• Home
  • NBA
  • Co za triple-double! A może James Harden ma trochę racji?

Co za triple-double! A może James Harden ma trochę racji?

Share on facebook
Share on twitter

Houston Rockets pokonali San Antonio 101:99 na ich parkiecie, a brodacz znów zagrał znakomite spotkanie – zdobył 24 punkty, miał 12 zbiórek i 15 asyst.

(Fot. Wikimedia Commons)
(Fot. Wikimedia Commons)

Wszyscy się pewnie głośno roześmiali, gdy James Harden powiedział, że jest zarazem i najlepszym rozgrywający, i w ogóle koszykarzem NBA. Ok, śmiejemy się z tego wciąż, ale po takim meczu w San Antonio – może jednak trochę mniej.

Kontekst jest ważny – przecież Spurs to inteligentny zespół, który radzi sobie z ograniczaniem wybitnych jednostek. Mają Kawhiego Leonarda, ale też cały system defensywny – tymczasem w środę nic nie zdawało egzaminu.

Rockets prowadzili w San Antonio od początku – Harden już w pierwszej kwarcie miał 9 punktów, 6 asyst i 3 zbiórki. Spurs wciąż byli blisko, w połowie ostatniej części nawet minimalnie na czele, ale Harden rozdał dwie asysty i trafił sam na 96:90.

Końcowy wynik został ustalony już minutę przed końcem, potem były pudła i straty. Leonard nie trafił dwóch rzutów, LaMarcus Aldridge w ostatniej sekundzie dobijał jego rzut, ale też nieskutecznie.

Też możesz mieć buty, w których gra Kawhi Leonard >>

Spurs przegrali już trzeci mecz we własnej hali (w poprzednim sezonie bilans 40-1), Rockets zrównali się z nimi bilansem 5-3. Warto podkreślić, że drużyna z Houston aż 7 z 8 meczów rozegrała na wyjazdach – teraz wraca do siebie na… rewanż ze Spurs w sobotę.

A Harden? Pierwsze triple-double w sezonie psują oczywiście straty – brodacz znów miał ich aż 8. Ale póki drużyna wygrywa…

PG