• Home
  • NBA
  • Washington Wizards – czarna chmura nad stolicą

Washington Wizards – czarna chmura nad stolicą

Share on facebook
Share on twitter

– To mecz, który trzeba wygrać – mówił przed pojedynkiem z Raptors Marcin Gortat, ale Wizards znów nie udało się odnieść pierwszego w tym sezonie zwycięstwa. Sytuacja w Waszyngtonie zaczyna się robić niepokojąca.

(Fot. Wikimedia Commons)
(Fot. Wikimedia Commons)

W stolicy USA robią wszystko, aby nie wpadać w panikę, ale nie da się ukryć, że nic tam nie układa się po ich myśli. Przed środowym, pierwszym w nowym sezonie meczem rozegranym w Verizon Center „Washington Post” cytował Marcina GortataTo mecz z cyklu „must win”. Nie możemy kopać dalej tego dołka i rozpocząć sezonu od bilansu 0-3. Nikt nie chce tego robić.

Nikt nie chciał, ale tak się właśnie stało. Przegrany 103:113 mecz z ekipą z Toronto obnażył wszystkie słabości, z jakimi zmagają się obecnie Wizards, i potwierdził, że po pierwszej rundzie play-off z 2015 roku oba zespoły podążyły w zupełne innych kierunkach.

Wspomnianą serię do zera wygrali wtedy „Czarodzieje”, ale od tamtego czasu pięć kolejnych pojedynków padło już łupem rywali, którzy w minionej kampanii osiągnęli najlepszy bilans w historii klubu oraz dotarli aż do finału konferencji, podczas gdy Gortat i spółka nie awansowali nawet do play-off.

W takich butach grają najlepsi koszykarze NBA >>

Bez wsparcia ani rusz

W piątek podopieczni Scotta Brooksa dobrze zaczęli, od zbudowania 12-punktowej przewagi, jednak gdy tylko na boisku pojawili się zmiennicy, na przełomie pierwszej i drugiej kwarty, goście momentalnie odrobili straty. I to pierwsza bolączka, z jaką nie może poradzić sobie nowy trener. Działacze klubu na wzmocnienie ławki rezerwowych poświęcili latem 30 milionów dolarów. I co? I nic.

Bez kontuzjowanego Iana Mahinmiego wygląda to póki co tragicznie. Pod względem średniej zdobywanych punktów, która wynosi 26 pkt. na mecz, Wizards mają piątą najgorszą ławkę w lidze.

Poza tym w pierwszych trzech meczach rezerwowi Brooksa tracili też średnio aż 117,3 pkt. na sto posiadań, co jest obecnie najgorszym wynikiem w stawce. Skutek był taki, że w konfrontacji z Raptors spośród zmienników tylko Marcus Thornton dostał więcej niż 10 minut, a cała ławka złożyła się na 11 „oczek”.

Na razie bez ocen

Trudno czepiać się chociażby takiego Gortata, który po prostu robi to, co robił do tej pory. Nie mniej, nie więcej. W środę miał 15 pkt., 10 zb., 2 as., 2 bl. i przechwyt. W trzech meczach osiągnął statystyki ma poziomie 11 pkt., 11 zb., 1,3 as., 1 bl.

Najbardziej zawodzi Bradley Beal, który po podpisaniu kontraktu wartego 130 mln dol. póki co potwierdza obawy, jakie wiązały się z zatrzymaniem go na okres aż 5 lat. W trzech spotkaniach zdobył w sumie 42 punkty, trafiając zaledwie 4 z 14 oddanych rzutów z dystansu (28,6 proc.).

– Nie zamierzamy nikogo oceniać po trzech meczach – mówił po porażce z „Dinozaurami” Brooks. – Bez wątpienia nie jest to taki start, jaki chcielibyśmy mieć, ale taki właśnie mamy.

Najlepiej, choć i on rozkręcał się stopniowo, prezentował się do tej pory John Wall, który próbuje ciągnąć zespół. Zdobywa średnio 22,3 pkt., 11,3 as. oraz 2,7 prz., ale popełnił przy tym łącznie aż 19 strat i trafił tylko 1 z 8 prób zza łuku. W jego przypadku akurat trzeba uzbroić się w cierpliwość. Po operacjach obu kolan, które przeszedł latem, wejście na odpowiedni poziom może mu jeszcze chwilę zająć.

Też możesz mieć buty, w jakich grają gwiazdy NBA >>

Rozregulowane celowniki

Kolejnym dużym problemem są trójki. Wizards właśnie zepchnęli Raptors z ostatniego miejsca w lidze pod względem celnych rzutów zza linii 7,24 metra. Zanotowali ich do tej pory raptem 14, a próbowali 55 razy, co również jest najsłabszym wynikiem w stawce i jednocześnie zapewnia im najniższą skuteczność – 25,5 proc.

Ale to nie tylko trójki. Sprawa tyczy się rzutów z dalszej odległości w ogóle. W środę Wizards zdominowali rywala w polu trzech sekund, wygrywając tam rywalizację w stosunku 68:28. Spoza pomalowanego trafili już jednak zaledwie 8 z 29 prób, czyli fatalne 27,6 proc.

Zespół z Waszyngtonu znalazł się w bardzo nieciekawej sytuacji. Zdobył najmniej punktów (w sumie 305, o 12 mniej niż Timberwolves), a tracąc 112,1 pkt. na każde sto posiadań, ma też najgorszą obronę w lidze. W piątek czeka go kolejny trudny mecz z Hawks. Potem łatwiejszy rywal w postaci z Magic, ale bez dnia przerwy i trzeba będzie dotrzeć na Florydę. Następnie 4 spotkania w 6 dni – na szczęście dla Wizards trzy pierwsze przed własną widownią – z Rockets, Celtics, Cavaliers i Bulls.

Mateusz Orlicki