Wojciech Bychawski: Czas, cierpliwość, ciężka praca

Share on facebook
Share on twitter

– Jakie były najważniejsze czynniki, które zdecydowały o sensacyjnym zdobyciu Mistrzostwa Polski U20? O drodze do sukcesu odpowiada Wojciech Bychawski, trener zwycięskiego zespołu KS AGH Korona Oknoplast Kraków.

Tomasz Orlicki, Wojciech Bychawski (z pucharem), Tomasz Zych oraz Piotr Biel – sztab mistrzowskiego zespołu z Krakowa / fot. KS AGH

Pamela Wrona: Mistrzostwa Polski U20 dla ekipy z Krakowa – gratulacje! Gdybym przed turniejem zapytała Pana, jak daleko możecie w nim zajść, jaka byłaby odpowiedź?

Wojciech Bychawski: Przede wszystkim bardzo dziękuję za gratulacje i zainteresowanie. Zacznę od tego, że zastanawiam się, czy ktoś w ogóle będzie miał ochotę czytać moje wypowiedzi, bo w ostatnim czasie jest tego tyle, że mam wrażenie, że zaraz jak ktoś otworzy lodówkę, to ja z niej wyskoczę (śmiech).

Wiele osób mnie o to pytało i odpowiem tak samo. Nie bawiliśmy się w typowanie. Mieliśmy jednak swoje marzenia, oczekiwania wobec tego turnieju.

Maciej Koperski śmiał się, że był trzykrotnie w finałach Mistrzostw Polski i nigdy nie wygrał meczu w grupie. Marzyło mu się, aby wygrać chociaż jedno spotkanie. Kto by pomyślał, że wygramy całe Mistrzostwa? Przed turniejem na pewno czegoś takiego nie zakładaliśmy.

Co było kluczem do tego sukcesu? Jaki aspekt koszykarski dał przewagę Pana drużynie?

Myślę, że bardzo dobre przygotowanie fizyczne, bo pod tym względem nasi zawodnicy są znakomicie przygotowani. Dużo czasu poświęcamy na treningi siłowe, szybkościowe, motoryczne – ciężką pracę wykonuje z nimi Piotrek Biel.

Można powiedzieć, że byliśmy jedną ze starszych drużyn, w większości zbudowaną z zawodników z właściwego rocznika juniora starszego, czyli 99, co było widoczne przy konfrontacji z utalentowanymi osobami z młodszego. Ponadto, na pewno nie zabrakło nam ambicji i zaangażowania.

Wszystko to, to również praca całego zespołu, sztabu szkoleniowego, włożony wysiłek w przygotowanie, skauting. Uważam, że tu nie odstawaliśmy, parę rzeczy udało się przewidzieć dzięki Tomkowi Zychowi i Tomkowi Orlickiemu podczas turnieju, co stworzyło przewagę. Na pewno największym atutem była własna hala, świetna organizacja turnieju oraz wspaniali kibice – niosło nas to z meczu na mecz i dawało pozytywnego „kopa” na kolejne spotkania.

Jak ważny był „luz w głowie”, fakt, że nic nie musieliście, bo faworytami byli inni?

Z pewnością. Według starej zasady, mówiącej o tym, że jeśli ma się spokojną głowę i nie jest się faworytem, startuje się z tego pułapu, w którym teoretycznie się nic nie musi – na pewno miało to duże znaczenie.

Daję słowo. Będąc już w finale, a wcześniej w półfinale i ćwierćfinale, niczego nie kalkulowaliśmy. Jest to grupa chłopców, która chciała grać, chciała coś osiągnąć, chciała ciężko pracować, chciała, aby to wszystko przyniosło nam radość. U nas te kalkulacje są na tyle mizerne, że staramy się ich nie robić, bo jest to jak z Totolotkiem. U nas często idziemy pod prąd, nie wszystko jest szablonowe.

Jestem przekonany, że tak jak w mojej głowie, w głowie chłopaków były marzenia, kłębiły się pewne myśli we własnym zaciszu, a udało się je zrealizować. Może właśnie dlatego, że podchodziliśmy do tego na chłodno. Nie ekscytowaliśmy się nadmiernie przed faktem, tylko po fakcie.




Jak istotne okazało się to, że zawodnicy tacy jak Maciej Koperski, Maksymilian Jakubek, Patryk Kędel, Kamil Jewuła, czy Mateusz Nowacki na co dzień są fundamentem na pierwszoligowym szczeblu?

Fundamentem to trochę za dużo powiedziane, ponieważ z tej grupy jedynie Koperski jest podstawowym zawodnikiem, niemniej jednak wydaje mi się, że dużo ważniejszy jest dla nich trening z dobrymi graczami, seniorami, nawet nie tyle obycie na samym parkiecie, co bycie w tej pierwszoligowej otoczce.

Trzeba też pamiętać, że Ci chłopcy nie wzięli się znikąd. Byli wcześniej w innych klubach, pracowali u różnych trenerów, występowali na turniejach centralnych. To nie jest tak, że od początku do końca coś z nimi zrobiłem. Duża zasługa to ich zdobyte doświadczenia z pracy z innymi trenerami, którzy mają wielki wkład w ten sukces.

Maciej Koperski został wybrany MVP turnieju. Jak Pan scharakteryzowałby tego gracza, jakie są jego najważniejsze atuty?

Maciej jest dobrze wychowanym i pracowitym młodym człowiekiem. Jest to chłopak, który nie chodzi z głową w chmurach, jest ukierunkowany na to co robi i ma do tego zdrowe podejście. Natomiast czysto sportowo, ma bardzo dobrą intuicję i intelekt boiskowy. Jest naprawdę świetny i pracowity, pracujemy ze sobą już dłuższy czas i myślę że jesteśmy ze sobą związani emocjonalnie.

Co Pana zdaniem jest kluczem do odnoszenia sukcesów w koszykówce młodzieżowej? Jakie czynniki decydują?

O tyle ciężko będzie mi się wypowiadać, że tak naprawdę ostatnie mistrzostwo jest moim pierwszym sukcesem w koszykówce młodzieżowej. Podczas tego turnieju było wielu trenerów, którzy mogliby o tym dużo więcej powiedzieć. Mam na myśli tych, którzy na swoim koncie mają więcej sukcesów młodzieżowych, czyli trenerzy: Potoczny, Kociołek, Krzykała, Mitrovic, Mazur. Wracając do pytania, wydaje mi się – i to jest słowo klucz – że decydują pracowitość i determinacja.

Trener Szambelan, z którym można usiąść na spokojnie po treningu przy kawie i dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, zarówno o koszykówce, jak i o życiu (serdeczne pozdrowienia!), powiedział mi: pamiętaj, że jesteś trochę artystą, a Twoja praca sprowadza się do rzeźbienia w glinie. Dostajesz dużą warstwę gliny i powolutku, dzień po dniu lepisz z tego jakiegoś zawodnika. Jak Ci się to uda, próbujesz osiągnąć jakiś sukces i to dopiero jest miarą tego wszystkiego.

Myślę, że to jest to: czas, cierpliwość, ciężka praca – klucz do sukcesu. Gdy uda mi się osiągnąć kolejny, będę mógł powiedzieć, że jest to jakaś seria.

Wielki sukces w mistrzostwach U20 na koncie, ale sytuacja w 1 lidze nie wygląda optymistycznie…

Gdy rozmawialiśmy na początku sezonu, powiedziałem, że jestem świadomy, że możemy znaleźć się w sytuacji, w jakiej obecnie jesteśmy. Brałem pod uwagę to, że może nie być kolorowo, co mogło sprowadzać się do braku doświadczenia w zespole. Zawsze powtarzam jednak, że w sporcie nie ma miejsca na wymówki.

Sytuacja jest trudna, aczkolwiek wiem, że moi zawodnicy nie poddają się, mają duże pokłady chęci i energii, a przede wszystkim wiarę w to, że się uda. Bez względu na to, co będzie później, nie chcę szukać usprawiedliwień.

Liga w tym sezonie jest ciężka, każdy miał równe wsparcie i wiedzieliśmy jakie są realia. Teraz wszytko podporządkowane jest temu, aby się po prostu utrzymać, móc również w przyszłym sezonie występować w pierwszej lidze i dalej się rozwijać. Takie są cele. Patrząc na pracę tych ludzi, na ich zaangażowanie, w 100% wierzę, że jest to wykonalne.

Jakie doświadczenia zebrał Pan w pierwsze lidze jako trener? O jaką wiedzę mądrzejszy jest klub?

Na pewno pierwszą sprawą są kwestie organizacyjne. Zbieram kolejne cenne lekcje pokory, o której często wspominam. Niezwykle ważne jest dla mnie to, że mogę patrzeć na zespół, kiedy jest trudno i ciężko. Wtedy tak naprawdę kształtuje się charakter.

Mieliśmy wiele trudnych momentów i to też buduje mnie jako człowieka, jako trenera. Chciałbym, aby to nie była tylko gorzka pigułka nauki, ale żeby końcowym efektem po tych wielu smutnych chwilach, przyszedł moment radości. To tworzy tę amplitudę emocjonalną u każdego szkoleniowca – droga od zera do bohatera u trenera jest niezwykle krótka i jak mawia klasyk: nie ma zawodu trener, a podejmując pracę jesteś 3 mecze od zwolnienia. Taka jest prawda, jest to specyficzny zawód i specyficzna praca (śmiech).

Pamela Wrona, @Pamela_Wrona