Trener Brandon Roy – z numerem 1 w USA

Share on facebook
Share on twitter

Od bilansu 3-18 do perfekcyjnego 22-0, mistrzostwa Seattle i pierwszych miejsc w krajowych rankingach szkół średnich – fenomenalny debiut Brandona Roya na ławce trenerskiej.

Brandon Roy (fot. wikimedia)
Brandon Roy (fot. wikimedia)

To są buty gwiazd NBA – możesz takie mieć >>

Uwielbiany przez kibiców Blazers, po nieco ponad pięciu latach spędzonych w NBA, okupionych licznymi kontuzjami, ale także okraszonymi trzema występami w Meczu Gwiazd, Brandon Roy nieco zapadł się pod ziemię. Od koszykówki trzymał się z dala. Na mecze nie chodził nawet w charakterze kibica. Twierdził, że to wzmaga w nim uczucie tęsknoty.

Jak Feniks z popiołów
I tak przez prawie cztery lata od ostatniego z pięciu występów w Minnesota Timberwolves. Aż do czerwca ubiegłego roku, kiedy przyjął posadę trenera w Nathan Hale High School w rodzinnym Seattle.

Zespół w zakończonych rozgrywkach osiągnął fatalny bilans 3 zwycięstw i aż 18 porażek. Na przestrzeni pięciu lat drużynę prowadziło pięciu różnych trenerów, ryzyko zwolnienia było spore. Nikomu przez myśl nie przeszedł cudowny scenariusz, jak z amerykańskiego filmu o sporcie.

W ciągu kilku miesięcy od zatrudnienia Brandona Roya do Nathan Hale zaczęli przechodzić kolejni zawodnicy. W sumie było ich siedmiu, a wśród nich umieszczany w czołówkach krajowych rankingów Michael Porter Jr oraz jego młodsi bracia – Jontay i Corban.

Niektórym obserwatorom wydało się to nieco podejrzane, ale były gwiazdor Portland Trail Blazers zapewnił, że nie miał z tym nic wspólnego i przed dołączeniem do zespołu wspomnianych zawodników nie zamienił z nimi choćby słowa.

Główną przyczyną przeprowadzki rodziny Porterów do Seattle był fakt, że Michael Jr i Jontay podpisali list intencyjny z pobliskim University of Washington, a głowa rodziny, Michael Sr „przypadkowo” otrzymał tam ofertę pracy w sztabie trenerskim uczelnianej drużyny (ot, taka cicha forma przekupstwa).

Tak czy inaczej młodzi mieli do wyboru cały szereg innych szkół, w tym sklasyfikowaną wówczas wyżej Oak Hill Academy, ale ponoć gdy tylko dowiedzieli się, że mają okazję zagrać u lokalnej legendy, nie wahali się ani chwili.

Tissot – niezwykła kolekcja zegarków dla fanów NBA >>

Dziś Seattle, jutro całe USA

Twarda defensywa i jak najszybsze przejście z obrony do ataku – tych podstaw wymaga Brandon Roy i z czasem zaczęły one przynosić niespodziewanie dobre rezultaty. Raiders wygrywali mecz za meczem, a wcale nie mierzyli się ze słabeuszami. Metro League w Seattle jest bowiem uznawana za jedną z mocniejszych w kraju, a w świat wypuściła takich graczy jak Jamal Crawford, Jason Terry czy Nate Robinson.

W grudniu, w finałowym meczu turnieju Les Shwab Invitatonal, rozgrywanego w Portland rozprawili się z zajmującą pierwsze miejsca w krajowych rankingach Sierra Canyon School z Los Angeles.

Kilka tygodni później z kolei z kwitkiem odprawili również mistrzów kraju ze wspomnianego Oak Hill. Nabrali takiego rozpędu, że nikt nie mógł ich zatrzymać.

Ani się obejrzeli, a mieli już bilans 21-0 i przygotowywali się do finałowego starcia o mistrzostwo miasta z Garfield, reprezentacją liceum, którego barw za młodu bronił właśnie Brandon Roy.

Poszło znacznie łatwiej, niż się można było tego spodziewać. Już do przerwy Nathan Hale prowadziło aż 49:16. Michael Porter Jr zaaplikował rywalom 39 punktów i zebrał 13 piłek, prowadząc swój zespół do efektownego zwycięstwa 91:58.
W miniony piątek, 10 lutego, po perfekcyjnym sezonie Raiders po raz pierwszy od 1992 roku wygrali miejskie rozgrywki w Seattle.

Kolejnym celem jest pierwszy od 23 lat turniej stanowy. W chwili obecnej Nathan Hale znajduje się na szczycie siedmiu krajowych rankingów szkół średnich przygotowanych przez internetowe serwisy Prepnation.com, Ballislife.com, Bluestarmedia.com, FlooHoops.com, HSHoopsElite, USA Today oraz Maxpreps.com.

Michael Porter Jr natomiast ze średnimi na poziomie 37,6 pkt. i 14,8 zb. znalazł się na 1. miejscu zestawienia TOP 100 klasy 2017 przygotowanego przez ESPN.

Roy nie mógł sobie wymarzyć lepszego debiutu na ławce trenerskiej. Czy w związku z tym zamierza niebawem zaatakować NCAA? Czy jednak pensja 6 tys. dolarów miesięcznie i praca z młodszymi koszykarzami wystarczy?

– Nie wiem, dokąd to zmierza, ale w tej chwili jestem szczęśliwy – komentował historyczny wyczyn swojej drużyny. – Moje dzieci mają stabilizację. Nie muszę martwić się o ewentualne przeprowadzki. Jeśli przeszedłbym na kolejny poziom, praca byłaby nieco bardziej wymagająca. Jestem szczęśliwy w miejscu, w którym jestem.

To są buty gwiazd NBA – możesz takie mieć >>

Mateusz Orlicki