Wyścig po MVP: Giannis tuż przed Hardenem

Share on facebook
Share on twitter

O jeszcze kilku koszykarzach można powiedzieć, że mniej lub bardziej kręcą się wokół wyścigu po nagrodę dla najbardziej wartościowego gracza w NBA. Jednak wybór tegorocznego MVP powinien sprowadzić się do dwóch kandydatów: Giannisa Antetokounmpo lub Jamesa Hardena.

Giannis Antetokounmpo (fot. Wikimedia Commons)

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>

Statystycznie: Jest wiele płaszczyzn, na których można rozmawiać o wyborze MVP, lecz zanim przejdziemy do jakichkolwiek spostrzeżeń najpierw przyjrzyjmy się zaawansowanym statystykom i miejscu, które dany zawodnik zajmuje w poszczególnej metryce.

Choć suche liczby mogą być mylące, podobnie jak traktowanie ich jako głównego wyznacznika, to można na ich podstawie wysnuć garść istotnych wniosków:

1. Giannis i Harden to dwaj najlepsi zawodnicy obecnego sezonu, co podpowiada nam także statystyka – obaj na przemian prowadzą we wszystkich dziewięciu kategoriach, 5 do 4 na korzyść Greka.

2. Imponujące, jak wybitnym graczem w ataku jest Harden. Samym wpływem na ofensywę swojego zespołu jest w stanie przykryć znaczną różnicę między grą po drugiej stronie parkietu (od mniej więcej trzech sezonów nie jest złym defensorem – jak każdemu zdarzają mu się wyrwane z kontekstu urywki gorszych posiadań, lecz zaangażowaniem doprowadził siebie do poziomu solidnej przeciętności, czemu pomaga 1. miejsce w przechwytach i deflections) na tyle, by w dwóch statystykach, które rozbijają wartość w ataku i obronie wskoczyć ogółem na pierwsze oraz drugie miejsce.

3. (obrona Giannisa): Niekiedy może umknąć, jak dobrym obrońcą jest Antetokounmpo. Milwaukee Bucks z Grekiem na parkiecie tracą najmniej punktów w NBA w przeliczeniu na 100 posiadań. Kombinacja wzrostu, zasięgu ramion, siły, uniwersalności i mobilności sprawia, że 24-letni skrzydłowy sieje postrach zarówno jako defensor z pomocy, jak i potencjalny strażnik obręczy – wpływ Giannisa widać także w akcjach, w których samą swoją obecnością pod koszem odstrasza rywali od potencjalnych rzutów:

via Gfycat

Grek przewodzi w dwóch defensywnych statystykach i choć żadna z nich nie jest idealna, to jest spora szansa, że za mało się mówi o pozytywnym oddziaływaniu Giannisa na defensywę. Objawia się to także w antycypacji zachowań przeciwnika, co można zaobserwować na dwóch kolejnych przykładach – na obu Philadelphia 76ers grają tę samą akcję, w której Joel Embiid ścina do kosza po zasłonie J.J.-a Redicka, gdzie ma wykończyć długie podanie. Tak zakończył się opisany wariant, kiedy Giannis był na parkiecie…

via Gfycat

… a tak, gdy ten przebywał akurat na ławce.

via Gfycat

Myślę, że narracja towarzysząca Paulowi George’owi jako temu, który jest w wyścigu zarówno po nagrodę dla MVP, jak i dla najlepszego obrońcy powinna być przypisana – nawet bardziej – do Giannisa. Jakby ta znakomita defensywa niewystarczająco wspierała ogólną kandydaturę zawodnika Bucks, który rzeczywiście gra świetnie po obu stronach parkietu.

Izolacje Hardena: Być może najbardziej szokującą statystyką w NBA jest ta, w której James Harden ma o ponad 350 izolacji więcej niż druga pod tym względem drużyna (!) – Brodacz zaliczył tego typu posiadań więcej niż wszystkie zespoły w lidze, z wyjątkiem co oczywiste Rockets. Trudno mieć komuś za złe, że ten styl może nie wzbudzać większego zainteresowania. Niemniej nie można winić za obrany kierunek sam klub.

Za hamowaniem spontaniczności stoi powiedzmy analityczny postęp. Dla przykładu: na parkiecie znajduje się Enes Kanter lub Isaiah Thomas, więc drużyna może za wszelką cenę chcieć wykorzystać słabości konkretnego rywala w obronie. Dlatego będzie go szukać w izolacji lub na zasłonie: raz, drugi, trzeci itd. Ta powtarzalność jest nudna. Ale będzie działać.

Harden mimo rozegrania około siedmiuset izolacji więcej niż drugi pod tym względem zawodnik, zdobywając 1,09 punktu na posiadanie, wciąż znajduje się w tym elemencie w czołówce. Drudzy w efektywności w izolacjach Warriors i Bucks dla porównania notują 0,97 punktu na posiadanie.

Brodacz pobił w tym sezonie także rekord zdobytych trójek bez asysty i w ogromnym stopniu obrany styl – przy kontuzjach i regresie niektórych graczy oraz węższej kadrze – był konieczny do uratowania sezonu Rockets.

Rzuty wolne: Zważywszy, że Harden jest najczęściej rzucającym graczem w NBA (oddaje blisko 25 prób na mecz) nie wiem, czy aż takim zaskoczeniem będzie fakt, że Giannis % wymusza więcej wolnych, aniżeli zeszłoroczny MVP.

Grek był faulowany przy nieco ponad 23% oddanych rzutów, natomiast Harden już przy 16,5% – paradoks polega na tym, że z jednej strony jest to najniższy wynik w karierze Brodacza, a z drugiej ten nigdy nie stawał tak często na linii rzutów wolnych jak w trwających rozgrywkach (średnio ponad 11 razy). To także pokazuje jak wiele akcji przechodzi przez obwodowego Rockets.

Zdobycze punktowe Hardena: Tylko pięciu zawodników w historii NBA na przestrzeni całych rozgrywek zdobywało średnio więcej niż 35 punktów – Michael Jordan, Kobe Bryant, Rick Barry, Elgin Baylor i pięć razy Wilt Chamberlain. Harden byłby szósty. Na dziewięć takich sezonów, tylko raz zdarzyło się, by dany gracz zdobył MVP – Chambarlain w roku 1960.




Narracja z 2017 roku: Zostawiając na boku kwestię, kto w sezonie 2016/17 powinien zgarnąć statuetkę dla MVP, to odnoszę wrażenie, że Russell Westbrook został wybrany ze złych przyczyn. Wielu dziennikarzy zagłosowało na rozgrywającego Oklahomy City Thunder tylko ze względu na średnie na poziomie triple-double, jakby nie zwracając uwagi, że dało się kandydaturę Westbrooka zbudować na tym jak ten niemal samodzielnie wprowadził na plecach swoją drużynę do play-offów.

Mimo upływu ledwie dwóch lat ten wybór nie „zestarzał” się najlepiej i nie wpływa najkorzystniej na szanse Hardena, o czym w jednym ze swoich podcastów wspomniał Bill Simmons. Część z głosujących może ponownie nie dostrzegać, że postawienie na lidera Rockets to coś więcej niż określony zbitek cyfr. Więc jeżeli ktoś miałby wybrać Hardena, to główną przyczyną nie powinno być 35 punktów na mecz, a sposób w jaki Brodacz przepchnął Houston do najlepszej ósemki.

Głębia Milwaukee: Bucks w dużym stopniu mogą wygrywać kolejne mecze kolektywem, lecz ten tak dobrze funkcjonuje ze względu na osobę Giannisa. W 2015 roku przy wyborze MVP nie dostrzegłem jeszcze tego, że Stephen Curry był niezastępowany dla Golden State Warriors i wskazałem wtedy na Hardena. Z perspektywy czasu doszedłem jednak do wniosku, że to byłby błąd i przychyliłbym się do rzeczywistych rezultatów (1. Curry, 2. Harden).

Podobnie jak Curry, Giannis jest spoiwem, które sprawia, że dalsi zawodnicy grają tak dobrze. Milwaukee bez Greka wciąż byłoby grupą, która na wschodzie mogłaby powalczyć o awans do play-offów, ale z nim są elitarni – od sezonu 2003/04 osiem drużyn miało lepszą różnicę punktową na 100 posiadań niż tegoroczni Bucks.

Giannis z czterema strzelcami wokół jest systemem – doskakując do pomocy zostawia się wolnego zawodnika na dystansie, a wybierając brak podwojenia prosi się o dunk 24-letniego skrzydłowego. Dodatkowo Giannisowi podporządkowany jest cały schemat zbierania piłek w defensywie, aby stworzyć mu – podobnie jak Westbrookowi w Oklahomie – błyskawiczną możliwość wyprowadzenia kontry. Bez niespodzianek ta dwójka prowadzi w liczbie posiadań w transition (a Steven Adams i Brook Lopez są w top-10 box-outów na mecz).

Werdykt: Wydaje mi się, że w przypadku tych dwóch zawodników nie ma złego wyboru, ale koniec końców postawiłbym na Giannisa. Przed sezonem można było spodziewać się postępu Bucks, lecz trudno było przypuszczać, że zespół z Milwaukee wykręci prawdopodobnie najlepszy bilans w NBA. Natomiast mogliśmy przewidzieć, że Rockets znajdą się mniej więcej w miejscu, w którym są obecnie.

I wprawdzie okoliczności się zmieniły względem Hardena w Houston, to z szerszej perspektywy niezmiennym pozostaje, że Giannis ma najwyższą średnią punktów, zbiórek, asyst, będąc też drugim w przechwytach oraz blokach w – jeszcze raz – drużynie z największą liczbą zwycięstw. Mimo wspomnianej szerokości składu Bucks różnica między najlepszym, a kolejnym najlepszym zawodnikiem zespołu (Ericem Bledsoe lub Khrisem Middletonem) jest znaczna.

Giannis prawdopodobnie nie byłby w stanie powtórzyć tegorocznych wyczynów Hardena, lecz nie ma w tym niczego złego – zwyczajnie nie byłoby to właściwe podejście do funkcjonowania zespołu z Grekiem jako jego centralnym punktem.

Dominacja skrzydłowego objawia się na wiele sposobów – pod koszem, na dystansie otwierając miejsce dla uzupełniających graczy, a także w defensywie. Za sukces Bucks odpowiada wiele jednostek, lecz w Milwaukee wszystkie drogi ostatecznie prowadzą do Giannisa.

Łukasz Woźny, @l_wozny, Podcast Autora znajdziesz TUTAJ >>

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>