Ucałował parkiet, trafił za trzy – Paul Pierce pożegnał Boston

Share on facebook
Share on twitter

Wyszedł w pierwszej piątce, dostał kilka długich owacji, a potem wrócił na ostatnie 19 sekund i trafił rzut za trzy. W symboliczny sposób pożegnał się z Celtics.

W NBA gra się w takich butach >>

To był wzruszający wieczór w TD Garden i każdy rozumiał jego powagę. Paul Pierce, drugi strzelec w historii Boston Celtics, mistrz z 2008 roku, przyjechał na swój ostatni mecz w tym mieście. Trener Doc Rivers, także przecież były Celt, wypuścił go na boisko w pierwszej piątce, choć 39-letni koszykarz nie grał w meczu od Sylwestra.

Po pięciu minutach i jednym spudłowanym rzucie z gry Pierce wrócił na ławkę, żegnany kolejną owacją – wcześniej były te na rozgrzewce i podczas prezentacji. Ale w ostatnich sekundach, gdy mecz był już rozstrzygnięty na korzyść Celtics, publiczność wywołała Pierce’a na boisko po raz kolejny:

https://www.youtube.com/watch?v=6rtWNe7L1Ic

Piękne, prawda?

To było świetne pożegnanie z Celtics, gdzie Pierce spędził pierwsze i najbardziej udane 15 lat swojej kariery w NBA. Pochodzący z Kalifornii koszykarz, który od dawna powtarzał, że jego krew jest zielona, obok Johna Havlicka i Larry’ego Birda jest jednym z trzech graczy Celtics w historii, którzy zdobyli dla klubu 20 tys. punktów.

To był świetny wieczór. Jestem wdzięczny za to, że Doc wprowadził mnie na parkiet wiedząc, że to mój ostatni mecz w Bostonie. To był dla mnie zaszczyt. Dokładnie 18 lat temu rozegrałem swój pierwszy mecz w karierze, teraz ją kończę, znów jako gracz pierwszej piątki. Niesamowite – mówił Pierce.

I rzeczywiście takie było, przecież debiutował w NBA w skróconym przez lokaut sezonie 1998/99, który rozpoczął się właśnie dopiero 5 lutego. W swoim pierwszym meczu przeciwko Toronto Raptors „The Truth” zdobył 19 punktów i wystartował do wielkiej kariery.

PS Dodajmy tylko, że niedzielny mecz 107:102 wygrali Celtics, dla których 28 punktów zdobył Isaiah Thomas.

POLECANE

Na boisku najbardziej brakuje obrony i zbiórek, a skład drużyny z Wrocławia po prostu jest źle zbudowany. Wszystko wskazuje na to, że za kiepski początek sezonu posadą zapłaci Andrzej Adamek, ale sama wymiana trenera nie uratuje jeszcze sytuacji.

tagi