Zagrywki są przereklamowane, czyli szalony atak Enver Nuggets

Share on facebook
Share on twitter

W każdym meczu zdobywali ponad 100 punktów, aż trzech graczy rzucało średnio ponad 20 – to szalony naukowiec Doug Moe wytyczył w sezonie 1981/82 drogę, którą potem poszli Phoenix Suns i Golden State Warriors.

(fot. YouTube)
(fot. YouTube)

NBA, Euroliga, PLK – typuj wyniki i wygrywaj >>

W tym sezonie zdobywali już 149, 142, 138 i 133 punkty, ich błyskotliwy atak, w którym na zmianę czarują Kevin Durant, Stephen Curry i Klay Thompson, a wszystko spaja Draymond Green, demoluje rywali i zachwyca kibiców. Golden State Warriors są wzorem ofensywy.

Drużyna Steve’a Kerra jest na dobrej drodze, by zaliczyć najlepszy sezon w historii NBA pod względem efektywności ataku. W tej chwili Warriors zdobywają średnio 117,9 punktu na 100 posiadań i gdyby taki wskaźnik utrzymali, to pobiliby rekord, który od sezonu 1986/87 dzierżą Los Angeles Lakers (115,9 na 100).

Ale skupmy się na szaleństwie, takim skrajnym.

Denver Nuggets 1981/82. Zdecydowanie najwięcej punktów w historii – 126,5 punktu na mecz. Zdecydowanie najszybsze tempo – średnio 109,8 posiadania. Zdecydowanie najprostsza taktyka w historii – zero zagrywek.

Jak chcesz zagrać według schematu, to musisz się ustawić. A kiedy się ustawiasz, to samo robi obrona. Czyli dajesz szansę rywalowi, by mógł lepiej bronić. Wiecie, dlaczego trenerzy chcą zagrywek? Bo chcą kontroli. Chcą widzieć, jak ich pomysły realizowane są na boisku.

A ja tego nie potrzebuję. Wiem, że pożądany efekt – punkty – przyniesie zespołowa gra podaniami. Wystarczająco często znajdziemy pozycję do bardzo dobrego rzutu.

Oto trener Doug Moe i jego filozofia. To właśnie on objął Nuggets w 1980 roku i prowadził zespół przez całą dekadę. Osiągnął bilans 432–357, dziewięć razy z rzędu grał w play-off, w 1985 roku awansował nawet do finału Konferencji Zachodniej.

A we wspominanym sezonie 1981/82 stworzył najbardziej bezkompromisowo grającą drużynę w historii.

To były lata, w których błyszczeli Los Angeles Lakers, Boston Celtics, Philadelphia 76ers, Houston Rockets. Nuggets nie mieli gwiazd wielkich, ale mieli bardzo dobrych graczy – Aleksa Englisha, Dana Issela, Kikiego Vandeweghe czy Davida Thompsona, młodzieńczego idola Michaela Jordana.

Trenowali grając w kosza, po prostu. Zajęcia Moe polegały na bieganiu i rzucaniu, bez zbędnego gadania. Rozpracowywanie ich gry nie miało wielkiego sensu, bo – jak pisał w latach 80. „New York Times” – rywale nie mogli mieć pojęcia, co zagrają Nuggets, skoro nie mieli go sami koszykarze z Denver.

Moe swoje podejście tłumaczył tak: – Do czego potrzebne są zagrywki? Żeby znaleźć dobrą pozycję do rzutu. Ale przecież z łatwością można to osiągnąć bez żadnych schematów, jeśli zawodnicy nie są egoistyczni i chcą podawać.

Zawsze wierzyłem w to, że jeśli gracz potrafi i chce grać zespołowo, to razem z drużyną wykreuje dobrą akcję. Talent koszykarzy zawsze łatwiej wykorzystać, gdy nic ich nie krępuje i mogą po prostu grać – tłumaczył trener.

Moe pochodzi z Brooklynu, z dzielnicy Flatbush, gdzie ponoć tłukł w koszykówkę godzinami, a gierki polegały głównie właśnie na pojedynkach i wsadach. Jako zawodnik North Carolina był wyróżniającym się graczem w kraju, dobrze spisywał się także przez pięć lat gry w ABA.

W jego zespole z sezonu 1981/82 najwięcej punktów, średnio 25,4 na mecz, zdobywał English – Issel miał 22,9, a Vandeweghe 21,5. Każdy z nich trafiał ponad 50 proc. rzutów z gry, ale warto pamiętać, że prawie w ogóle nie rzucali z dystansu. To był dopiero trzeci sezon trójek w NBA, cały zespół Nuggets miał tylko 40/149 z dystansu.

Przykładowe wyniki? Zdarzały się niemożliwie wysokie – 139:133, 140:139, 147:127 czy 154:138. Zresztą to właśnie Nuggets Douga Moe rozegrali dwa lata później mecz, który przeszedł do historii NBA jako ten z największą liczbą punktów – przegrali z Detroit Pistons 184:186 po trzech dogrywkach.

W sezonie 1981/82 szaleni Nuggets mieli bilans 46-36, ale też jeden poważny problem – oczywiście, co było też konsekwencją ultraszybkiego tempa gry – tracili rekordowe 126,0 punktu na mecz. Mieli najgorszą efektywność obrony w historii ligi – średnio 113,9 punktu na 100 posiadań. To dlatego mówiono o nich także Enver Nuggets – „D” jak defensywa w tym zespole nie istniało.

W pierwszej rundzie play-off odpadli z Phoenix Suns przegrywając serię 1-2. Jednak grając ofensywnie zaliczyli bardzo dobrą dekadę, a ich bezkompromisowy styl kopiowali potem inni – Don Nelson w Golden State Warriors czy Mike D’Antoni w Phoenix Suns. Po prostu na stałe zapisali się w historii ligi.

126,5 punktu na mecz, wow.

PS Razem z poprzednim i następnym sezonem Nuggets zdobywali ponad 100 punktów w 136 kolejnych meczach.

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >> 

Łukasz Cegliński

 

POLECANE