Wielka Mamba, duże wątpliwości

Share on facebook
Share on twitter

Lawina gratulacji po tym, jak zawaliłeś najważniejszy mecz w karierze. Przemysław Karnowski podbił serca kibiców, ale to nie oznacza, że nie powinniśmy trzeźwo oceniać jego sytuacji i potencjału.

Przemysław Karnowski / fot. wikimedia

PLK, NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >>

Polska koszykówka cholernie potrzebuje bohaterów i „Shem” idealnie się w tę potrzebę wpisał – w dobrym stylu wrócił do gry po ciężkiej kontuzji, miał świetny sezon z Gonzagą, a jego zespół awansował do Final Four. Było się czym ekscytować.

Przemysław Karnowski został też zauważony w USA, a my kochamy, gdy zagranicą się o nas i o naszych rodakach pisze i mówi w samych superlatywach. Nie traćmy jednak dystansu – ze swoim charakterystycznym wyglądem oraz poczuciem humoru, Przemek jest po prostu bardzo medialną postacią. To jego naturalny atut, ale też istotny powód do umieszczenia go np. na okładce „Sports Illustrated”.

W najważniejszym meczu kariery Karnowski jednak zawiódł, choć eksponowany był – piłkę dostawał często, ale pudłował na potęgę. Miał 1/8 z gry, popełnił 4 straty – jego złe podania zamieniały się na łatwe punkty rywali. A z jego atakiem radził sobie Kennedy Meeks, o którym nie mówi się, że trafi do NBA.

Jeden mecz nie zmienia oczywiście oceny skautów, ale też jakieś wrażenie w ich głowach zostawia. W przypadku Karnowskiego – raczej negatywne. Nawet spośród środkowych Gonzagi zdecydowanie wyżej oceniany jest cztery lata młodszy, lepszy technicznie, dynamiczniejszy Zach Collins. To on na pewno zostanie wybrany w drafcie, jeśli tylko się do niego zgłosi.

Karnowski – może chwilowo, może przez gorszą dietę, a może przez geny – w tym momencie fizycznie nie wygląda jak kandydat do NBA. W 2012 roku, kończąc sezon w Siarce, ważył 124 kg i mówił, że jego celem jest zrzucenie 6-8 kg, schudnięcie i obudowanie się mięśniami. Po aż pięciu latach w USA różnicy na korzyść jednak nie widać.

A wielka historia powrotu, to jednak też historia, która będzie zapisana w jego sportowym CV. Karnowski to, niestety, gracz po bardzo poważnej kontuzji, do tego będący w formie fizycznej, która – odpukać! – niesie ryzyko kolejnych kłopotów ze zdrowiem.

Jeśli faktycznie chce zrobić dużą karierę – w Europie, w NBA, gdziekolwiek – musi wziąć się za pracę nad sobą, by nie skończyło się na PLK. Pamiętajmy, że w tym sezonie NCAA Karnowski grał z graczami o nawet cztery lata młodszymi – teraz rywale będą mocniejsi. Czy przeciwko nim da radę? Czy będzie w stanie grać po 30 minut w meczu?

Miejmy nadzieje, że naprawdę poważny klub zainwestuje w Polaka i podpisze z nim kontrakt. A chwilowo mobilizujmy go do ciężkiej pracy, zamiast zagłaskiwać.

TS, ŁC

PLK, NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >>

Legia obudziła się za późno, Stal po prostu była lepsza w tym półfinale. W spotkaniu numer 3 gospodarze z Ostrowa potwierdzili swoją wyższość i pokonali drużynę z Warszawy 95:87. Arged BM Slam Stal od 28 kwietnia rywalizować będzie w finale PLK z Enea Zastalem Zielona Góra.
17 / 04 / 2021 19:45

NBA

Profesjonalny obóz koszykarski w wakacje. Do Ustki na PolskiKosz.pl Camp już w lipcu zapraszają trener główny Mihailo Uvalin oraz Kamil Chanas. Codziennie treningi pod okiem fachowców, świetna atmosfera i pobyt w atrakcyjnej miejscowości nad morzem. Trwają zgłoszenia, są jeszcze wolne miejsca!

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Nie widział nawet obręczy, kiedy oddawał rzut za 3 punkty na zwycięstwo. Niemal stracił równowagę i w ostatniej chwili zdążył wypuścić piłkę z rąk, a ta jakimś cudem wpadła do kosza, co Luka Doncić zdołał już zobaczyć. Mavericks wygrali dzięki temu 114:113 z Memphis Grizzlies.
15 / 04 / 2021 10:34
Kilka dni po historycznym meczu w Warszawie, w którym na zakończenie sezonu regularnego Legia pokonała Kinga 137:43, także w Turcji doszło do wyjątkowo jednostronnego spotkania. W niedzielnym meczu na szczycie (to nie żart) Fenerbahce Stambuł wygrał z osłabionym Pinarem Karsiyaka aż 117:59.
Tomislav Gabrić Wielkanoc zapamięta na długo. Zaledwie 3 godziny po ogłoszeniu informacji o podpisaniu kontraktu były gracz Enea Astorii zadebiutował w niemieckim Oldenburgu. Jego nowy zespół wygrał w Wuerzburgu aż 116:66, a reprezentant Chorwacji w ciągu 18 minut zdobył… 20 punktów.