REDAKCJA

Wielki pościg Kinga – Anwil za burtą!

Wielki pościg Kinga – Anwil za burtą!

Anwil miał już 26 punktów przewagi, a i tak przegrał mecz po dogrywce. King Szczecin, po brawurowym pościgu, wygrał 98:94 i został pierwszym półfinalistą Pucharu Polski.
Jakub Schenk / fot. A. Romański, plk.pl

Superbet – najlepsze kursy na koszykówkę. Cashback 1300 i do 200 zł na start. Sprawdź! >>

Po ostatnim meczu przegranym przez Anwil trener Przemysław Frasunkiewicz rozczarowany był pierwszą połową w w wykonaniu swojego zespołu i to jego zdaniem było główną przyczyną porażki. Widać, że „lekcje zostały odrobione” – Anwil zaczął mocno, wszyscy było skoncentrowani, co przełożyło się na prowadzenie 25:15 po pierwszej kwarcie.

W tym poprzednim spotkaniu tej pary mały wkład w grę mieli rezerwowi Anwilu i tutaj także nastąpiła zmiana. Trener Frasunkiewicz już w pierwszej kwarcie wysłał na parkiet całą dwunastkę, w tym debiutującego w koszulce Anwilu w tym sezonie Michała Nowakowskiego.

King miał kłopoty z intensywnością gry i fizycznością – odpowiadał pojedynczymi trójkami, ale miał duże kłopoty z grą do obręczy. Włocławianie kompletnie zdominowali strefę podkoszową, co było dużą zasługą Żigi Dimca, z którym nie miał szans dużo lżejszy Cyril Langevine. Słoweniec w samej pierwszej połowie zdobył 13 punktów.

Anwil bronił świetnie, wymuszał straty i trudne rzuty po stronie rywali. To po ekipie z Włocławka było widać o wiele większą energię i chęci, co przełożyło się na prowadzenie do przerwy aż 58:35. King miał wiele do odrobienia, więc starał się szybko po rozpoczęciu trzeciej kwarty zniwelować straty. Najaktywniejszym graczem był Filip Matczak, którego agresywna i pełna poświęceń gra po obu stronach parkietu pozwoliła szczecinianom jeszcze w tym meczu uwierzyć w sukces.

Anwil po chwilowym kryzysie szybko jednak odpowiedział, a w roli głównej występował Jonah Mathews. Amerykanin był dużym problemem dla obrony Kinga – sporo grał do kosza, ale z czasem także zaczął trafiać rzuty z daleka. Mathews był najskuteczniejszym graczem całego spotkania – 23 punkty. Włocławianie trochę jednak zbyt bardzo uwierzyli w trójki i King w ogólnym rozrachunku w trzeciej kwarcie nadrobił 8 punktów.

King zaczął się z Anwilem „bić”, walczyć o każdy metr boiska i włocławianie stanęli jak sparaliżowani. Uaktywnił się Jakub Schenk, który także prowokował rywali i wprowadził trochę brudnej gry na boisko. Kolejne akcje napędzały Kinga i na nieco ponad 3 minuty do końca meczu było już tylko -4. Anwil był w opałach, ale ratował się punktami z linii rzutów wolnych.

W decydujących momentach King potrafił zebrać w ataku i trafić za 3 – Anwil z kolei liczył na Dykesa. Na 80 sekund przed końcem był już remis – po 86.. i tak już zostało do końca czwartej kwarty, bo obie ekipy nie były już w stanie zdobyć punktów – dogrywka. Wojna nerwów, dużo gry w izolacjach i tu podobnie jak ostatnio w Szczecinie lepiej wypadł King.

Jakub Schenk przejął ten mecz i po jego trafieniu, a potem także po wsadzie Langevine’a King prowadził +4 (35 sekund do końca). Czas dla Frasunkiewicza pomógł, ale nie na tyle, by wygrać mecz. Paweł Kikowski przypieczętował wolnymi zwycięstwo – 98:94.

Pełne statystyki z meczu TUTAJ >>

GS

Superbet – najlepsze kursy na koszykówkę. Cashback 1300 i do 200 zł na start. Sprawdź! >>

POLECANE

tagi

Zgryźliwi powiedzieliby, że było to widowisko przeznaczone największym kibicom koszykówki. Przede wszystkim jednak miało duże znaczenie dla obu ekip – wynik meczu może być istotny na koniec sezonu zasadniczego.
8 / 12 / 2022 22:20

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami