Wojciech Czerlonko: To być może jedyny taki rzut w życiu

Share on facebook
Share on twitter

– Pierwsza zadzwoniła do mnie mama. Pogratulowała i powiedziała, bym zapamiętał to rzadkie uczucie, bo ono może się już nigdy nie powtórzyć – mówi bohater Asseco, który trójką w ostatniej sekundzie wygrał mecz z MKS Dąbrową Górnicza.

(fot. assecogdynia.pl)
(fot. assecogdynia.pl)

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >> 

Grał tylko przez 160 sekund. I to tylko dlatego, że aż sześciu koszykarzy Asseco spadło z boiska za pięć przewinień w tym szalonym meczu, w którym gospodarze gonili rywali taktycznymi faulami. W sumie było ich 76, co przełożyło się na 108 rzutów wolnych.

Ale te 160 sekund wystarczyły Wojciechowi Czerlonko, by został bohaterem. A właściwie wystarczyło mu 4,2 sekundy w ostatniej akcji.

Plan był taki, że piłka ma iść do Krzyśka Szubargi i on ma rzucać. Jeśli to się nie uda, to drugą opcją był wybiegający zza zasłony Bartek Jankowski. Ale akcja tak się ułożyła, że „Szubi” został podwojony i wycofał piłkę do mnie – opowiadał po meczu Czerlonko.

Dostałem piłkę, widziałem, że przy mnie nikogo nie ma, a czas się kończy. Zdążyłem spojrzeć na kosz, nie rzucałem na ślepo. Wpadło o tablicę.

Game over. Asseco wygrało 90:89 (NASZA RELACJA).

Jakie to uczucie? Nie za bardzo wiem, jak je opisać. Po rzucie potknąłem się o czyjąś nogę, upadłem, koledzy się na mnie rzucili. W szatni w żartach zapytałem ich jeszcze, czy ten rzut został zaliczony. Super jest – dodawał.

Wojciech Czerlonko w koszykówce znany dotychczas był głównie z tego, że jest synem Małgorzaty Czerlonko, byłej znakomitej reprezentantki Polski, która w kadrze rozegrała 187 spotkań. Cztery razy wystąpiła na mistrzostwach Europy, dwukrotnie, w latach 90., zagrała na mistrzostwach świata. Jest też dwukrotną medalistką mistrzostw Polski.

Mama zadzwoniła do mnie jako pierwsza. Oglądała mecz w Internecie, pogratulowała mi i powiedziała, że w koszykarskiej karierze nieczęsto zdarzają się takie sytuacje. Powiedziała, bym zapamiętał to rzadkie uczucie, bo ono może się już nigdy nie powtórzyć – mówi Czerlonko, który w tym sezonie miał dotychczas 2/7 za trzy, a w karierze w PLK – 11/50.

Urodzony w 1995 roku Wojtek jest wychowankiem UKS De La Salle Gdańsk. Szerzej znany stał się w sezonie 2013/14, gdy został wypożyczony do Trefla Sopot i na mistrzostwach Polski do lat 20, gdzie sopocianie zajęli trzecie miejsce, pokazał smykałkę do gry w ataku. Wtedy zadebiutował także w seniorach.

Czerlonko nie pamięta sytuacji z żadnych rozgrywek, by ostatnia akcja była ustawiana na niego lub by zakończył mecz w ten sposób. – Ja zawsze byłem znany z tego, że dobrze podaję. A że jestem wysoki, to zwykle wybijałem piłkę z autu, miałem większy zasięg – tłumaczy.

Do Asseco przeszedł przed sezonem 2014/15 – miał obiecujący okres przygotowawczy z pierwszym zespołem, ale do rotacji się nie przebił. W PLK zaliczył wtedy epizody w pięciu spotkaniach, debiutował 24 stycznia 2015 roku we Włocławku.

W Asseco zaczął też pracować z Przemysławem Frasunkiewiczem – wtedy koszykarzem, dziś już trenerem. – Przemek wziął mnie pod swoje skrzydła, mówił mi jak trenować, jak pracować nad techniką, co zmieniać w grze – mówi Czerlonko.

Bardzo dużo pracowaliśmy nad rzutem, a co ważne – obaj jesteśmy leworęczni, więc było nam łatwiej. Mój rzut wciąż nie jest idealny, muszę dużo trenować, ale jest i tak lepiej niż było. Jak przychodziłem do Asseco, to za bardzo pomagałem sobie przy rzucie prawą ręką, co nadawało piłce złą rotację.

W piątek, w najważniejszym momencie, rotacja… A zresztą, czy to ważne? Dla Wojciecha Czerlonko, dla Asseco Gdynia, liczy się tylko to, że piłka wpadła do kosza.

ŁC

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >> 

POLECANE

Na boisku najbardziej brakuje obrony i zbiórek, a skład drużyny z Wrocławia po prostu jest źle zbudowany. Wszystko wskazuje na to, że za kiepski początek sezonu posadą zapłaci Andrzej Adamek, ale sama wymiana trenera nie uratuje jeszcze sytuacji.

tagi