W Sacramento optymizm także pod koszem

Share on facebook
Share on twitter

Kings niespodziewanie pozostają w walce o najlepszą ósemkę na Zachodzie, szlifując przy tym swoich najmniej doświadczonych zawodników. Coraz ważniejszym elementem zespołu staje się duet młodych podkoszowych – Marvin Bagley i Harry Giles, którzy swoimi przebłyskami pokazują, że warto wierzyć w powodzenie tego projektu.

Marvin Bagley / fot. wikimedia commons

Nike Kyrie 5 „Bred” –  w takich butach się teraz gra! >>

Na początku rozgrywek mogło się wydawać, że para Bagley i Giles to wizja odległej – o ile w ogóle – przyszłości. Nie tylko ten drugi grał niewiele, ale przede wszystkim, gdy obaj wysocy przebywali razem na parkiecie, to te minuty nie przynosiły zbyt wielu korzyści dla samej drużyny. Wraz z nowym rokiem coś drgnęło i Giles od stycznia wystąpił już w każdym meczu, co wcześniej nie było regułą.

Giles w wygranej przeciwko Detroit Pistons 10. stycznia dostał 23 minuty – póki co najwięcej w karierze – i od tego czasu tandem Giles&Bagley jest plus 5 w 166 wspólnych minut. Wcześniej ten duet był gorszy od rywali łącznie aż o 77 punktów w ledwie 125 minut. Niemniej zanim przejdziemy do tego co się zmieniło warto przyjrzeć się oddzielnie wspomnianej dwójce.

Kim jest Marvin Bagley?

Kłopot z zawodnikami wybranymi przed Luką Donciciem w poprzednim drafcie jest taki, że na każdego z nich patrzymy przez pryzmat potencjału Słoweńca. To nie znaczy, że ci gracze są źli – po prostu mogą nie być tak dobrzy jak Doncić. I sprawa podobnie ma się z Bagleyem, którego Vlade Divac wybrał z 2. numerem draftu, niejako stawiając na koszykarza, którego w Sacramento nie tylko brakowało, ale naturalnie uzupełniał lidera Kings, De’Aarona Foxa.

Bagley może być naprawdę dobry. Swoją umiejętnością drugiego wyskoku przypomina drążek pogo. Być może tę skoczność odziedziczył po dziadku, który również grał w NBA i co zabawne miał właśnie pseudonimy „Pogo Joe” oraz „Skaczący Joe”, a także został wybrany z 2. numerem draftu, tyle że w 1964 roku.

Dzięki wrodzonemu atletyzmowi, sprężynom w nogach, zwinności i świetnemu wyczuciu w okolicy kosza debiutant znakomicie funkcjonuje jako biegający od kosza do kosza wysoki. Przy szybkim stylu gry Kings – 2. tempo w NBA – ten staje się idealnym celem przy lobach w błyskawicznych kontrach zespołu.

via Gfycat

Były wysoki Duke jest także łatwym partnerem w pick and rollach, zważywszy nie tylko na dobre czucie piłki, ale przede wszystkim na zdolność pozyskiwania swoimi ruchami sporej przestrzeni.

via Gfycat

Kings wydaje się, że mogliby grać w ten sposób jeszcze częściej, lecz pewną przyczyną, dla której tego nie robią mogą być umiejętności Bagleya na półdystansie. Ten potrafi sobie wykreować dogodną pozycję na koźle – trafił 44% pull-up dwójek – i choć niekiedy pozostaje zbyt tendencyjny w zejściach na lewą rękę, to jest stosunkowo pewną opcją, gdy inne rozwiązanie w ataku zawodzi.

19-latek dysponuje naprawdę szeregiem manewrów – pompki, haki, rzuty wysokim łukiem – i następnym krokiem może być próba częstszego przedostawania się do obręczy, tak by wymuszać na rywalu jeszcze większą presję, szczególnie w kwestii fauli.

Kim jest Harry Giles?

Kontuzje – operacje na obu kolanach w młodym wieku – mogą przeszkodzić Harry’emu Gilesowi w zrealizowaniu pełnego potencjału.

Można stworzyć argument mówiący, że 20-latek jest najlepiej wyszkolonym technicznie zawodnikiem w Sacramento. Nie wiem na ile celowo, ale Dave Joerger niekiedy używa Gilesa w odwróconych pick and rollach, w których wysoki jest kozłującym, a zasłonę stawia niski zawodnik. I zaskakujące jak dobry na koźle może być center w swoim pierwszym sezonie gry. Poniżej warto zwrócić uwagę jak Giles przedostaje się z linii za 3 do kosza, po drodze przekładając sobie piłkę za plecami i ostatecznie wymuszając faul na przeciwniku.

via Gfycat

Znakiem rozpoznawczym Gilesa są sytuacje – także na koźle – w których jest ustawiony do akcji po koszyczku i pod pozorem przekazania piłki, urywa się w stronę obręczy. I podobnie jak Bagley ma kilka ruchów, którymi jest w stanie zaskoczyć obrońcę.

via Gfycat

Niemniej co oczywiste jest jeszcze sporo niedociągnięć – m.in. efektywność, skuteczność na linii rzutów wolnych, selekcja rzutowa, zbyt częste zadowalanie się rzutem z półdystansu, spora liczba strat – lecz czysty talent w przypadku Gilesa widać gołym okiem.

Współpraca wysokich

Na przestrzeni sezonu wspólna gra uległa poprawie. Doszło do unormowania po obu stronach parkietu i może w pewnym sensie jest to po prostu związane z trudnościami wejścia do NBA. Kings z dwójką wysokich w ostatnich 13 meczach o wiele rzadziej tracą piłkę, przy okazji dosyć często się nią dzieląc i sieją postrach na ofensywnej tablicy, z odpowiednikiem 2. wyniku w tym elemencie w NBA.

Pewną trudnością będzie spacing zespołu, o czym wspomniał trener Kings– Marvin jest zagrożeniem na bloku, Harry też jest zagrożeniem na bloku, obaj są również całkiem dobrzy na łokciach. Jednak jeżeli wypchniesz ich na dystans, to żaden obrońca nie będzie za nimi jeszcze wychodził. Jeszcze nie teraz – tłumaczył Joerger.

I rzeczywiście, żaden z wysokich nie dysponuje póki co respektowaną trójką – Bagley jest do tego bliższy – przez co Kings mają w tych ustawieniach problem z rzutem za 3 i % oddawaliby ich najmniej w całej lidze. Ale dzięki szukaniu pozycji w okolicy pomalowanego – i dobrej skuteczności z tych miejsca – są w stanie przetrwać. Joerger w ataku pozycyjnym często ustawia Bagleya i Gilesa wymiennie – jednego na bloku, drugiego na grzybie – dorzucając wokół strzelców za 3, dzięki czemu to rozstawienie daje sporo możliwości.

Rzecz w tym, że żadnego nie można zostawić do końca wolnego. Obaj dysponują mniej lub bardziej respektowanym rzutem z półdystansu, którym mogą karcić rywali bezpośrednio lub poprzez rozrzucenie piłki po zgarnięciu dodatkowej pomocy. Szczególnie Giles jest obiecującym podającym. Gdy zostawi mu się nieco miejsca na rozegranie, wtedy ten potrafi znaleźć lepiej ustawionego kolegę.

via Gfycat

Bagley również staje się coraz lepiej podającym, nie jest tak naturalny w tym aspekcie jak Giles, ale nie jest też tak zły jak mogła wskazywać jego gra w lidze akademickiej i początek kariery w NBA. Może dograć proste podanie otwierające na blok lub znaleźć lepiej ustawionego partnera przy podwojeniu. A co ważne, coraz lepiej zaczynają znać i rozumieć swoje wzajemne tendencje, czy zachowania.

Obiecujące pisklaki

Jest jeszcze bardzo wcześnie – obaj zawodnicy są w wieku niemowlęcym jak na standardy NBA i dopiero się uczą, popełniają błędy. Z czasem któryś z wysokich będzie musiał dołożyć rzut za 3. Jednak pewien zarys, zalążek może podobać się już teraz. We wspólnym rozwoju duetu Bagley&Giles widać jakąś myśl, która pozwala sądzić, że ta dwójka może w przyszłości stać się ważną częścią dobrej drużyny. Trudno o bardziej radosny, żywy zespół niż Kings i ten powiew optymizmu dla kibiców w Sacramento to zupełna, tak potrzebna, nowość.

Łukasz Woźny, @l_wozny, Podcast Autora znajdziesz TUTAJ >>

Nike Kyrie 5 „Bred” –  w takich butach się teraz gra! >>




POLECANE