• Home
  • PLK
  • Trenerzy w Treflu – dlaczego Jukka Toijala był pomyłką?

Trenerzy w Treflu – dlaczego Jukka Toijala był pomyłką?

Share on facebook
Share on twitter

Szkoleniowiec z Finlandii w Sopocie okazał się niewypałem. Poprawa ataku nie dała wyników, gdyż katastrofalnie wyglądała obrona. Jukka Toijala nie wypadał lepiej niż zwolniony wcześniej Marcin Kloziński.

Sasa Zagorac / fot. Krzysztof Cichomski, King Szczecin

Jukka Toijala miał być trenerem, który wykorzysta potencjał zespołu i pomoże wspiąć się sopocianom w górę tabeli Energa Basket Ligi. Tak twierdził prezes Trefla Sopot Marek Wierzbicki przy okazji ogłaszania umowy. Ostatecznie krótka kadencja Toijali okazała się klapą, a Trefl po raz kolejny popełnił spory błąd. Zresztą nie pierwszy w ostatnich 2-3 latach, o czym pisywaliśmy na łamach PolskiKosz.pl

Po słabych ponad 3 miesiącach Trefla pod wodzą Toijali możemy ocenić, co poszło nie tak w tej drużynie.

Wzmocnienie ataku

Toijala objął zespół z Sopotu pod koniec listopada z bilansem 1-6 i zdecydowanie większymi aspiracjami niż walka o utrzymanie. Oprócz zmiany na ławce trenerskiej, dokonano roszad także w szatni. Pożegnano się z Vernonem Taylorem, jeszcze w listopadzie zatrudniono Toney’ego McCraya, z którym zresztą rozstano się po 3 meczach. Do składu za kadencji Toijali trafili także Jonte Flowers, Saša Zagorac, Ovidijus Varanauskas.

Te wszystkie zmiany dały jednak nieznacznie lepsze wyniki – z nowym trenerem sopocianie wygrali tylko 3 z 12 meczów.
Abstrahując do wyników zespołu, o funkcjonowaniu ataku nie można powiedzieć nic złego. Trefl z Finem na ławce trenerskiej miał 3. najlepszą ofensywę w lidze i był bardzo blisko dwóch najlepszych zespołów w lidze (Anwil, Polski Cukier). Aż 117.8 punktów na 100 posiadań można było uznać za wynik nawet powyżej oczekiwań.

Drużyna z Trójmiasta w całym sezonie jest efektywna w kontrach i zdobywa w ten sposób 1.262 punktu na posiadanie, ale to pod wodzą Toijali punkty po szybkim ataku zaczęły być istotniejsze. Wzrosła także skuteczność w rzutach za 3 punkty – z 29.8 proc. do aż 40.

To, czego nie udało się w pełni stworzyć w ofensywie Marcinowi Klozińskiem między innymi z powodów z kontuzji Bakera i Milovanovicia na początku sezonu i braku znaczących wzmocnień w składzie, udało się Finowi.

Tragiczna obrona

O ile praca, jaką wykonał – już były – trener w usprawnieniu ataku była solidna, o tyle defensywa miała wartość ujemną. Z nowym szkoleniowcem Trefl tracił 126.8 punktu na 100 posiadań, co jest wynikiem kompromitującym. Ten wyniki jest typowy dla drużyn z dna tabeli, historycznie słabych drużyn oraz niewydolnych klubów.

W Sopocie w obronie brakowało i brakuje twardości oraz defensywnego centra, który mógłby bronić strefy podkoszowej i postraszyć blokiem. Z pomalowanego wiele drużyn chce oddawać swoje rzuty, bo tam jest największa szansa na zdobycie punktów. W całym sezonie z trumny Trefl pozwalał na trafianie 66.4 proc. rzutów i jest słaby wynik, szczególnie gdy przyrównamy go do wyników takich drużyn, jak np. Anwil (55 proc.).




Zdarzały się takie mecze jak z Hydrotruckiem, który trafił 24 z 28 rzutów spod kosza! Milan Milovanovic w najlepszym razie jest tylko przeciętnym obrońcą i nie jest odpowiedzią na te defensywne problemy. Pozwala rywalom zdobywać 1.136 PPP oraz słabe 1.111 PPP przy grze tyłem do kosza. Kłopotem w drużynie Fina była również defensywa na dystansie, bo tam rywale trafiali aż z 41 proc. skutecznością. Naprawdę ciężko znaleźć pozytywy w tej obronie…

Nie było postępów

Okazuje się, że drużyna Toijali, po wszystkich zmianach personalnych, które przeprowadzono w jego czasie, była gorsza o 5.3 punktu na mecz od rywali, a zespół Marcina Klozińskiego wcześnie był słabszy o 4.9. To pokazuje, że ta drużyna nie zrobiła praktycznie żadnych postępów, mimo wydatków. Czy z jednym, czy z drugim trenerem oczekiwana liczba wygranych meczów w całym sezonie waha się w granicach 7-8 zwycięstw.

O ile w ofensywie można znaleźć jasne punkty i rozwiązania, które nowy trener może wykorzystać, o tyle obronę trzeba zmienić natychmiast. Zadanie dla Marcina Stefańskiego? Połączyć atak, który zaproponował Toijala i obronę, przynajmniej na poziomie tego, co stworzył Kloziński. Przed „Stefanem” staje ogromne wyzwanie już debiutanckim sezonie.

Jacek Mazurek