędu, ich rywale z Dąbrowy Górniczej po wtorkowej przegranej w Słupsku odnotowali piątą porażkę z rzędu. Z początku nie dało się odczuć, że spotkały się zespoły na dwóch odległych biegunach – gospodarze trafili cztery “trójki”, z kolei MKS także nie miał problemu ze zdobywaniem punktów. Żadna z drużyn nie przejęła inicjatywy przez pierwsze 10 minut, jednak obie zdążyły się już rozstrzelać (26:24, 50 punktów w I kwarcie). Aż pięciu zawodników w samej pierwszej kwarcie zapisało na swoim koncie 6 “oczek”.

Drugą kwartę świetnie rozpoczęła ekipa Żana Tabaka od serii punktowej 16:7. To był dobry fragment duetu rezerwowych Zyskowski & Van Vliet, którzy swoimi celnymi akcjami doprowadzili swój zespół do pierwszej dwucyfrowej zaliczki po 15 minutach (42:31). Dobre minuty dawał także Jakub Musiał – przed zejściem do szatni zdobył 11 punktów (3/4 za 3). Z drugiej strony bardzo dobre zawody notował Lovell Cabbil, zaś piąty najlepszy strzelec Orlen Basket Ligi Marc Garcia był świetnie zatrzymywany przez Aarona Besta. Finalnie udało mu się uzbierać 14 punktów, co i tak jest jego jednym z gorszych wyników w tym sezonie.

Wypracowana przewaga z początku kwarty utrzymała się do końca pierwszej połowy, dzięki świetnej skuteczności zza łuku koszykarzy Trefla – aż 9/12, 75%! To nie one były największym problemem MKS-u. Przede wszystkim obrona, która kuleje od początku sezonu. Kluby poznały system dąbrowskiego klubu i można powiedzieć, że po prostu “przerzucają” ekipę prowadzoną tymczasowo przez Michała Dukowicza. Warto zauważyć świetną zespołowość gospodarzy – w pierwszych dwóch kwartach zaliczyli już 18 asyst, trafiając 21 rzutów z gry. Na przestrzeni 45 minut aż 35 (!) asyst przy 42 celnych rzutach. Głównym kreatorem był Benedek Varadi (11 asyst i 13 punktów), z ławki 9 asyst dołożył Jakub Schenk.

Gorące ręce koszykarzy Trefla utrzymały się na początku drugiej połowy, w pewnym momencie ich skuteczność za 3 wynosiła 11/14, 78%! Chwilę później ewidentnie uwierzyli w swoje umiejętności strzeleckie, lecz przestrzelili kolejne 4 rzuty zza łuku. To nieco napędziło ofensywę gości, po indywidualnych akcjach punktował Tayler Persons – dzielił się także piłką ze swoimi podkoszowymi, w całym meczu miał 19 punktów (8/16 z gry). Pomimo to chwilowy gorszy fragment gospodarzy nie doprowadził do zmiany prowadzącego, wręcz przeciwnie, momentalnie znów wrócili do dwucyfrowej zaliczki (72:62).

Tego meczu przyjezdni nie chcieli przegrać, a największą determinację było widać u Lovella Cabilla. Amerykanin zdobył ostatnie 7 punktów MKS-u w trzeciej kwarcie, dzięki niemu przed decydującymi 10 minutami przegrywali jedynie czterema “oczkami” (69:73). Swoją formę na początku ostatniej części meczu odzyskał Marc Garcia. Dla niego pół pozycji to jak otwarta! Za sprawą pięciu punktów Hiszpana MKS odrobił wszystkie straty i wrócił na prowadzenie po 20 minutach. Kolejne minuty mocno defensywne (7:7 przez 6 minut IV kwarty), gra ponownie rozkręciła się na cztery minuty przed końcową syreną.

Cios za cios, “trójka” za “trójką”! Po stronie gospodarzy Musiał i Van Vliet, po stronie gości Cabbil i Wilczek. Rolę lidera MKS-u w końcówce przejął niespodziewanie Cabill, sześć punktów z rzędu i “lotka” pod obręcz dla Nicolasa Carvacho (19 punktów i 10 zbiórek, siódme double-double w sezonie), który na 111 sekund przed końcową syreną doprowadził do remisu (90:90). Akcję później widzieliśmy ten sam duet w akcji dwójkowej, Chilijczyk trafił jeden rzut wolny – tak samo odpowiedział Jakub Schenk.

Dwa następne posiadanie to straty – Cabbila z MKS-u i błąd 24 sekund Trefla. Ostatni rzut gości przypadł na świetnie dysponowanego Lovella Cabbila (31 punktów, 8/12 z gry, 5/8 za 3), lecz po świetnej obronie sopocian nie trafił za 3. Ekipie Żana Tabaka zostało mniej niż dwie sekundy, lecz nie zdążyła oddać rzutu, co doprowadziło do dogrywki.

Dodatkowy czas gry świetnie rozpoczęli zawodnicy Trefla Sopot, od serii 11:0 za sprawą m.in. celnych rzutów z dystansu Benedeka Varadiego i Jarosława Zyskowskiego, którzy także dołożyli akcję 2+1. Reprezentant Polski, mimo rozpoczęcia spotkania z ławki, był drugim najlepszym strzelcem zespołu z dorobkiem 27 punktów (11/18 z gry, 3/4 za 3) i 7 zbiórek. Dąbrowianie próbowali jeszcze wrócić do meczu, jednak niecelne rzuty, straty oraz zmęczenie były silniejsze od motywacji do przełamania złej passy. Finalnie gospodarze lepiej zaprezentowali się w dogrywce – 19:11.

Poza niesamowitą liczbą asyst w szeregach Trefla warto wyróżnić aż 62 punkty rezerwowych. Dwóch najlepszych strzelców drużyny zaczynało mecz z ławki – Zyskowski (27 punktów), Van Vliet (28 punktów, 12/18 z gry, 4/6 za 3) i 9 zbiórek. To oni byli wiodącymi postaciami szóstej wygranej z rzędu Trefla Sopot. Wśród MKS-u jest nad czym pracować – atak funkcjonuje bez zarzutu, jednak w jego obronę wielu wchodzi jak w masło. Dzisiejsza porażka MKS-u jest szóstą z rzędu, ostatni mecz w PLK wygrał… 26 października z Dzikami Warszawa.

Autor tekstu: Błażej Pańczyk

Autor wpisu:

POLECANE

tagi

Aktualności

16 lat i… koniec. Tyle musieli czekać kibice z Bostonu na kolejne mistrzostwo swojej ukochanej drużyny. Dokładnie w tym dniu w 2008 roku Celtics zdobyli swoje ostatnie mistrzostwo. Przyznać trzeba jednak, że tym razem zrobili to w wielkim stylu, ponosząc w tych Playoffs tylko trzy porażki. Finał z Dallas, który miał być bardzo zacięty, skończył się tak zwanym „gentleman sweep”, czyli 4:1.
18 / 06 / 2024 12:31
– Koszykówka to moja ucieczka od codzienności – przyznaje koszykarz Mateusz Bręk, u którego sukcesy sportowe w ostatnim czasie przeplatały się z trudnymi doświadczeniami poza parkietem. Kogo dziś widzi? – Po prostu chyba szczęśliwego człowieka, który cieszy się tym, że mógł spotkać się w kawiarni i porozmawiać o życiu – odparł, dodając później, że rozmowa ta była pewnego rodzaju formą terapii.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami