Wilki z Minnesoty zmieniają się w szczeniaki

Share on facebook
Share on twitter

Mieli być jedną z tych ekscytujących drużyn, która już teraz powalczy o play-off. Tymczasem „Wilki” z Minnesoty ciągle grają jak szczeniaki. Szczególnie w drugich połowach.

andrew_wiggins3Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>

Zdarza im się rozpocząć spotkanie z przytupem. Mają mnóstwo talentu, który widać i który pobudza wyobraźnię. Ale gdy przychodzi do kluczowych momentów rywalizacji, zdecydowanie brakuje im doświadczenia i koncentracji. I dlatego Minnesota Timberwolves z bilansem 6-17 są na dole Konferencji Zachodniej.

Istna zmora drużyny Toma Thibodeau to trzecie kwarty. Statystycznie w pierwszej połowie nie jest źle. „Wilki” prezentują w niej czwarty atak w lidze, notując średnio 112,9 punktu na sto posiadań. Nie wiemy, co dzieje się w przerwie w szatni, ale na drugą część spotkania wychodzi zupełnie inna drużyna, zdekoncentrowana, rozproszona, jakby w ogóle nieprzygotowana do meczu.

Z efektywnością w ataku, zdobywając już tylko 98,8 pkt. na sto posiadań, spadają na 26. miejsce. W drugiej połowie są też średnio o 6,5 punktu gorsi od rywali. Z obroną w ogóle nie jest u nich dobrze, ale po przerwie to już zdecydowanie najsłabsza defensywa NBA, która na każde sto posiadań traci średnio aż 112,9 pkt.

Mają warunki, aby skutecznie bronić, ale duże braki widać na poziome taktycznym. Nie ma komunikacji, pomocy, odpowiedniej rotacji. Koszykarze z Minnesoty popełniają bardzo dużo błędów i płacą za to ogromną cenę. Zwłaszcza we wspomnianych, nieszczęsnych trzecich kwartach, kiedy wyglądają, jakby zupełnie nie mogli skoncentrować się na tym, co dzieje się na boisku.

Idealnie obrazują to różnice efektywności w ataku i obronie w poszczególnych fragmentach spotkań. W pierwszej kwarcie są 9,9 pkt. na plusie, w drugiej – 8 na plusie. W trzeciej natomiast tracą aż 26,4 pkt. więcej niż zdobywają! To najgorszy wynik w stawce ex aequo z Brooklyn Nets. W czwartej znów wychodzą minimalnie na plus, ale to tylko 0,1 pkt.

RETRO NBA: Zagrywki są przereklamowane, czyli szalony atak Enver Nuggets

Teraz i tak jest już nieco lepiej. Jeszcze w połowie listopada serwis FiveThirtyEight obliczył, że -30,6 pkt. na sto posiadań w trzecich kwartach Timberwolves było największą różnica efektywności osiągniętą przez drużynę w jednej kwarcie na przestrzeni minionych 20 lat. W pięciu ostatnich meczach różnica ta wyniosła już „tylko” 11,6 pkt., ale obrona nadal spisuje się fatalnie. W trzecich kwartach Timberwolves tracili w nich bowiem aż 122,7 pkt. na sto posiadań, co po raz kolejny stawia ich na szarym końcu stawki.

W ataku w drugich połowach „Wilki” częściej decydują się na rzuty z dystansu kosztem wejść pod kosz. Brakuje im cierpliwości przy rozgrywaniu akcji, a może po prostu panikują i desperacko dążą do tego, aby utrzymać prowadzenie lub odrabiać straty. Rosnąca presja – przecież mieli grać lepiej! – na pewno w zachowaniu spokoju młodym chłopakom nie pomaga. Tak czy inaczej skuteczność zza łuku w drugich połowach spada im z 40 do ledwie 30,8 proc.

Tom Thibodeau kilkakrotnie mówił już o koniecznej zmianie mentalności. Wyjść z tego dołka jego zawodnikom może być trudno. Nie dlatego, że nie mają wystarczającej ilości talentu, czy przerasta ich to możliwości intelektualne. Brakuje im przede wszystkim doświadczenia, weterana jak Kevin Garnett, który poustawiałby ich w obronie, krzyknął na nich, podtrzymał tak ważną przecież komunikację.

Oczywiście siłą rzeczy z czasem sami nabiorą nieco koszykarskiej mądrości, ale bez odpowiedniego mentora proces ten może się wyraźnie wydłużyć i jeszcze długo rodzić szkodliwą frustrację. W czwartek udało im się nawet wyjątkowo wygrać trzecią kwartę (30:29) i to z Raptors na ich terenie. Jednak tym razem na ucieczkę rywalom pozwolili w czwartej, którą przegrali różnicą 15 „oczek”.

– Jestem tu od pięciu lat, to jest mój szósty rok, i zdecydowanie to jest najlepszy zespół, w jakim grałem – mówił w połowie listopada Ricky Rubio. – Dlatego wściekam się, bo tracimy czas. Nie uczymy się. Najwyższy czas to zmienić.

Ale kolejne tygodnie lecą, a zmian nie widać. „Wilki” wygrywają tylko pojedyncze spotkania. Nie tak to miało wyglądać. A do świąt nastroje wcale nie muszą ulec poprawie. Czekają ich bowiem pojedynki z Pistons, Warriors, Bulls, Rockets, Suns, Hawks i Kings.

NBA, Euroliga, PLK – typuj wyniki i wygrywaj >>

Mateusz Orlicki

POLECANE