Twardziel Jerry Sloan – bo inaczej nie potrafił

Twardziel Jerry Sloan – bo inaczej nie potrafił

Share on facebook
Share on twitter
Najlepiej czuł się na prowincji, miał duszę farmera, który po prostu musi porządnie skończyć swoją robotę. Jerry Sloan (1942-2020) był legendą Utah Jazz, ale i Chicago Bulls, jednym z najwybitniejszych i charyzmatycznych trenerów NBA.
Jerry Sloan i Karl Malone / fot. wikimedia commons

Kompleksowa oferta medyczna we Wrocławiu– poznaj SportsMedic >>

„To był fenomenalny trener i bardzo szanowana osoba. To był prawdziwy człowiek koszykówki, którą ją kochał. Będzie nam go bardzo brakowało” – komentował śmierć 78-letniego Jerry’ego Sloana wyraźnie wzruszony Stephen A. Smith, komentator stacji ESPN. 

To bardzo trudny moment dla całej NBA” – dodaje chwilę później Jalen Rose, były zawodnik m.in. Chicago Bulls a dzisiaj ekspert ESPN. W podobnym tonie wypowiadają się byli i obecni zawodnicy, trenerzy oraz zwykli fani NBA. Tak żegna się wielką osobowość, tak żegna się wielką legendę, którą  niewątpliwie był Jerry Sloan. 

Koszykówka dała mi szansę doświadczyć rzeczy o których nawet nie marzyłem jako mały chłopiec dorastający na farmie, szesnaście mil od najbliższego miasteczka, wraz z matką oraz dziewięciorgiem rodzeństwa” – tak Jerry Sloan zaczął swoją przemowę podczas uroczystości z okazji przyjęcia do Galerii Sław Koszykówki (2009 rok, wideo poniżej). 

Dalej Sloan spokojnym głosem opowiadał o swojej drodze na szczyt, niezrażony salwami śmiechu publiczności, która uznała jego opowieść za anegdotę. Ale to nie była anegdota.

.

Gdy mały Jerry miał 4 lata, zmarł jego ojciec. Szukając męskiego wzorca znalazł do w trenerze Gene’m Haile, który ganiał go po bieżni boiska szkoły średniej w McLeansboro. „Z całego serca nienawidziłem tego, ale dzisiaj wiem, że nic lepszego nie mogło mnie wtedy spotkać. Byłem bezczelnym dzieciakiem, który wszystko wie lepiej” – wspominał Sloan. Haile znał się na szlifowaniu diamentów, przekonał też rodzinę, że przyszłość Jerry’ego nie jest na farmie, ale na parkiecie.

Sloan szybko się uczył. Do tego imponował fizycznością: prawie dwa metry, silny, atletyczny typ. Nic dziwnego, że na drodze do  Gobbler Knob wciąż wymijały się samochody z przedstawicielami renomowanych college’ów. „Pamiętam, że jeden z nich pojawił się o 1.30, bo zgubił się na drodze między polami naftowymi” – mówił przyszły trener Utah Jazz. 

Prowincja i praca

Dał się skusić Illinois, aby po chwili ją porzucić: źle czuł się w ogromnym kampusie. “Tęskniłem za domem. Nigdy nie byłem wcześniej poza granicami swojego hrabstwa” – mówił. Wolał pola naftowe wokół McLeansboro. 

Pracował przy szybie wiertniczym i wydawało się, że zapomniał już o koszykówce. Aż do rozmowy z mamą: „chcesz  tak harować do końca życia?” spytała. Tego samego dnia zadzwonił do Arada McCutchana,  trenera na University of Evansville, z zapytanie o wolne miejsce w jego drużynie. Niestety, co prawda trener chciał przyjąć go z otwartymi ramionami, ale nie mógł zapewnić mu stypendium.

Jerry nie poddał się – zaczął pracować w lokalnej fabryce lodówek. ”Pomogło mi to w adaptacji do nowego środowiska” – w swoim stylu komentuje Sloan. 

Potwierdziło się, że Jerry najlepiej czuje się na prowincji: 15.7 pkt. oraz 12.4 zb. średnio na mecz, to jego statystyki z tamtego okresu. W 1964 i w 1965 zespół ze Sloanem w składzie zdobywał mistrzostwo II dywizji NCAA (w drugim sezonie z bilansem 29-0). Coraz częściej pytały się o niego kluby NBA. Trafił ostatecznie do Baltimore Bullets.

Ikona Chicago Bulls

Nie byłem przygotowany do gry w tej lidze” – wspominał. Niby grał prawie 17 minut na mecz, niby zdobywał 5,7 średnio, ale nie czuł się tam dobrze. Nie wahał się, gdy po zakończonym sezonie otrzymał ofertę z Chicago Bulls.

„Sloan to dobry strzelec ale przede wszystkim  świetny obrońca” – pisał w swojej książce „Maverick – more than a game” Phil Jackson. Nie wiedział  wtedy, a był to 1975 rok, że jeszcze wielokrotnie spotka Jerry’ego na swojej drodze. A ten grając w Bykach dwa razy został wybrany do Meczu Gwiazd, raz został nominowany do pierwszej piątki obrońców NBA. 

Musiałem  grać twardo, bo tylko tak potrafiłem” – mówił skromnie. Zbyt skromnie, bo przecież koszulka z jego numerem zawisła  pod sufitem United Center.

W 1979 roku Jerry Sloan znowu zasiadł na ławce Chicago Bulls. Tym razem jako trener (wtedy drugi najmłodszy w lidze). Początki były trudne: zespół przez niego prowadzony  przegrał 15 z 20 meczów. Później był trochę lepiej, ale bilans 34-48 nie dał awansu do play-offs. Ta sztuka udała się w kolejnym sezonie (udało się wygrać z Knicks w pierwszej rundzie). 

Sloan zakończył swoją przygodę z Bykami w trzecim roku swojego kontraktu: bilans 19-32 spowodował, że postanowiono się z nim rozstać. „Byłem rozczarowany. Uważam, że nie było to w porządku” – mówił. 

Prawdziwy Sloan w Utah

Po krótkim epizodzie w CBA (Evansville Thunder), Sloan otrzymał propozycję z NBA. Z Utah Jazz. Miał być asystentem Franka Laydena. Był rok 1984. I tak się zaczęła jego trwająco do 2011 roku przygoda z „Jazzmanami”. U Laydena terminował cztery lata, aby tuż przed świętami w 1988 roku, zupełnie nieoczekiwanie, przejąć po nim prowadzenie drużyny. 

To on stworzył tożsamość Utah Jazz – bezinteresowność, twardość i zespołowość” – tak twittuje dzisiaj Quin Snyder, obecny trener zespołu z Salt Lake City. 

Charakter zespołu odpowiadał charakterowi samego Sloana. W grze Malone’a i Stocktona nie było może fajerwerków, ale widać było dyscyplinę, pracę oraz konsekwencję. ”On jest farmerem. Wstaje rano i mówi: musimy wykonać swoją robotę” – tak opisywał metody pracy Sloana, Frank Layden.  

Pewnie dałoby to Utah mistrzostwo, gdyby nie to, że musieli zetknąć się z najlepszą drużyną w historii koszykówki. W obu finałach (1997 i 1998 rok) Chicago Bulls po prostu byli zbyt mocni.

Rywalizacja z Bykami kosztowała go bardzo dużo. Po kilku latach przyznał się Jackowi McCallumowi ze Sports Illustrated, że “za dużo pił, za dużo palił, zamiast troszczyć się o rodzinę wolał przebywać w barach”. Potrzeba było terapii szokowej, jaką była choroba jego żony, Bobbye, aby Sloan zmienił wiele w swoim życiu. „Myślałem, że nie miało to na mnie wpływu, ale rodzina uświadomiła mi, że tak nie jest” – mówił. 

Śmierć Bobbye (ich małżeństwo trwało 41 lat), w 2004 roku, był dla niego traumatycznym przeżyciem. Poznał ją jeszcze w McLeansboro, to ona służyła mu radę w najtrudniejszych momentach jego kariery. To jej obiecał, że nie rzuci prac w Salt Lake City. 

Wytrzymał w swoim postanowieniu do 10 lutego 2011 roku. Wtedy to doszło do scysji pomiędzy nim a Deronem Williamsem, znanym rozgrywającym Jazz. „Od początku mojej kariery trenerskiej miałem ‘trudne’ rozmowy z zawodnikami. Ale teraz już nie mam siły” – uzasadniał. Po 23 latach pracy w charakterze pierwszego trenera Utah Jazz, z 1223 zwycięstwami na koncie (4. miejsce w liście wszech czasów).

Ostatnie lata to walka z parkinsonem oraz demencją. „Jerry znany jest ze swojego twardego charakteru oraz odwagi. Stawia czoło największemu wyzwaniu w swoim życiu i myślę, że jak zawsze dotychczas osiągnie swój cel dzięki charakterowi” – mówił jeszcze niedawno  Wayne Boultinghouse, jego kolega z pokoju w Evansville College.

Daniel Szczypior

POLECANE

Premie za sukces reprezentacji Polski na mundialu w Chinach uzależniono od podpisania bardzo specyficznych dokumentów i dodatkowych świadczeń dla sponsorów – pisze Przegląd Sportowy. Na taką współpracę z PZKosz poszła jedynie część kadrowiczów.

tagi

NBA

Na grę Denis Long, pod kiepskim pretekstem, nie zgodził się komisarz NBA. Lusia Harris miała Harris miała dostać szansę, ale zaszła w ciążę. Kilka razy przymierzano się do zatrudnienia koszykarek w NBA, ale pomysł ostatecznie nigdy (jeszcze?) nie wypalił.
30 / 05 / 2020 11:45
Kopalnia anegdot i żywa historia polskich parkietów. Gościem podcastu Kamila Chanasa jest Grzegorz Mordzak, zawodnik Pogoni Prudnik, a wcześniej wielu zespołów 1. ligi oraz ekstraklasy. Mimo już 43 lat, wciąż świetnie radzi sobie na boisku.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Kopalnia anegdot i żywa historia polskich parkietów. Gościem podcastu Kamila Chanasa jest Grzegorz Mordzak, zawodnik Pogoni Prudnik, a wcześniej wielu zespołów 1. ligi oraz ekstraklasy. Mimo już 43 lat, wciąż świetnie radzi sobie na boisku.
1 / 06 / 2020 9:18
W Europie jest dziś prawdopodobnie najpopularniejszym celebrytą promującym koszykówkę. Darko Perić, jedna z gwiazd serialu “Dom z papieru” robi ostatnio furorę także jako dziennikarz. Jest częstym gościem na meczach, rozpoczął współpracę z Euroligą.
26 / 05 / 2020 10:03
Zawodnicy (i część klubów) postawili na swoim. Władze najlepszym rozgrywek na Starym Kontynencie podjęły decyzję, aby odwołać resztę sezonu Euroligi i EuroCup. Nowy sezon ma ruszyć 1. października, w tym samym składzie 18 zespołów.
Trwa tworzeniu planu na stworzenie ligi 3×3 już w czerwcu – w porannym programie w Polsat Sport zdradził prezes PZKosz, Radosław Piesiewicz. Przy braku sportu na żywo taka inicjatywa wydaje się być racjonalna i może przynieść wiele korzyści.
1 / 05 / 2020 11:53
Coraz więcej sygnałów mówi o tym, że igrzyska olimpijskie Tokio 2020 zostaną przełożone w związku z panującą epidemią koronawirusa. Nie będzie więc raczej turnieju reprezentacji Polski 5×5 w Kownie oraz eliminacji zespołu 3×3. Realny staje się scenariusz, że najbliższe mecze koszykówki zobaczymy dopiero jesienią.
23 / 03 / 2020 12:34