Vince Carter – człowiek UFO i historia Kanady

Vince Carter – człowiek UFO i historia Kanady

Share on facebook
Share on twitter
Gdyby wujek Oliver nie wrzucił do łóżeczka swojego bratanka piłki do koszykówki, to Vince byłby pewnie dzisiaj utytułowanym kierowcą NASCAR, a nie przyszłym członkiem Galerii Sław Koszykówki.
Vince Carter, (fot. Wikimedia Commons)

PZBUK – zarejestruj się i zgarnij cashback aż 200 złotych! >>

Dlaczego wciąż jestem w grze? Bo kocham koszykówkę” – mówił jeszcze kilka miesięcy temu 43-letni Vince Carter. Kilka dni temu powiedział jednak „pas”, kończąc jedną z najbardziej niezwykłych karier w historii NBA. Po 22 latach.

Gdyby wujek Oliver nie wrzucił do łóżeczka swojego bratanka piłki do koszykówki, to Vince byłby pewnie dzisiaj utytułowanym kierowcą NASCAR, a nie przyszłym członkiem Galerii Sław Koszykówki. Daytona Beach, miejscowość w której na świat przyszedł „Air Canada”, znane jest z samochodowego toru wyścigowego, którego trybuny są w stanie pomieścić ponad 100 tys. widzów (w Daytona Beach zameldowanych jest 64 tys. osób). 

Autorytet wujka Olivera (na początku lat 80 był w składach Chicago Bulls oraz San Antonio Spurs) jednak przeważył.

– Do życia potrzebne były mi trzy rzeczy: boisko do koszykówki, kilka gier video oraz coś do jedzenia – wspomina swoje dzieciństwo Carter. Godziny spędzone na asfaltowych boiskach były wtedy dla niego po części ucieczką od problemów w domu: jego rodzice byli w trakcie burzliwego rozwodu, w efekcie którego  Michelle Carter samodzielnie wychowywała Vince’a oraz jego o dwa lata młodszego brata Chrisa. „Mama nauczyła mnie jednej ważnej rzeczy: że nie należy się bać być innym” – mówił po latach Vince. 

Człowiek UFO

To swojej matce zawdzięcza najwięcej. Z jednej strony Michelle budowała w nim poczucie pewności siebie, z drugiej wyraźnie stawiała granice. Jako nauczycielka wymagała od syna poważnego podejścia do nauki (później okazało się to zgubne, ale o tym za chwilę), pilnowała, aby jego życie nie ograniczało się do koszykówki. 

Najpierw wykonałem wsad piłką do ping-ponga, później do golfa, tenisa, aż wreszcie udała mi się sztuka z normalną piłką” – tak wyglądały początki najlepszego „dunkera” w historii NBA. Już wtedy, a była to szósta klasa, oczywiste było, że Vince ma to „coś”. W Daytona Beach był  znany jako „UFO” – tak bardzo dominował nad rówieśnikami pod względem atletycznym. 

Jednak każdy sukces powodował, że pogarszały się stosunki Vince’a z jego bratem. „Chris był dużo lepszym uczniem niż Vince. Nauka przychodziła mu z łatwością” – oceniała po latach Michelle. Tyle, że Chris chciał być koszykarzem, chciał być równie sławny, co starszy brat. Gdy „UFO” Vince odleciał mu, to szukał dowartościowania handlując narkotykami na ulicach Daytona. 

„Wszyscy mnie potrzebowali. Dzięki temu wzbudzałem zainteresowanie” – powie po latach Chris. Doświadczenie z tamtego okresu spowoduje, że w późniejszych latach Vince za pomocą swojej fundacji Embassy of Hope szczególnie będzie się pomagał osobom uzależnionym. 

Pielgrzymki do Daytona Beach

W Mainland High School, pod okiem Charlie Brinkerhoffa, Vince rozwijał się bardzo szybko: w drugim sezonie trener przesunął go na pozycję skrzydłowego, do czego predestynowały go świetne warunki fizyczne. Średnie statystyki na poziomie 25 punktów i 11 zbiórek na mecz  zwracały na niego uwagę trenerów z renomowanych uniwersytetów. 18-letni Vince zaliczany był do grupy najzdolniejszych zawodników swojego pokolenia, czego dowodem było powołanie na McDonald’s All-American Boys Game w 1995 roku. Wygrał tam, a jakże, konkurs wsadów. 

Tam też po raz pierwszy spotkał swoich późniejszych przeciwników z NBA: Kevina Garnetta, Paula Pierce’a, Stephona Marbury’ego, Chauncey’a Billupsa, żeby wymienić tylko najlepszych.

Do Daytona Beach pielgrzymowali trenerzy z najlepszych collegów. Mike Krzyżewski (Duke) widział Vince’a w roli rozgrywającego, co nie odpowiadało Brinkerhoffowi i jemu samemu. Skuteczniejszy był Dean Smith z North Carolina. Były trener Michaela Jordana nie obiecywał Carterowi miejsca w pierwszej piątce, ale ujął go wizją zespołu, w którym oprócz niego mieli znaleźć się tacy atleci jak Jerry Stackhouse, Rasheed Wallace oraz Antawn Jamison. 

Łatka z North Carolina

Vince zakotwiczył w Północnej Karolinie, aczkolwiek nie spotkał się ze Stackhousem oraz Wallacem, którzy wzięli udział w drafcie. 

Duet Jamison-Carter dał Tar Heel Final Four w 1997 i 1998. Patrząc na potencjał tamtego zespołu można uznać taki wynik za porażkę.  „Nauczyłem się tutaj podstaw koszykówki. Ponieważ nauka przychodziła mi łatwo, to zrobiłem ogromny postęp. Korzystałem z tego przez całą karierę” – szukał pozytywów swojego pobytu w Chapel Hill VC15. Ale to wtedy przylgnęła do niego łatka przegranego.

 Jamison oraz Carter zgłosili się w 1998 roku do draftu. Vince został wybrany z numerem 5 przez Golden State Warriors, ale nie zdążył nawet przymierzyć chwilę wcześniej otrzymanej czapeczki Wojowników, a już został wytransferowany do Toronto Raptors za … Antawna Jamisona. Właśnie, do Toronto Raptors…

„Nie chcieli tutaj być. Grali w NBA, ale nie w mieście NBA. To jeszcze nie było miasto NBA” – przypomina początki Raptors w NBA Chris Young, autor książki „Drive: How Vince Carter Conquered the NBA”. „Mieliśmy wtedy okropne koszulki  z wielkim dinozaurem. Śmieli się z nas, gdy przyjeżdżaliśmy do Nowego Jorku” – dodaje Kardinal Offishall, znany producent muzyczny. Vince Carter podpisał kontrakt z outsiderem ligi. Z zespołem, którego nie brano na poważnie w samej Kanadzie.

Jak Jordan i Pippen?

Lockout NBA w 1998 roku pozwolił menadżerom Raptors zyskać trochę czasu na przebudowę zespołu. Nowy trener, Butch Carter, liczył przede wszystkim na duet młodych i perspektywicznych graczy: Tracy McGrady – Vince Carter (później okazało się, że są dalekimi kuzynami). „Oni byli bardzo podobni do Michaela Jordana i Scottiego Pippena, jeżeli chodzi o fizyczność i sposób gry” – oceniał Mugsy Bogues, jeden z weteranów, których wielu grało wtedy w Toronto. 

Doświadczeni zawodnicy zawarli wtedy pakt, że będziemy za nich wykonywać „brudną robotę”, aby ich chronić” – tłumaczy Dee Brown, który w Toronto pojawił się po 8 latach gry dla Boston Celtics. Vince doskonale wykorzystał pomoc kolegów: statystyki na poziomie 18.3 pkt. oraz 5.7 zb. dały mu tytuł Debiutanta Roku (95.8% głosów).

Jeszcze w pierwszym roku gry Cartera nie udało się Raptors awansować do play-off. Ta sztuka udała się w kolejnym sezonie – Dinozaury uległy jednak New York Knicks 0-3. Ale najważniejszym sukcesem VC15 był wygrany Konkurs Wsadów podczas Meczu Gwiazd, który odbył się 12 lutego 2000 roku w Oakland. Konkurs, który zmienił Toronto Raptors.

Zaczęło się od tego, że samochód, który miał zabrać T-Maca i Vince’a z hotelu  z San Francisco do Oakland nie pojawił się. Zdążyli w ostatniej chwili. Sekundy przed pierwszym wsadem Vince stwierdził, że to, co przygotowywał z kuzynem przez ostatnie tygodnie jest kiepskie. Wreszcie zdecydował się na 360 windmill.

”Czułem niesamowity przypływ adrenaliny i już wiedziałem, że skoczę wysoko”– wspomina Carter. Hala eksplodowała. Carter, czując na plecach oddech Steve’a Francisa, który również miał swój dzień, musiał zaproponować coś wielkiego, aby wygrać. I tak się stało. T-Mac podał piłkę kozłem, Vince złapał ją w locie, przełożył między nogami kończąc wsad lewą ręką. 

To koniec, to koniec!” – krzyczał do mikrofonu Kenny Smith, który komentował to wydarzenie dla telewizji. I miał rację: to był koniec konkursu, ale i początek szaleństwa na punkcie Vince’a Cartera.

Odmieniona Kanada

Wszystko zaczęło się zmieniać. Atmosfera w mieście poprawiła się. Mówił o nas każdy kanał, billboard, szkoły. Vince był w centrum jako wiodący gracz” – opisuje sytuację w Toronto po sukcesie VC15 Charles Oakley. Carter w grupie wiekowej 15-39 lat był najpopularniejszym sportowcem w Kanadzie, wśród starszych kibiców ustępował jedynie  Wayne’owi Gretzky’emu. Mecze Raptors zaczęły być transmitowane w primie, również w USA, co nie było dotychczas normą. 

Rosnąca popularność Cartera zaczęła uwierać Tracy’ego McGrady’ego. Bliska relacja młodych gwiazd Raptors wystawiona została na próbę: matka T-Maca podgrzewała atmosferę mówiąc w wywiadach, że jej syn powinien wyjść z cienia kuzyna. McGrady, jako wolny agent, mógł liczyć na świetne oferty. Wybrał tę z Orlando Magic, gdzie miał stanowić super duet z Grantem Hillem. „Trochę mnie to zabolało. Ale tak już bywa. Przespałem się z tym. Już po wszystkim” – komentował odejście swojego przyjaciela z drużyny VC15.

Dyplom przede wszystkim

Rozpędzone Toronto, już bez McGrady’ego, wygrało w sezonie 2000-2001 47 spotkań, co wtedy było najlepszym wynikiem w historii klubu. W pierwszej rundzie przełamali „klątwę Knicks”, wygrywając z nimi po pasjonujących bojach 3-2. Carter notował średnie statystyki na poziomie 27.3 pkt. i 6.5 zb. na mecz. Wydawało się, że Toronto jest w stanie powalczyć z najlepszą drużyną Wschodu, którą była wtedy prowadzona przez Allana Iversona Philadephia 76ers. I tak też było. 

Tuż przed rozpoczęciem opuszczeniem domu w Daytona Beach,  Michelle Carter podpisała kontrakt ze swoim synem. Vince zobowiązał się w nim do ukończenia studiów. Dotrzymał słowa. Zdając sobie sprawę, że edukacja  ma wielką wartość dla matki postanowił wziąć udział w oficjalnej uroczystości wręczenia dyplomów. 

Sęk w tym, że zaplanowana była ona na dzień, w którym miał się odbyć 7 mecz pary Toronto – Philadelphia. Vince poleciał do Chapel Hill odrzutowcem właściciela klubu, aby dołączyć do zespołu na pięć godzin przed rozpoczęciem meczu. 

Spotkanie było niesamowicie wyrównane. Vince przebywał na parkiecie pełne 48 minut, zdobył 20 punktów, dołożył do tego 9 asyst i 7 zbiórek. Przy stanie 87-88 (dwie sekundy do końca meczu) dostał piłkę i …. chybił. Koledzy, którzy wcześniej nie mieli nic przeciwko jego wyjazdowi po dyplom, zaczęli szeptać o egoizmie swojego lidera. Dziennikarze również nie oszczędzali dotychczasowego pupila. „Air Canada” nie radził sobie z krytyką, czuł się zdradzony. 

Koniec sielanki

Mimo, że tego samego lata Carter przedłużył kontrakt z Toronto o kolejne 6 lat (suma kontraktu 94 miliony dolarów), to jednak atmosfera była daleka od euforii sprzed roku. Do tego doszły kontuzje – opuścił 20 ostatnich spotkań sezonu regularnego 2001/2002. W kolejnym rozegrał ich 43. Dinozaury zaczęły dołować. 

O Carterze zaczęto mówić jako o zawodniku szczególnie podatnym na kontuzje, mimo, że wcześniej grał wszystko. Zawodnik podejrzewał, że za podgrzewaniem atmosfery wokół jego osoby stoi management Raptors. W końcu bomba wybuchła: „Air Canada” zażądał transferu.

Dzisiaj określa się transfer na linii Toronto Raptors – New Jersey Nets jako fatalny. „Sprzedaliśmy gwiazdę, a w zamian dostaliśmy plewy” – pisali dziennikarze sportowi w Toronto. Alonzo Mourning, Aaron Williams, Eric Williams plus dwa wybory w drafcie to faktycznie żaden deal za zawodnika, który gwarantował ponad 20 punktów na mecz. 

Kariera mentora

Wydaje się, że dla samego Cartera rozstanie z Kanadą było momentem przełomowym: powoływany był do Meczu Gwiazd, miał fantastyczne mecze pod względem statystycznym, ale Vince nie grał w tej samej lidze co LeBron James, Kobe Bryant, czy też chociażby Dwayne Wade. Raczej postrzegany był w kolejnych swoich zespołach jako mentor, weteran, który doradza młodszym graczom. 

Wielokrotnie doprowadzałem Vince’a do szaleństwa swoimi pytaniami. On jest legendą, ale nie jest egoistą i dzieli się swoją wiedzą ze mną oraz z innymi młodymi zawodnikami” – słowa Trae’a Younga z Atlanta Hawks są najlepszym tego dowodem. W 2016 roku NBA nagrodziła starania VC15 Twyman–Stokes Teammate of the Year Award, ze względu „za niezwykłą koleżeńską postawę”. 

Fani Cartera, wystawiając mu laurkę, przypominają, że ich ulubieniec „zastał Kanadę drewnianą, a zostawił murowaną”. „Vince Carter był naszym Jordanem” – powiedział w filmie „The Carter Effect” Tristan Thompson, urodzony w Toronto i grający obecnie w Cleveland zawodnik. Wielu zawodników kanadyjskiej „złotej generacji” podkreśla, że to VC15 był ich największą inspiracją. Wspomniany Thompson, do tego Andrew Wiggins, Kelly Olynyk, Jamal Murray, żeby wymienić tylko tych najbardziej znaczących. 

Pytany o plany na przyszłość Vince najczęściej odpowiada, że chciałby pracować w mediach. Elokwencja, inteligencja i przede wszystkim wiedza sprawią, że chętnych na jego usługi nie będzie brakowało. Może na powrót stworzy super duet z McGrady’m, który od kilku lat świetnie radzi sobie na rynku komentatorskim? NBA nie stać na utratę tak barwnej osobowości – prawdziwej legendy koszykówki.  

Daniel Szczypior

.

POLECANE

tagi

NBA

Fenomen ze Słowenii nie zwalnia tempa także w bańce w Orlando. Luka Doncić zaliczył jeszcze jeden niezwykły występ, notując triple double na kosmicznym poziomie 34 punktów, 20 zbiórek i 12 asyst. Jego Dallas Mavericks pokonali po dogrywce Sacramento King 114:110.
5 / 08 / 2020 10:11
Rewelacyjna passa Phoenix Suns w Orlando – wygrali wszystkie 3 mecze, w tym dramatyczny pojedynek z Los Angeles Clippers 117:115. Status niesamowitego gracza potwierdza Devin Booker, który zdobył 35 punktów i trafił efektownego, bardzo trudnego buzzer beatera, dającego wygraną.
5 / 08 / 2020 8:49
Mnóstwo zmian, znani gracze i debiutanci, kluby ze zmienionym obliczem. Aktualizowane codziennie informacje o oficjalnych kontraktach w koszykarskiej ekstraklasie – niezbędnik kibica PLK w tym nietypowym sezonie ogórkowym.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Fenomen ze Słowenii nie zwalnia tempa także w bańce w Orlando. Luka Doncić zaliczył jeszcze jeden niezwykły występ, notując triple double na kosmicznym poziomie 34 punktów, 20 zbiórek i 12 asyst. Jego Dallas Mavericks pokonali po dogrywce Sacramento King 114:110.
5 / 08 / 2020 10:11
Rewelacyjna passa Phoenix Suns w Orlando – wygrali wszystkie 3 mecze, w tym dramatyczny pojedynek z Los Angeles Clippers 117:115. Status niesamowitego gracza potwierdza Devin Booker, który zdobył 35 punktów i trafił efektownego, bardzo trudnego buzzer beatera, dającego wygraną.
5 / 08 / 2020 8:49
– Dziś w pracy trenerskiej najważniejszym jest, aby szybko reagować na zmieniającą się rzeczywistość czy sytuację na boisku – mówi Bartosz Sarzało, były zawodnik klubów ekstraklasy, który w najbliższym sezonie poprowadzi Deckę Pelplin w debiutanckim sezonie 1. ligi.
6 / 08 / 2020 14:27
Trwa tworzeniu planu na stworzenie ligi 3×3 już w czerwcu – w porannym programie w Polsat Sport zdradził prezes PZKosz, Radosław Piesiewicz. Przy braku sportu na żywo taka inicjatywa wydaje się być racjonalna i może przynieść wiele korzyści.
1 / 05 / 2020 11:53
Coraz więcej sygnałów mówi o tym, że igrzyska olimpijskie Tokio 2020 zostaną przełożone w związku z panującą epidemią koronawirusa. Nie będzie więc raczej turnieju reprezentacji Polski 5×5 w Kownie oraz eliminacji zespołu 3×3. Realny staje się scenariusz, że najbliższe mecze koszykówki zobaczymy dopiero jesienią.
23 / 03 / 2020 12:34