Yao Ming – mógł być cesarzem NBA

Share on facebook
Share on twitter

W nocy z piątku na sobotę Yao Ming został włączony do Koszykarskiej Galerii Sławy w Springfield. Biorąc pod uwagę to, jak przyczynił się do ekspansji koszykówki, pasuje tam jak mało kto.

Yao Ming (fot. wikimedia commons)

Załóż konto w Unibet i zgarnij bonus >>

Był rok 2003. Kilka miesięcy po rozpoczęciu przez Yao Minga jego debiutanckiego sezonu, koledzy z zespołu postanowili spłatać świeżakowi figla. Znalezioną przez jednego z pracowników klubu mysz włożyli do pudełka po butach, które następnie schowali w szafce Chińczyka.

Wszyscy zgromadzeni mieli nadzieję, że mierzący 229 cm wzrostu gigant zacznie krzyczeć i podskakiwać jak mała dziewczynka. Cóż, zawiedli się. Ming otworzył pudełko, rozejrzał się po szatni, zawiesił wzrok na rozgrywającym Moochiem Morrisie i rzucił: O, brat Moochiego!

Taki właśnie był Yao. Przynajmniej według świadectwa Tracy’ego McGrady’ego, byłego kolegi z zespołu. Do koszykówki pochodził z powagą, ale odznaczał się przy tym „niezwykłym poczuciem humoru”. Znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że samą grą były środkowy nie zasłużył sobie na włączenie do Galerii Sławy. I tych sukcesów stricte sportowych rzeczywiście trochę brakuje.

Rozegrał tak naprawdę siedem sezonów, bo w dwóch ostatnich zaliczył raptem pięć spotkań, i osiągnął statystyki na poziomie 19 pkt., 9 zb. oraz 1,9 bl. Cztery razy zagrał w play-off, ale tylko raz udało mu się przebrnąć przez pierwszą rundę. Teoretycznie można by więc polemizować.

Trzeba jednak pamiętać, że to nie głosowanie na MVP rundy zasadniczej czy najlepsze piątki sezonu, a oddanie honorów ludziom zasłużonym dla rozwoju koszykówki. A do tych 35-letni Yao Ming niewątpliwe należy. W końcu niewielu sportowców może pochwalić się tym, że przyciągało przed ekrany telewizorów czy komputerów 200 milionów ludzi.

Tylu właśnie kibiców z Chin, według informacji podawanych niegdyś przez ESPN, miało w 2007 roku oglądać mecz sezonu regularnego pomiędzy Houston Rockets Minga a Milwaukee Bucks, w barwach których występował inny reprezentant Chin – Yi Jianlian (aktualnie nowy gracz Los Angeles Lakers).

W drafcie został wybrany z jedynką, jako trzeci, nie licząc Hakeema Olajuwona, zawodnik spoza USA. Ze względu na ogromną popularność w samej tylko ojczyźnie już w pierwszym sezonie wystąpił w wyjściowej piątce All-Star Game, w głosowaniu na pierwsze piątki deklasując o prawie ćwierć miliona głosów samego Shaquille O’Neala, MVP Finałów w trzech poprzednich latach. Został też pierwszym obcokrajowcem, który wygrał głosowanie. W sumie wziął udział w ośmiu Meczach Gwiazd.

Byłem tam i widziałem to. To jest jego dziedzictwo – pisał we wtorek w swoim felietonie dla ESPN McGrady o tym, jak Ming zaraził koszykówką swój kraj. – Sprowadził koszykówkę NBA do Chin i już zawsze będę mu wdzięczny za to, że mogłem być tego częścią. Przedstawił Tracy’ego McGrady’ego całemu państwu. Byliśmy tam bohaterami. Oni nie widzieli grającego Michaela Jordana, widzieli nas. Widzieli Yao.

Na arenie międzynarodowej wiele z reprezentacją nie zdziałał. Wystąpił na igrzyskach w Sydney, Atenach i Pekinie. Na tych dwóch ostatnich turniejach ze średnimi 19,9 pkt. i 8,8 pkt. naturalnie był najlepszym zawodnikiem swojej drużyny, ale maksimum, jakie zdołał z nią osiągnąć, to ćwierćfinały po wygraniu w sumie czterech meczów grupowych. W Grecji spełnił jednak swoje wielkie marzenie i podczas uroczystości otwarcia wniósł na stadion chińską flagę.

Skupiliśmy się na kwestii globalizacji koszykówki, która tak ważna jest przecież dla ówczesnych i dzisiejszych władz NBA, ale nie możemy zapomnieć również o emocjach, jakie Ming wzbudzał na boisku.

Karierę przedwcześnie pokrzyżowały mu kontuzje, przez które po rozgrywkach 2004/05 opuszczał kolejno 25, 34, 27 i 5 spotkań, cały sezon 2009/10, a w ostatnim roku wystąpił już tylko w 5 meczach. Niemniej mecze z udziałem Houston Rockets z nim oraz Stevem Francisem czy później McGradym w składzie były czymś, dla czego bez wątpienia warto było zarywać noce w pierwszej dekadzie XXI wieku.

Mateusz Orlicki

Załóż konto w Unibet i zgarnij bonus >>