Woods vs Olympiakos – dni chwały Wielkiego Q

Share on facebook
Share on twitter

Qyntel Woods wymiatał nie tylko w PLK – status podziwianej w całej Polsce gwiazdy zyskał dzięki znakomitym występom w Eurolidze. Jego rywalizacja z Joshem Childressem, to było coś!

Qyntel Woods (Fot. Renata Dąbrowska/Agencja Gazeta)

Szukasz butów retro – sprawdź w Sklepie Koszykarza >>

To jedna z najfajniejszych historii w polskim baskecie w XXI wieku – europejskie Asseco Prokom z sezonu 2009/10 dało nam ogromną radość, ten awans do ćwierćfinału był czymś niesamowitym.

I duża w tym zasługa Qyntela Woodsa.

Oczywiście, nie tylko jego. Trener Tomas Pacesas miał w składzie także świetnych, nieobliczalnych czy przydatnych Davida Logana z Danielem Ewingiem, Ratko Vardę, Ronniego Burrella i Jana-Hendrika Jaglę czy Adama Hrycaniuka, Przemysława Zamojskiego i Adama Łapetę.

Największą gwiazdą był jednak Woods. W 20 meczach miał średnio 16,9 punktu, 6,2 zbiórki oraz 2,5 asysty. Wielkiemu Realowi rzucał 22 i 27 punktów, z EWE Baskets Oldenburg miał 23 punkty i 14 zbiórek, latał między koszami w Maladze, gdy Prokom bił Unicaję 70:50 na wyjeździe.

Największym popisem Woodsa był jednak ćwierćfinał z Olympiakosem. U rywali grali wówczas Milos Teodosić, Linas Kleiza, Sofoklis Schortsanitis, Patrick Beverley, Thedoros Papaloukas czy Nikola Vujcić, a na pozycji Qyntela, przede wszystkim, Josh Childress. Amerykanin rok wcześniej zaszokował koszykarski świat, rezygnując z solidnej pozycji w NBA na rzecz Olympiakosu.

Ale w ćwierćfinale Euroligi z 2010 roku Woods grał tak, że można było się zastanawiać, kto tu przed chwilą był w NBA.

W meczu nr 1, który Prokom zaczął od prowadzenia 11:0, a przegrał ostatecznie tylko 59:63, Woods rzucił 23 punkty (10/14 z gry), miał 11 zbiórek. Childress? Jasne, miał inną rolę w gwiazdorskim Olympiakosie niż Woods w Prokomie, ale 13 punktów i 5 zbiórek w 35 minut nie zrobiło wielkiego wrażenia.

W spotkaniu nr 2 Woods znów zaliczył double-double (20 punktów, 14 zbiórek) i „ograł” Childressa (11 i 7), ale Olympiakos tym razem triumfował wyraźnie, aż 90:73.




Mecz nr 3 w Gdyni był jednym z fajniejszych w historii Prokomu, a może i wszystkich polskich klubów. Tym razem błyszczał Childress (20 punktów, 9/14 z gry), ale to gdynianie kontrolowali spotkanie, prowadzili przez jego większość. W końcówce były jednak wielkie emocje, w ostatniej sekundzie przy wyniku 81:78 na remis rzucał z dystansu Linas Kleiza, ale zablokował go Logan. Woods rzucił wówczas 18 punktów, miał 5 zbiórek i 4 asysty.

Mecz nr 4 okazał się ostatnim, Olympiakos pokazał już klasę i wygrał 86:70. Childress znów był świetny (22 punkty, 9/14 z gry i 6 zbiórek), Woods wypadł nieco słabiej (16 punktów, 5/13). Ale i tak, jeśli porównamy ich średnie osiągi z tej serii, było świetnie:

Woods: 19,3 punktu oraz 8,8 zbiórki
Childress: 16,5 punktu oraz 5,8 zbiórki

Po tamtych potyczkach ich ścieżki kariery się rozjechały – Childress wrócił do NBA, ale przez cztery sezony grał coraz mniej w kolejnych klubach, ostatnio występował w Australii i Japonii. Woods z roku na rok prezentował coraz niższy poziom, ostatnio w ogóle nie grał, teraz wraca do AZS Koszalin w wieku 36 lat i jest totalną zagadką.

Ale po tym, co wyprawiał w Prokomie w latach 2009-10, w Polsce będzie miał status jednej z największych gwiazd w historii ligi.

ŁC

Szukasz butów retro – sprawdź w Sklepie Koszykarza >>




POLECANE

Zespół z Gdyni, licząc PLK i EuroCup, przegrał 5 meczów z rzędu, a w ostatnich 4 nie zdobył nawet 70 punktów. Brak drugiego rozgrywającego mocno się teraz odbija na zmęczeniu i grze pozostałych zawodników, jednak – naszym zdaniem – decyzja o zatrudnieniu Armaniego Moore’a ma sens.

tagi