Warriors w finale NBA – sweep na Blazers

Share on facebook
Share on twitter

Drużyna z Portland dzielnie walczyła do końca, ale uległa także w czwartym meczu. Warriors zwyciężyli po dogrywce 119:117, wygrali serię do zera i zagrają w wielkim finale NBA już po raz 5. z rzędu!

Stephen Curry i Steve Kerr / fot. wikimedia commons

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>

Seria skończyła się wynikiem 4:0 dla mistrzów NBA, ale żadna wygrana nie przyszła im łatwa. W trzecim meczu z rzędu musieli odrabiać dwucyfrową stratę, tym razem Blazers mieli już nawet 17 punktów przewagi. Udało się raz jeszcze – tym razem Damian Lillard nie trafił rzutów na zwycięstwo, zarówno w regulaminowym czasie, jak i na koniec dogrywki.

Bez Kevina Duranta (i tym razem także Andre Iguodali) Warriors znów poprowadził, genialny w ostatnich tygodniach, Stephen Curry. Zanotował triple double z 37 punktami, 13 zbiórkami i 11 asystami, trafił 7 trójek. Jakby tego było mało, triple double zanotował też Draymond Green (18/14/11), który tradycyjnie spinał zespół po obu stronach parkietu.

W Blazers mecz życia zagrał środkowy Myers Leonard, który zdobył 30 punktów, po trafieniu 12 z 16 rzutów z gry. Grający z pękniętymi żebrami Damiann Lillard zanotował 28 punktów i 12 asyst, CJ McCollum dodał 26 punktów.

Mimo „sweepu” w finale Zachodu, Blazers mogą być dumni z doskonałego sezonu. Trzecie miejsce w Konferencji Zachodniej, a potem w playoff wyeliminowanie Oklahomy i Denver, mimo kontuzji Jusufa Nurkicia – zrobili bardzo dobre wrażenie i mogą z optymizmem patrzyć w przyszłość.

Warriors potwierdzili, że są potęgą nawet bez Kevina Duranta. Czekają teraz na rywala w wielkim finale NBA (Bucks lub Raptors) i bez względu na to z kim zagrają, będą faworytem.

RW

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>