Twarde Wilki – sukces Kinga na wybojach

Twarde Wilki – sukces Kinga na wybojach

Share on facebook
Share on twitter

Po pierwszej rundzie wydawało się, że King Szczecin nie ma najmniejszych szans na awans do playoff. Jednak zmiana stylu zespołu Łukasza Bieli i niezłe transfery dały kolejny awans.

Łukasz Biela i King Szczecin / fot. A. Romański, plk.pl

PZBUK – DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >> 

Mało kto wierzył 

King w przedsezonowych rankingach zajmował najczęściej 6. miejsce. Niektórzy nawet cenili szczecinian wyżej niż Stal, a z zespołu płynęły zapowiedzi o walce nawet o medale. Presja i oczekiwania były uzasadnione. Udało się drużynę wzmocnić, a trzon z poprzedniego sezonu pozostał bez zmian.

Problemy jednak pojawiły się dość szybko. Trener Mindaugas Budzinauskas, odpowiedzialny za kształt zespołu i dobrą grę w poprzednim sezonie, poważnie zachorował, co było bolesnym ciosem dla drużyny i całego środowiska koszykarskiego. Litwin w tym sezonie na ławkę wrócił tylko na chwilę, a drużyną zaopiekował się Łukasz Biela, dotychczasowy asystent, który nie miał doświadczenia w prowadzeniu zespołu w PLK.

King nie funkcjonował na początku rozgrywek tak jak powinien. Zaczął od bilansu 5-7, a pierwszą rundę skończyli z 6 zwycięstwami w 15 meczach.

Morale poszły w dół. King już nawet nie był typowany do playoff, choć potencjał kadrowy nadal ich do tego predysponował. Szczecinianie grali archaiczną koszykówkę zaprojektowaną przez Budzinauskasa, która w poprzednich latach przynosiła efekty, a teraz zderzała się z szybkim tempem i rzucaniem za 3 punkty przez wszystkie zespoły w lidze.

Czas na zmiany

Reakcja musiała być natychmiastowa. W przeciwnym wypadku King zaliczyłby klęskę, bo tak trzeba by było nazwać brak awansu do ósemki.

Na szczęście dla szczecinian, trener Biela zdecydował się odejść od tego, co King grał na początku sezonu. Udało się grę przyspieszyć, King nawet zaliczył serię 4 spotkań, w których padało w sumie więcej niż 190 punktów.

Korekty były potrzebne także w składzie. Udało się do Szczecina ściągnąć Justina Wattsa, który w pierwszych swoich meczach mocno odmienił grę zespołu. Dodał tak bardzo potrzebny rzut za 3 punkty, nie osłabiając przy tym atletyzmu drużyny.

Druga runda przyniosła wreszcie zwycięstwa. Bilans 9:5 i w końcu awans do górnej ósemki. Teraz King cieszy się z miejsca w playoff, a postrzeganie szczecinian zmieniło się o 180 stopni. Już teraz nie tylko są zespołem środka tabeli, ale może i nawet realnym zagrożeniem dla czołówki. Wygrać serii zapewne nie wygrają, ale już do wysiłku faworytów mogą zmusić.

Pokazali to chociażby w Gdyni, gdzie pokonali Arkę 81:72. Swoją fizycznością sprawi sporo kłopotów Stelmetowi Enei BC, czy Anwilowi. King to charakterna grupa zawodników, która nie boi się rywalizacji, czy nawet brudniejszej gry i prowokowania przeciwnika. Również dlatego seria w playoff z nimi niekoniecznie będzie należeć do najprzyjemniejszych.

Rozgrywający pod ręką

Złe funkcjonowanie drużyny na początku sezonu można było zrzucić m. in. na kłopoty z pozycją rozgrywającego. W zbudowanym latem składzie Kaspars Vecvagars był tym, który miał prowadzić grę Kinga w tym sezonie. Łotysz jednak się nie sprawdził i dość szybko z niego zrezygnowano.

Potem zatrudniono Tywaina McKee, kolejnego gracza, którego można było kojarzyć z gry w Europie. Amerykanin jednak okazał się nieprzygotowany do sezonu pod względem fizycznym, choć jego mądrość w grze bywała przydatna.

Ostatecznie w składzie jest Chaz Williams, filigranowym Amerykanin, który nie miał za sobą wielkich klubów w Europie – wprawdzie w ostatnich 2-3 meczach nieco odżył, ale trudno go nazwać graczem pierwszego planu. W Szczecinie poszukiwano wciąż odpowiedniego rozgrywającego, który robiłby różnicę.

Okazało się, że taki jest pod ręką. Jakub Schenk zalicza najlepszy sezon w karierze, jest z pewnością jednym z najpoważniejszych kandydatów do nagrody za największy postęp. Zdobywa średnio 11,8 punktu, rozdaje 4,9 asysty i trafia 35% rzutów za 3.

Śmiało można stwierdzić, że gdyby nie on, Kinga nie byłoby w playoff.




Od asystenta do trenera 

Awans do playoff ma wielu autorów, ale to Łukaszowi Bieli należą się wyjątkowo długie brawa. Nieoczekiwanie został w pełni odpowiedzialny za wyniki zespołu, choć sytuacja miała być tylko tymczasowa. Fachu pierwszego szkoleniowca musiał nauczyć się w trybie ekspresowym, dodatkowo działając na żywym organizmie w pojedynkę.

Gdyby wypadł z Kingiem poza ósemkę, narracja byłaby taka, że Biela nie dał rady. Skoro awansował, to należy także przypisać tylko jemu te zasługę pomijając rolę Budzinauskasa.

Trener Biela samodzielną, ciężką pracą odmienił grę Kinga. Szczecinianie z zespołu tylko pchającego się pod kosz i mocnego w defensywie stworzył siódmą obronę w lidze i szósty atak. Wreszcie ten balans został zachowany, a zespół dostosował się do trendów panujących w obecnej koszykówce.

Nieoczekiwany trener zdał egzamin, a wisienką na torcie było zwycięstwo w Gdyni. Jeśli tylko będzie w stanie wyzwolić w swoich graczach odpowiednią koncentrację to King będzie naprawdę trudnym rywalem w playoffowej serii.

Grzegorz Szybieniecki

PZBUK – DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >> 




POLECANE

tagi

NBA

Drugi odcinek #StrefaChanasa na rozpoczęcie koszykarskiego sezonu 2020/21! Gośćmi Kamila są: trener Mihailo Uvalin oraz Radosław Hyży, był znany zawodnik, a obecnie także trener. Czego spodziewają się po zespołach ekstraklasy?

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Euroligowe potęgi z nieograniczonymi budżetami oraz jedna z najbogatszych lig na Starym Kontynencie? To już nieaktualne. Kibice przyzwyczaili się do wielkich gwiazd nad Bosforem, ale drogich graczy w tureckiej BSL prawie już nie widać. O pogarszającej się sytuacji pisze Wojciech Malinowski, analizując spadające zarobki graczy.
Takich jak on w historii europejskiego basketu było niewielu. I nie chodzi o same liczby, które dziś wciąż robią wrażenie. Przez lata skrywał przed kolegami swoją chorobę. Do końca życia walczył na zawodowych parkietach. Jeden z najwybitniejszych strzelców w historii europejskiej koszykówki, Alphonso Ford zmarł równo 16 lat temu.
Trwa tworzeniu planu na stworzenie ligi 3×3 już w czerwcu – w porannym programie w Polsat Sport zdradził prezes PZKosz, Radosław Piesiewicz. Przy braku sportu na żywo taka inicjatywa wydaje się być racjonalna i może przynieść wiele korzyści.
1 / 05 / 2020 11:53