Yes, we can!

Share on facebook
Share on twitter

Czy wygranie dywizji B Mistrzostw Europy U20 przez Polaków jest sukcesem? Tak  – jeśli zrozumiemy, jak do niego doszło. Ale prawdziwy sukces będzie można ogłosić, gdy na dobre zadomowimy się w Dywizji A.

Reprezentacja Polski U20 /fot. FIBA

To są buty LeBrona Jamesa – możesz w nich zagrać! >>

Na początku parę słów wyjaśnienia – oczywiście nie zdobyliśmy mistrzostwa Europy, ani nawet mistrzostwa Europy dywizji B, bo jest to niemożliwe (tak jak nie można być np. mistrzem Polski I ligi) – a parę razy udało mi się już przeczytać o tym w Internecie. Nie wiem, co gorsze – ignorancja czy clickbait.

Ale jeśli coś denerwuje mnie bardziej, to uporczywe powtarzanie, że jesteśmy na 17. miejscu w Europie. Na papierze tak, ale w rzeczywistości jest to bardziej skomplikowane i takie stawianie sprawy jest dla tych chłopaków niesprawiedliwe. System podziału na dwie dywizje i zależność danego rocznika od wyniku poprzedniego zaciemnia obraz. Tak naprawdę dolna część dywizji A i górna dywizji B są dość wyrównane.

Raczej wygralibyśmy z ekipami, które w tym roku z elity spadają (Szwecja, Islandia i Rumunia), a nie jest powiedziane, że nie powalczylibyśmy nawet z tymi plasowanymi wyżej – skoro tak dobrze wyglądaliśmy na tle chociażby Łotwy czy Słowenii. Dopiero format taki, jak dla seniorskich turniejów, z powiedzmy 24 drużynami, pokazałby prawdziwą siłę naszej drużyny.

Przejdźmy jednak do konkretów – z czym zostaliśmy po bułgarskim turnieju?

1. Radość

Może i to niepoważnie wspominać o czymś tak prozaicznym, ale nie da się ukryć, że kolejne zwycięstwa Polaków po prosty cieszyły. Od wymęczonego, właściwie wyrwanego meczu z Gruzją na początek, po kluczową w fazie grupowej wygraną z Finami, po zwycięski tryptyk z Czechami, Łotwą i Słowenią.

Zarówno pisanie, jak i czytanie o stanie polskiej koszykówki, poziomie reprezentacji, naszych nadziejach itp. w ostatnich latach stało się męczące i dołujące. W ubiegłym tygodniu można było złapać oddech – nawet jeśli nie na najwyższym poziomie, to było to jednak coś odświeżającego. I jak pokazuje choćby skala zainteresowania i entuzjazm w serwisach społecznościowych – głód pozytywnych wiadomości wśród kibiców jest ogromny.

 

2. Nowa fala zawodników

Za dwa miesiące z okładem koszykarze, którzy wywalczyli w Sofii złote medale, zaczną nowy sezon ligowy. W PLK kolejny sezon zagrają na pewno Łukasz Kolenda (Trefl Sopot) i Daniel Gołębiowski (Polpharma Starogard Gdański). Z ciekawością będziemy obserwować debiut Jakuba Kobla (MKS Dąbrowa Górnicza) i Adriana Boguckiego (Miasto Szkła Krosno – dobry ruch, gdzie była reszta klubów?).

Gwoli ścisłości, w składach ekstraklasowych drużyn w zeszłym sezonie znajdowali się także Rafał Komenda (TKM Włocławek), Bartłomiej Pietras (Asseco Gdynia) i Mateusz Szczypiński (Rosa Radom) – choć ich rola, a w niektórych przypadkach nawet klub w przyszłym sezonie, dla mnie jest niewiadomą.

Stonujmy emocje – oni, a także ich koledzy z drużyny, którzy będą walczyć w I lidze, nie stanowią złotego (srebrnego?) pokolenia, jak powszechnie uznaje się rocznik 1993. Nie odmienią oblicza lig, a za kilka lat nie zbawią reprezentacji seniorskiej (‘93 też zresztą nie zbawił, ale to już inny temat). Ale jednego odebrać im nie można – pokazali, że potrafią realizować założenia taktyczne, rozumieją obronę zespołową, nie pękają w trudnych momentach, nie boją się podejmować trudnych decyzji, wierzą we własne możliwości. Może to szczegół, ale oby tej dobrej jakości było w naszej lidze jak najwięcej.

Buty UNDER ARMOUR CURRY 5 – prawdziwy hit! >>

3. Łukasz Kolenda

Rozgrywającemu Trefla, zasłużenie nagrodzonego w Sofii nagrodą MVP, warto poświęcić oddzielny akapit. Od początku turnieju był chwalony ze wszystkich stron za nową jakość na pozycji, z którą od dłuższego czasu w kadrze seniorskiej mamy spory problem. Nic dziwnego, że temat jego powołania do pierwszej reprezentacji od paru dni nie schodzi z koszykarskiego Twittera.

I o ile nie mam wątpliwości, że Łukasz nie jest jeszcze w stanie pomóc nam wygrać z Włochami czy Chorwacją, to jego obecność na zgrupowaniach w okienkach reprezentacyjnych jest już wielce pożądana. Przy nieobecności Łukasza Koszarka i AJ Slaughtera wśród jedynek robi się niebezpiecznie pusto – zamiast szukać zamienników (z całym szacunkiem) typu Andy Mazurczak, dajmy poznać Kolendzie kadrę (i vice versa). Jemu to w niczym nie zaszkodzi, a może tylko pomóc, ułatwiając mu wejścia w buty rozgrywającego seniorskiej kadry.




4. Wnioski na przyszłość

Nadużywanie magicznego słowa „sukces” jest przez niektórych odbierane ze sporym niesmakiem. Nie mam jednak wątpliwości, że w tym przypadku nie jest ono na wyrost. Wprawdzie wygranie dywizji B nie może być automatycznie nazwane sukcesem polskiej koszykówki – nikt nie przekona mnie, że od lipca 2018 wszystko jest już piękne, nagle ogarnęliśmy szkolenie itd.

Był to jednak spory sukces dla tej grupy – oczywiście samych zawodników, ale także i sztabu trenerskiego, który wykonał gigantyczną robotę, przygotowując ich taktycznie i mentalnie. Mieli niełatwe zadanie do wykonania i zrealizowali je w bardzo dobrym stylu. Chociażby dlatego nazywanie ich wyniku sukcesem jest jak najbardziej na miejscu.

I tu dochodzimy do najważniejszego – niech ta praca Przemysława Frasunkiewicza i jego asystentów, Kamila Sadowskiego i Marcina Woźniaka, będzie wzorem dla kolejnych – że można. Nawet, jeśli nie mamy komfortu wyboru składu, jak w innych krajach, to możemy stworzyć ekipę i wymyślić system, który doprowadzi ją do sukcesu. Kluczowy na przyszłość wniosek – tak, potrafimy to zrobić. Oby ich pomysły poznali inni trenerzy. Frasunkiewicz i spółka zrobili za dużo dobrego, żeby schować to do swojego archiwum.

I na koniec – nie umniejszając zasług i umiejętności trenerom młodzieżowym, czy nie jest symptomatyczne, że cały czas rozmawiamy o zespole prowadzonym przez pracującego w PLK? Frasunkiewicz w Asseco nie miał łatwo – musiał kombinować, łatać dziury, szukać non stop najlepszych rozwiązań, a nawet zwykłego szczęścia w końcówkach. To wszystko miał okazję wykorzystać w pracy z kadrą i jak widać – przyniosło to skutek. Warto wziąć to pod uwagę przy następnych wyborach trenerów kadr U20 czy U18.

A sukces polskiej koszykówki będziemy mogli ogłosić wtedy, gdy kadra U20 na dobre zadomowi się w dywizji A (celowo unikam słowa „utrzyma”, bo nie znoszę minimalizmu). Będzie to oznaczać, że udało nam się wyciągnąć wnioski – tym razem z sukcesu, bo w końcu nie zawsze trzeba uczyć się tylko na błędach.

Michał Świderski, @miswid 

To są buty LeBrona Jamesa – możesz w nich zagrać! >>