Walerij Lichodiej – dużo, dużo więcej niż trójki

Share on facebook
Share on twitter

Rosyjski skrzydłowy w Lidze Mistrzów zaliczył swój dotychczas najlepszy występ w barwach Anwilu. Bardzo pomogło mu to, że nie ograniczał się tylko do rzutów z dystansu. Efekt (28 punktów) był znakomity.

Walerij Lichodiej / fot. BCL

W takich butach finały NBA wygrywał Kevin Durant! >>

„Oczywiście będę chciał pokazać się z jak najlepszej strony. Ale przede wszystkim – będę chciał wygrać, bo przecież… Można powiedzieć, że to dla mnie kluczowe spotkanie.” Słowa, które przed meczem z BC Niżny Nowogród wypowiedział Walerij Lichodiej nie były rzucone na wiatr.

Wygrać Anwilowi Włocławek w pierwszym spotkaniu BCL przed własną publicznością się nie udało, ale występ Rosjanina może być dla kibiców Rottweilerów bardzo dobrym prognostykiem . Na parkiecie spędził najwięcej czasu, bo blisko 30 minut, zdobywając w ich trakcie aż 28 punktów (9/11 z gry – 8/9 za 2 punkty, 1/2 za 3 – oraz 100% na linii – 9/9), zbierając 3 piłki, dodając 2 asysty, tyle samo bloków i 5 wymuszonych fauli. Po stronie minusów w statystykach wymienić można 1 stratę, choć czy to minus przy takim czasie gry?

Zmianą, która najbardziej była widoczna w grze Lichodieja było przesunięcie jej bliżej kosza. Co prawda zawodnik sam nie tak dawno wspominał, że jego ulubionym elementem koszykarskiego rzemiosła jest “trójeczka”, ale w środowy wieczór korzystał z innej broni.

Punktował głównie grając tyłem do kosza – jeśli spojrzymy na mapę rzutów z całego meczu, zobaczymy, że nie licząc 2 prób zza łuku i jednego półdystansu, wszystkie pozostałe trafienia z gry Rosjanina padły z akcji w polu trzech sekund. Uzbierał w ten sposób połowę swoich punktów.

Dodajmy do tego grającego obok Josipa Sobina, który 2 razy zamienił jego podania na punkty i mamy ciekawy przykład współpracy wysokich, a także antidotum na niemoc strzelecką zza łuku, która przecież w niektórych meczach Co było widać) może się zdarzyć.

Odnośnie tego przesunięcia akcentów warto spojrzeć jeszcze na jeden element. W dotychczas rozegranych meczach Anwilu w nowym sezonie (Superpuchar z Polskim Cukrem Toruń, ligowe spotkania z Arką Gdynia i Kingiem Szczecin oraz pierwszy mecz BCL z BK Ventspils) Lichodiej próbował rzucać za 2 punkty 4, 1, 3 i 4 razy. W środowym spotkaniu zaliczył 9 prób.

Dla odmiany za 3 punkty do tej pory rzucał 8, 6, 3 i 7 razy – warto dodać, że na te ostatnie 7 prób w meczu z Kingiem Szczecin tylko jedna była skuteczna. Przeciwko Niżnemu tylko 2 próby i wyszło dużo lepiej.

Aż tak dobry mecz Lichodieja w środowym meczu dla części kibiców mógł być zaskoczeniem. Spytaliśmy Rosjanina, w czym tkwi tajemnica jego świetnego występu, ale nie chciał skupiać się na indywidualnych kwestiach. Mówił o drużynie.

– Rywale byli świetnie dysponowani tego dnia. Trafili bardzo dużo trójek, grając na wysokiej skuteczności. Myślę, że także z naszej winy, bo nie zrealizowaliśmy tego, co założył trener. Walczyliśmy jednak i nie poddaliśmy się. Choć oni prowadzili cały mecz, to byliśmy w stanie zejść na 2 punkty różnicy. I gdy wydawało się, że możemy to przełamać, popełniliśmy kilka błędów własnych, a w odpowiedzi oni trafili otwarte rzuty. Walczyliśmy do końca, ale im było bliżej zakończenia meczu, tym byliśmy bardziej zmęczeni i ostatecznie rywale wygrali – powiedział nam Lichodiej.

Potwierdzeniem wczorajszej dyspozycji Rosjanina może być akcja na 1:05 do końca meczu, cyrkowe wręcz trafienie za 2 za faulem. Spójrzcie tylko na to wideo!

Piotr Alabrudziński, @PulsBasketu

W takich butach finały NBA wygrywał Kevin Durant! >>




POLECANE