PRAISE THE WEAR

Wypadek Damiana Szymczaka – historia ku przestrodze

Wypadek Damiana Szymczaka – historia ku przestrodze

Ta historia, która mogła skończyć się tragedią, to przestroga przed jeszcze wieloma źle zabezpieczonymi halami koszykarskimi w Polsce. Problemem w przypadku Damiana Szymczaka jest również fakt, że takiego zdarzenia postanowiono nie wpisywać do protokołu meczowego.
Damian Szymczak / fot. Sokół Międzychód

Superbet – najlepsze kursy na koszykówkę. Cashback 1300 i do 200 zł na start. Sprawdź! >>

Był 23 lutego, kiedy Ogniwo Szczecin w hali SDS przy Wąskiej 16 w ramach 25. kolejki podejmowało MKS Sokoła Międzychód. Druga kwarta. Mecz na styku. Koszykarz drużyny gości z numerem „8” oddaje rzut z wyskoku za 2 punkty. Chyba niecelny. W ułamku sekundy obraca się, przeciwnik wyskakuje do bloku, a on upada tuż za koszem, niefortunnie uderzając potylicą w betonową ścianę. Chwilowo traci przytomność.

– Dudnienie w uszach, cisza, ciemność przed oczami. Urwał mi się film. Tyle pamiętam. Nie byłem do końca świadomy tego, co się dzieje. Nie zdawałem sobie sprawy z powagi sytuacji. Czułem adrenalinę – wspomina Damian Szymczak.

– Ratownik medyczny, który podszedł do mnie dopiero po czasie, powiedział żebym poszedł do łazienki i włożył głowę pod zimną wodę. Byłem na granicy utraty przytomności. Karetkę wezwano na prośbę moją, a przede wszystkim na prośbę mojej narzeczonej. W protokole meczowym nie chciano odnotować, że doszło do jakiegoś wypadku. Na karetkę czekałem razem z nią w szatni, nikogo więcej przy mnie nie było. Na SOR trafiłem około godziny 20:00, czekałem 2,5 godziny na przyjęcie, zrobiono mi tomograf. O godzinie 10:00 dostałem łóżko na oddziale. Spałem na krześle przez kilka godzin, w przepoconym stroju meczowym. Mimo że nie powinienem mieć głowy spuszczonej w dół. Miałem krwiaka, dwa krwotoki wewnętrzne – podpajęczynówkowy oraz w płacie czołowym i potylicznym, wstrząs mózgu i pękniętą czaszkę. Lekarz powiedział: „Niech się pan cieszy, że jest tak, jak jest. Wszystko mogło się wydarzyć” – opisuje, mówiąc, że gorzej było tylko z upływającym czasem.

– Dla mnie to było traumatyczne przeżycie. Przez 3 kolejne miesiące leżałem w łóżku, patrzyłem w sufit i nie byłem w stanie samodzielnie funkcjonować. Brałem leki psychotropowe żeby móc spać, dostałem zwolnienie od psychiatry. Miałem zaburzenia snu, codziennie zasypiałem o siódmej nad ranem i spałem po 2-3 godziny. Przez kilka tygodni kręciło mi się w głowie, miałem napady silnego bólu. Mam bardzo osłabiony zmysł smaku. Zmysł węchu utraciłem całkowicie – albo nerw regeneruje się bardzo powoli, albo został przerwany. Prawdopodobnie już nigdy go nie odzyskam, będę musiał żyć z tą niepełnosprawnością. Próbowałem już wszystkiego – dodaje.

Koszykarz przyznał, że dotychczas nie mógł liczyć na żadną pomoc oraz wsparcie. Sytuacja ta, mimo że wydarzyła się kilka miesięcy temu, nie spotkała się z żadną reakcją, a tym bardziej nie wyciągnięto ani wniosków, ani nikt nie poniósł konsekwencji.

– Nie miałem dodatkowego, prywatnego ubezpieczenia. Klub ubezpieczył grupę na kwotę 10 tys. zł – bo wymagane i akceptowane jest podstawowe, najtańsze, jakiekolwiek ubezpieczenie, NNW – zatem otrzymałem zaledwie 6%, czyli 600 zł. Znacznie więcej wydałem już następnego dnia po wypadku. Nic prawnie mnie nie chroniło. W takich i podobnych sytuacjach zawodnik zostaje sam. Wypłacono mi całość kontraktu, ale jest to druga liga, więc nie są to duże sumy. Zostałem wyłączony z jakiejkolwiek pracy zarobkowej, chociaż mam też własną działalność gospodarczą. Z żadnej strony – poza MKS i wiadomością od prezesa Ogniwa po wypadku – nie otrzymałem zainteresowania, nikt nie wyciągnął pomocnej dłoni. Zabrakło zwykłego, ludzkiego odruchu – zauważa.

– Otrzymałem później z rąk komisarza dwa wyróżnienia – statuetkę dla najlepszego zawodnika rundy zasadniczej II ligi męskiej grupy A, a następnie statuetkę dla zawodnika najlepszej piątki ligi. Zewsząd słyszałem pytania, jak się czuję i automatyczne, entuzjastyczne odpowiedzi, że będzie dobrze, natomiast odnosiłem wrażenie, że cała sytuacja została zbagatelizowana i zamieciona pod dywan. Nikt nie ma świadomości, że to wciąż trwa. Być może wynikało to ze strachu? – zastanawia się.

MKS już następnego dnia wystosował pismo do organizatora rozgrywek, Polskiego Związku Koszykówki, odnośnie hali i feralnego wydarzenia. Według specyfikacji dla rozgrywek, boisko bezwzględnie musi mieć pełne wymiary wymagane w przepisach, czyli 28×15 metrów, zachowując co najmniej 2 metry odległości od jakichkolwiek przeszkód, przy dopuszczalnym wyjątku co najmniej jednego metra linii od przeszkód, co w sezonach wcześniejszych zostało zatwierdzone przez PZKosz jako zasadę nieprzekraczalną. Jak się okazało, obiekt (mający 26 metrów długości) przeszedł weryfikację i został warunkowo dopuszczony do rozgrywek, ze względu na brak innych możliwości. Ściana została zabezpieczona tylko jednym, pionowo ustawionym materacem bezpośrednio za koszem. 

Takich hal, jak można przypuszczać, jest znacznie więcej.

W piśmie napisano natomiast: „W nawiązaniu do wydarzenia z szóstej minuty drugiej kwarty meczu 25 kolejki grupy A 2 Ligi Koszykówki Mężczyzn, pomiędzy drużynami Ogniwa Szczecin a Międzychodzkiego Klubu Sportowego „Sokół” w dniu 23 lutego 2022 roku, podczas którego zawodnik naszej drużyny Damian Szymczak doznał poważnego urazu głowy, wnoszę o wyjaśnienia odnośnie dopuszczenia hali sportowej Szczecińskiego Domu Sportowego przy ulicy Wąskiej 6 w Szczecinie do rozgrywania w niej rozgrywek ligowych”. Dalej, prezes klubu Krzysztof Łodyga wyjaśnił okoliczności zdarzenia, dodając na koniec:

„Prosimy o wyjaśnienia odnośnie certyfikacji hali SDS w Szczecinie, której wymiary nie tyko nie spełniają regulaminowych wymogów PZKosz, ale co grosza brak zabezpieczeń znajdującej się tuż za linią końcową betonowe ściany już doprowadziły do poważnego urazu, a wszystko mogło skończyć się o wiele gorzej. Mając na uwadze dobro każdego zawodnika, który w przyszłości miałby rozgrywać mecze w obiekcie przy ulicy Wąskiej 6, wnioskuję o przeprowadzenie ponownej certyfikacji hali i jeśli nie jest możliwe jej zmodernizowanie o wyłączenie obiektu z udziału w rozgrywkach.

Ponadto prosimy o udostępnienie nam, w celu uzyskania z ubezpieczenia odszkodowania dla zawodnika, raportu komisarskiego z tego meczu. Niestety pomimo moich rozmów z komisarzem i próśb o wpisanie interwencji zespołu karetki medycznej w protokole meczowym, komisarz zdecydował o nie wpisywaniu tego zdarzenia, co może znacząco utrudnić uzyskanie odszkodowania”.

Jakiś czas później halę wyłączono z użytkowania, a następnie stworzono tam bazę noclegową dla uchodźców z Ukrainy. „I w zasadzie tyle” – wtrąca zawodnik, nie kryjąc frustracji.

Prezes szczecińskiego Ogniwa będącego organizatorem meczu przekazał, że w nowym sezonie klub planuje wykupić dodatkowe OC klubu chroniące zawodników na wypadek tego typu sytuacji, a członkom zespołu zostaną zaprezentowane różne opcje ubezpieczeniowe.

– Biorąc pod uwagę, że wymagane przez PZKosz ubezpieczenie ich nie chroni, muszą mieć świadomość o zagrożeniach i możliwościach ubezpieczenia i ewentualnego odszkodowania. Jedynie takie prewencyjne szkolenia mogą coś zmienić – podkreśla Piotr Wilento, dodając, że jest to bardzo trudna i przejmująca sytuacja.

– Koszykówka jest nieodłączną częścią mojego życia, jest w moim życiu od szóstego roku życia. I tak bym do niej wrócił. Po miesiącu od wypadku jednak długo się nad tym zastanawiałem. Pomyślałem, że tak nie może zakończyć się ta przygoda. Będę grał, ale poniekąd na innych warunkach – mówi Damian Szymczak, który oddał sprawę w ręce prawnika.

Pamela Wrona

Superbet – najlepsze kursy na koszykówkę. Cashback 1300 i do 200 zł na start. Sprawdź! >>

POLECANE

tagi

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Postaci ustawionej tyłem na zdjęciu dziś na parkiecie nie zobaczymy. Josh Bostic został odsunięty od drużyny, a jego kontrakt prawdopodobnie zostanie rozwiązany. Ale będą inni! Między innymi wracający po kontuzji Kamil Łączyński.