Wystrzał Marcina Piechowicza – pchnął Rosę do Ligi Mistrzów

Wystrzał Marcina Piechowicza – pchnął Rosę do Ligi Mistrzów

Share on facebook
Share on twitter

Poderwał zespół w drugiej kwarcie, trafił ważne trójki w trzeciej. Zdobył 11 punktów, zaliczył 7 zbiórek i 2 asysty. Był wcale nie takim cichym bohaterem rewanżu z Giants Antwerpia.

Marcin Piechowicz (fot. basketballcl.com)

Nowości w Sklepie Koszykarza – zobacz, w czym się teraz gra >>

W poniedziałek Rosa musiała nie tylko wygrać – musiała pokonać Belgów różnicą co najmniej 7 punktów. Liczyliśmy na Kevina Puntera, Patrika Audę czy Michała Sokołowskiego i oni wszyscy zagrali bardzo dobrze.

Ale kto liczył na Marcina Piechowicza?

W Antwerpii trochę się spalił, a teraz zagrał jak profesor – mówi trener Rosy Wojciech Kamiński. – Mecz w Belgii trochę przespałem, teraz chciałem dać drużynie o wiele więcej – dodaje 24-letni koszykarz.

W meczu nr 1 grał przez 11 minut, popełnił stratę. I to wszystko. W meczu nr 2 spędził na boisku prawie 24 minuty – rzucił 11 punktów (3/3 za trzy, 2/2 z wolnych), miał 7 zbiórek i 2 asysty. I najlepszy w zespole wskaźnik +/- na poziomie +22.

Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że graliśmy mecz o Ligę Mistrzów, że musieliśmy wygrać, to tak – to był mój najlepszy występ w życiu. Widziałem, jak ważne jest to spotkanie dla całego klubu – mówi Piechowicz.

Rosa wygrała 83:70 i awansowała do fazy grupowej Ligi Mistrzów.

Przełom w Radomiu? Ciężka praca już jest

Mierzący 201 cm wzrostu obwodowy karierę jest wychowankiem MKS Dąbrowa Górnicza, przez ostatnie trzy sezony grał w niej w PLK. Najlepiej spisywał się w tym pierwszym, gdy notował po 5,6 punktu, 2,2 zbiórki oraz 1,8 asysty. Na początku debiutanckich rozgrywek rzucał 12 punktów z Treflem, 13 ze Stelmetem, 17 z Polfarmeksem. Ale potem przyplątała się kontuzja, koszykarz miał miesiąc przerwy i wylądował na końcu rotacji drużyny.

Teraz liczy na odrodzenie, na duży krok do przodu w Radomiu. Może taki, jaki udał się Michałowi Sokołowskiemu czy Danielowi Szymkiewiczowi?

Liczę na Marcina, liczę, że będzie nam pomagał tak, jak w poniedziałek. Że będzie grał na różnych pozycjach: na jedynce, na dwójce, jak trzeba to na trójce, a czasem, jak w jednym ze sparingów, nawet na czwórce – mówi Kamiński.

To mocny fizycznie zawodnik, zobaczcie, jak pomógł nam z Giants na deskach. Ten mecz bardzo mu się przyda, bo jeśli chodzi o pracę, o chęci do trenowania, to wszystko u Marcina jest na najwyższym poziomie. Teraz potrzeba, by potwierdzał w meczach to, czego się uczy – dodaje trener Rosy.




Między rzutem i podaniem

U Piechowicza widać progres, jeśli chodzi o rzut. Już w Dąbrowie wskaźnik trójek rósł z 33, przez 34, do 39 proc. skuteczności. W poniedziałek było to świetne 3/3.

Spokojnie, to tylko jeden mecz, nie da się zawsze tak trafiać – zaznacza koszykarz. Jak pracuje nad rzutem? – Zacząłem w zeszłym sezonie, teraz praktycznie po każdym treningu zostaję i oddaję po kilkadziesiąt, a czasem nawet ponad 100 celnych rzutów za trzy.

Marcin mnóstwo czasu spędza rzucając – potwierdza Kamiński. – Z trenerem Arturem Packiem umawia się indywidualnie, rzuca przed i po treningach, ma dodatkowe zajęcia. Jemu potrzebna jest jedna rzecz – powtarzalność rzutu. Każda próba musi być taka sama – zaznacza trener.

Kamiński, gdy pytamy go o największy atut Piechowicza, odpowiada zdecydowanie: – Podanie. Ma bardzo dobre, naprawdę.

Na razie go nie pokazał, ale też z Giants nie było łatwo, Marcin nie był jeszcze w stanie przeczytać wszystkiego i pokazać takich zagrań w meczu pucharowym. Dotychczas grał w PLK, teraz styka się z wyższym poziomem. Jest trochę pod presją – dodaje Kamiński.

Na jedynce najtrudniej, ale trzeba wszędzie

Piechowicz, z wszechstronnymi umiejętnościami, 201 cm wzrostu, coraz lepszym rzutem i umiejętnością podania, w wieku 24 lat wciąż wygląda jak materiał na nowocześnie grającego obwodowego. Właśnie – obwodowego, a nie rozgrywającego, rzucającego czy skrzydłowego.

Ja go nie będę szufladkował, Marcin ma być uniwersalny. Jest coraz mniej graczy, którzy występują na jednej pozycji, takie przypisywanie wręcz ich ogranicza. Marcin może grać na trzech pozycjach obwodowych i tak właśnie powinno być – mówi „Kamyk”.

Ostatnie moje lata były takie, że non stop pozycję zmieniałem, albo po prostu wchodziłem tam, gdzie byłem potrzebny – mówi Piechowicz. I dodaje: – Nie mam chyba jednej, najlepszej pozycji. Na pewno na jedynce gra jest najcięższa – raz, że potrzeba najwięcej skupienia i myślenia, a dwa, że dużym problemem są mali przeciwnicy, którzy chcą mi zabrać piłkę z kozła – tłumaczy zawodnik.

Z drugiej strony – jego można pochwalić za poniedziałkową grę w obronie, także przeciwko rozgrywającym, bo przecież Piechowicz zmieniał najczęściej Szymkiewicza na jedynce. – Staram się jak mogę – rywale na jedynce zwykle są dużo szybsi, czasami jest ciężko, często im nie ustoję. Ale trener Kamiński stworzył taki system obrony, że bronimy drużynowo, pomaga cały zespół.

A Piechowicz pomaga zespołowi. Awans do Ligi Mistrzów to także jego zasługa.

Nowości w Sklepie Koszykarza – zobacz, w czym się teraz gra >>




POLECANE

tagi

NBA

Reprezentant Polski w koszykówce 3×3 oraz legenda Polpharmy Starogard Gdański – gościem Kamila Chanasa jest „Money in the Bank” Michael Hicks! Mieszkający w naszym kraju Amerykanin opowiada o swojej karierze i planach na przyszłość. Świetne show!

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Aż ciężko uwierzyć, że w Minnesocie do dziś nie uhonorowano Kevina Garnetta. Swojej koszulki pod dachem hali Orlando Magic wciąż nie może oglądać Shaquille O’Neal. Nikt też nie docenił w ten sposób kariery Gary’ego Paytona.
19 / 02 / 2020 10:27
Wolf Blitzer, jeden z najsłynniejszych amerykańskich dziennikarzy, przerwał swój program w stacji CNN, aby poinformować o końcu kariery Marcina Gortata. Autor – na co dzień kibic Washington Wizards – polskiemu zawodnikami za osiągnięcia na parkiecie oraz to, co robi poza boiskiem, m.in. dla polskiej społeczności.
18 / 02 / 2020 10:21