Wojciech Kamiński: Wciąż nie boimy się nikogo

Share on facebook
Share on twitter

– Wiemy, że jak będziemy zdrowi, to będziemy w stanie grać naprawdę fajną koszykówkę. Na razie gramy dwa mecze tygodniowo bez jednego rozgrywającego – mówi trener Rosy Radom.

(fot. Przemysław Nowak/PfotoN)
(fot. Przemysław Nowak/PfotoN)

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>

Łukasz Cegliński: Co się dzieje z Rosą Radom? Przegraliście już pięć spotkań w lidze, utknęliście w środku tabeli, bilans 6-5 jest słaby jak na wicemistrza Polski.

Wojciech Kamiński: Jak to co się dzieje? A co się dzieje z innymi zespołami? My gramy na dwóch frontach, od początku sezonu mamy problemy z kontuzjami rozgrywających, pod względem budżetu jesteśmy za Turowem i Anwilem, a przegraliśmy tylko jeden mecz mniej niż te zespoły. Odwracam kota ogonem, ale czy przy całym szeregu naszych kłopotów, powinniśmy teraz mieć taki bilans jak Toruń?

Jest dużo okoliczności łagodzących i zaraz o nich porozmawiamy, ale porażki w Sopocie, Starogardzie czy Koszalinie, wicemistrzowie Polski nie przystoją.

– Od razu nie przystoją – to jest koszykówka, z każdym można przegrać.

Nie mam zamiaru się usprawiedliwiać, bo dobrze wiem, jak zagraliśmy w tych meczach – w Sopocie, w Koszalinie czy nawet Dąbrowie Górniczej mieliśmy spotkania do wygrania, spokojnie. Ale powiem tak – jak podchodziliśmy do meczów wypoczęci, po kilku dniach na przygotowanie się, a nie prosto z podróży, z autokaru czy samolotu, to wygrywaliśmy rywalizację o Superpuchar, pewnie zwyciężaliśmy w Krośnie, a także wyraźnie w Słupsku.

Do tego tylko dwa mecze zagraliśmy z dwoma rozgrywającymi – jeden z właśnie w Słupsku, a drugi w Kłajpedzie z silnym rywalem, gdzie walczyliśmy i przegraliśmy dopiero w końcówce.

Ale żeby było jasne – ja nie jestem zadowolony z tego, jak gramy, myślę że nikt z nas nie jest zadowolony. Natomiast problemów, które nas dopadają, mamy tak dużo, że musimy się cieszyć z tego, co mamy i spokojnie przygotowywać się do ważniejszych meczów.

Kilku rywali już wam uciekło.

– Ale my się nie boimy nikogo. Wiemy, że jak będziemy zdrowi, to będziemy w stanie grać naprawdę fajną koszykówkę. Na razie gramy dwa mecze tygodniowo bez jednego rozgrywającego i mimo wszystko dużo węższym składem – szczególnie w formacji podkoszowej – niż w poprzednim sezonie.

Jarosław Zyskowski (fot. Przemysław Nowak/PfotoN)
Jarosław Zyskowski (fot. Przemysław Nowak/PfotoN)

Czy to nie jest tak, że za grę w Lidze Mistrzów możecie zapłacić cenę w PLK?

– Dla nas jest to wyróżnienie, że możemy reprezentować kraj w Europie. Pierwsza runda wyszła nam fajnie, zagraliśmy kilka dobrych meczów – wygrywaliśmy po dogrywkach u siebie, zwyciężyliśmy w Varese, walczyliśmy w Kłajpedzie. Wstydu na pewno nie przynosimy.

Ale kontuzje powodują, że na grę na skuteczną dwóch frontach mamy w tej chwili zbyt wąski skład. W tym sensie płacimy wysoką cenę. Jednak wierzę, że w drugiej części sezonu fakt grania w Lidze Mistrzów będzie procentował. I uważam też, że w tym sezonie gramy w pucharach lepiej niż w poprzednim – wtedy niektóre mecze przegrywaliśmy wyraźnie, nie było, czego zbierać. Natomiast teraz, z zespołami trochę mocniejszymi niż wtedy, walczymy i też wygrywamy.

I to pomimo tej węższej rotacji pod koszem, bo przecież Seida Hajricia i Igora Zajcewa zastąpiliśmy tylko Darnellem Jacksonem zakładając, że na czwórce będą grali Damian Jeszke i Łukasz Bonarek. Pierwszy zaczął dobrze, ale doznał kontuzji, a Łukasz był w słabszej dyspozycji.

Robert Witka, z całym szacunkiem dla jego kariery, też daje wam coraz mniej, jako pierwszopiątkowa czwórka w ataku praktycznie nie jest zagrożeniem.

– Ale proszę zauważyć, że Robert Witka zaczynał mecze w piątce tylko na początku sezonu. Potem był to Jeszke, a następnie Bonarek i dopiero ostatnio znów Witka. My zdajemy sobie sprawę z tego, że Robert młodszy nie jest, ale wciąż jest ważnym graczem naszej drużyny. A do tego mamy ograniczenia budżetowe i musieliśmy podjąć pewne ryzyko. Zdecydowaliśmy się je podjąć na pozycji wysokiego skrzydłowego, ono było świadome.

Czego brakuje wam bardziej – drugiej jedynki czy dobrej czwórki?

– Drugiej jedynki. Na czwórce sobie poradzimy, Jeszke w formie spisywał się na tej pozycji dobrze, oczywiście do kontuzji. Kontuzji, którą zresztą odniósł na meczu I ligi, a nie PLK. Niektórych rzeczy nie da się oszukać, to nie jest NBA z najlepszymi na świecie warunkami odnowy i regeneracji, by grać trzy mecze tygodniowo. A Damian tak grał – 30 minut w PLK, 30 w pucharach, kontuzji doznał w I lidze.

(fot. Przemysław Nowak/PfotoN)
(fot. Przemysław Nowak/PfotoN)

Czyli jego kontuzja – a także Tyrone’a Brazeltona – wynikała ze zmęczenia?

– Nie tylko, to było połączenie nieszczęśliwego wypadku z osłabieniem organizmu. U Brazeltona to zmęczenie też się na siebie nakładało, choć akurat u niego dochodzi problem płaskostopia, co wcześniej czy później – przy takiej liczbie minut na boisku – często kończy się urazem. Nie chcę się wdawać szczegóły, ale myślę, że akurat w tym przypadku jest też trochę winy samego zawodnika, który nie chciał się do końca stosować do zaleceń.

Co dalej, jeśli chodzi o rozgrywającego?

– Mamy Jordana Callahana, którego zmiennikiem na dzisiaj jest Filip Zegzuła. Daniel Szymkiewicz wrócił do treningu, ale na razie indywidualnego, nie ćwiczy z zespołem tak, by móc wyjść na parkiet w meczu. A Brazelton przeszedł zabieg i dopiero zobaczymy, jak zareaguje na to jego organizm i jak będzie się leczył. Czekamy. Lekarz też nie jest w stanie powiedzieć, czy to kwestia trzech-czterech tygodni, czy dwóch-trzech miesięcy. Przy kontuzjach kości śródstopia leczenie przebiega różnie.

Do gry wrócił Damian Jeszke – kiedy wróci do formy?

– Po prawie dwóch miesiącach przerwy, na razie cenna jest dla niego każda minuta spędzona na boisku. Nie wiem, kiedy będzie grał tak, jak na początku rozgrywek.

Macie czas na normalne treningi?

– Nie powiem, że wszystko jest u nas na wariackich papierach, ale czasu mamy mało. Brakuje go na to, by odpowiednio przygotować się na najbliższego rywala. Jedynym spotkaniem, przed którym to nam się udało, był mecz z Czarnymi w Słupsku. Z ASVEL graliśmy u siebie we wtorek, spotkanie w Gryfii było w niedzielę – mieliśmy czas, by odpocząć i dołożyć kilka nowych rzeczy. Teraz też było lepiej – z Ventspils graliśmy u siebie w środę, Asseco podejmujemy dopiero w niedzielę.

Ale powtórzę – nie jest naszym problemem granie dwa razy w tygodniu. Czasami jesteśmy zmęczeni, ale z tym sobie radzimy. Problemem są kontuzje.

Co gra w pucharach daje drużynie – ze sportowego, szkoleniowego punktu widzenia?

– Generalnie wszyscy – zawodnicy, trenerzy – wolą grać niż trenować. Nawet jak przegrasz jakiś mecz, to za chwilę, za trzy dni masz możliwość poprawy, odrodzenia, rewanżu. Dla trenerów tygodniowe przygotowania do meczów są fajne, ale dla zawodników często nużące.

Puchary na pewno pomagają zawodnikom w rozwoju, w zbieraniu doświadczenia. Pod warunkiem, że gra w nich poprzedzona jest dobrym okresem przygotowawczym, w którym wykonuje się wszystkie założone rzeczy. Tak, by później, gdy przychodzi granie dwa razy w tygodniu, większość rzeczy była egzekwowana automatycznie, a praca koncentrowała się tylko na detalach.

(fot. Przemysław Nowak/PfotoN)
(fot. Przemysław Nowak/PfotoN)

Wam ten okres przygotowawczy się udał?

– Nie do końca i to też ma wpływ na to, jak teraz gramy.

Daniela Szymkiewicza nie było z nami od początku. I twierdzę, że to był nasz największy problem – cały czas powtarzano nam, że wróci za tydzień, za dwa, że już wkrótce będzie mógł grać. Tak się jednak nie działo, a my traciliśmy czas – takiego gracza jak Jordan Callahan powinniśmy sprowadzić przed sezonem. Byliśmy jednak oszukiwani.

Wielokrotnie słyszałem od Daniela „Już wracam”, „Za tydzień będę gotowy” itp. Nie jest to oczywiście zarzut do „Szymka”, on powtarzał to, co mówili mu lekarze. Ale nie klubowi, co trzeba podkreślić. Ci, u których Daniel się leczył. Miał wrócić, a nie wracał.

Terminów powrotu Daniela do grania słyszałem tak dużo, że aż trudno to zrozumieć. Przecież on miał być gotowy do gry w Superpucharze! Ale kolejni specjaliści powiedzieli mu, żeby jeszcze poczekał, że oni go postawią całkowicie na nogi w cztery tygodnie. No i postawili tak, że czekamy na niego już trzy miesiące.

Liczycie w ogóle na niego w tym sezonie? Że dojdzie do formy i zagra na przynajmniej 80 proc. tego, co pokazywał w końcówce poprzednich rozgrywek?

– Nie wiem.

Na pewno na nikogo się nie obrażę, nie odstawię od składu. Daniel w formie jest nam potrzebny. Zresztą w obecnej sytuacji z kontuzjami każdy zawodnik jest nam potrzebny, każdy ma szansę do grania – nie ma znaczenia, czy jest to Filip Zegzuła czy Maciek Bojanowski. Jak będą dobrze pracowali, to dostaną szansę by grać. Już dostają.

Do końca sezonu zostaje z wami Jarosław Zyskowski. Co wam daje jako drużynie?

– Po pierwsze: jest dużo innym zawodnikiem niż Michał Sokołowski. Nie gra może z taką energią, ale potrafi znaleźć się w sytuacjach specjalnych, wymusić faul, zaatakować w odpowiednim momencie. Czekamy na jego skuteczność w rzutach z dystansu, myślę, że niedługo wróci na poziom, który prezentował w poprzednim sezonie.

Po drugie: uratował nam trochę rotację po kontuzji Jeszkego. Gdyby nie Jarek, to za „Sokoła” musiałby wchodzić Maciek Bojanowski, który robi duże postępy, ale on rok temu grał tylko po 17 minut w I lidze.

Jak oceniacie Michała Sokołowskiego? Statystyki są zbliżone do zeszłorocznych, choć niższa jest skuteczność. Widzicie jego postępy?

– Jego rola się trochę zmieniła, ze względu na kontuzje rozgrywających. Z konieczności musi zagrać na jedynce, częściej na piłkę w rękach i to dla niego coś nowego. Trzeba podejmować inne decyzje, brać większą odpowiedzialność. Powiedzmy, że Michał wciąż się tego uczy.

Łukasz Bonarek został wypożyczony do Startu Lublin, bo po powrocie Jeszkego nie miałby szans na grę, czy nie dawał rady?

– My mamy z Łukaszem kontrakt jeszcze na kolejne dwa sezony. W tych rozgrywkach był trochę zablokowany, grał gorzej niż w poprzednich, a z kolei Jeszke grał zdecydowanie lepiej. Podjęliśmy więc decyzję, że Łukasza wypożyczymy, od trenera Davida Dedka mamy zapewnienie, że on w Starcie będzie grał więcej minut i będzie miał okazję, by się odblokować, nabrać pewności siebie. Mam nadzieję, że na przyszły sezon wróci do nas mocniejszy.

Stelmet Zielona Góra jest największym faworytem do mistrzostwa?

– Na pewno.

(fot. Przemysław Nowak/Pfoton)
(fot. Przemysław Nowak/Pfoton)

A gdzie widzicie najgroźniejszych rywali?

– Wszyscy widzą, jak dobrze gra Polski Cukier Toruń – wiele osób było tym zaskoczone, ale ja nie. Trener Jacek Winnicki jest świetnym fachowcem, a w klubie wyciągnięto wnioski z poprzedniego sezonu – skoro przeszkodził im fakt, że w grze dominował grający po 35 minut Danny Gibson, to teraz odpowiedzialność rozłożono inaczej. Jest Obie Trotter, wrócił Tomek Śnieg, który jest w dobrej formie, częściej piłkę ma Łukasz Wiśniewski, jest jeszcze Kyle Weaver, ciągle dobrze gra Bartosz Diduszko.

Toruń będzie groźny dla każdego, a jeśli chodzi o inne zespoły, to czekam na ruch Anwilu Włocławek. Myślę, że Igor Milicić na pewno doda kogoś do składu – pytanie jakiego gracza, kto im będzie pasował. Anwil na pewno będzie mocny.

Turów też – wygrał przecież we Włocławku, choć po czterech dniach przegrał w Sopocie. Wiem jak to jest, my tak gramy non stop. Porażka z Treflem nie zmienia faktu, że Turów to silny zespół.

Liczę też, że King Szczecin po dojściu Roberta Skibniewskiego włączy się mocniej do walki o czołowe pozycje.

Dąbrowa Górnicza, Czarni?

– Czarni na razie grają w kratkę, trochę jak my. Potencjał mają ogromny, ale czekają na powrót do pełnej dyspozycji Jarka Mokrosa.

Z oceną Dąbrowy trzeba jeszcze poczekać – nie dlatego, że ich dyskredytuję, ale dlatego, że z pierwszych dziewięciu meczów aż siedem zagrali u siebie. Mieli komfort treningu, przygotowań do kolejnych meczów, spokojnej pracy. A nieliczne wyjazdy – do Ostrowa Wlkp., Zgorzelca i Tarnobrzega – nie były dalekie. Poczekajmy.

A wy czujecie presję? Jesteście wicemistrzem Polski, zdobywcą Pucharu Polski, a także Superpucharu. Nie jesteście już Rosą, która puka do czołówki, jesteście zespołem z czołówki.

– Znajomi się ze mnie śmieją, że czasem wygląda na to, jakbyśmy zakładali sobie na szyję pętlę – jak ktoś jest świadomy naszych braków, to widzi, że wcale nie jest z nami źle. Ale ludzie nie pamiętają, że gramy dwa razy w tygodniu, mamy ciągle kontuzje, a wśród zmienników dwóch graczy, którzy do tej pory nie grali w PLK.

Czujemy presję, ale to rzecz naturalna. Radzimy sobie i radzić będziemy.

NBA, Euroliga, PLK – typuj wyniki i wygrywaj >>

NBA

Wydanie specjalne! Kamil Chanas z ekspertami (Mihailo Uvalin i Radosław Hyży) rozmawiają o turnieju o Suzuki Puchar Polski 2021, który odbędzie się w dniach 11-14 lutego w Lublinie. Zapowiadają cztery ćwierćfinałowe mecze oraz typują wygranych tych spotkań. Kto zgarnie Puchar Polski w tym roku, a kto wygra konkurs rzutów za 3 punkty i konkurs wsadów?

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Rawlplug Sokół Łańcut pokonał Grupę Sierleccy-Czarnych Słupsk 86:77 i przerwał serię zwycięstw lidera tabeli 1. ligi, która trwała prawie 2 miesiące. Gospodarze zdominowali słupszczan w walce na tablicach (44:26), grali też bardzo zespołowo w ataku (23 asysty).
6 / 03 / 2021 20:06
Jeszcze kilka dni temu sam Pau Gasol zaprzeczał medialnymi doniesieniom i prosił kibiców o cierpliwość. We wtorek sam jednak poinformował, że rzeczywiście wraca do Barcelony. Zagra w Eurolidze, aby przygotować się do pożegnalnego występu na igrzyskach w Tokio z reprezentacją Hiszpanii.